Weź Minecrafta oraz ARK: Survival Evolved i zblenduj je razem. Następnie odłóż tak owy ów koktajl i powróć do niego dopiero wtedy, kiedy zacznie wydzielać nieprzyjemny zapach. Brawo! Właśnie przygotowałeś PixARK!

Nie potrafię wymyślić lepszego opisu tego, czym jest PixARK. W zamierzeniu wokselowy spin-off jednej z popularniejszych gier surviwalowych próbuje trafić do nieco młodszej grupy wiekowej niż swój jego pierwowzór. Pomaga w tym kolorowa i szalenie żywa paleta barw oraz – mówię to bez cienia ironii – prześliczne modele fauny. Różnorodność owych stworzeń jest całkiem duża, od zwykłych kur czy wilków, aż do dinozaurów. Stworzenie jak największej menażerii to jeden ze sposobów spędzania czasu w grze, a tych, według twórców, ma być całkiem sporo. Albowiem PixARK to gra z otwartym światem, craftingiem, systemem rozwoju postaci oraz możliwością budowania, tego, cozego sobie gracz nie wymyśli. Tymi słowami można opisać wiele tytułów masowo pojawiających się na steamie; czy PixARK wyróżnia się na tle konkurencji?
Niestety nie – wręcz za bardzo się w nią wtapia i garściami bierze najgorsze cechy gier, które ledwo co opuściły early access: wszechobecne bugi (od okazjonalnego blokowania się postaci, do niedopasowanych tekstów w menusach, które nachodzą na siebie), cały interfejs wyglądający jakoś nie tak, absolutnie tragiczne sterowanie z perspektywy trzeciej osoby i najwyżej znośne z pierwszej. Serio, poruszanie się moim avatarem przypomniało kierowanie przeładowaną ciężarówką. Nie pomaga fakt koszmarnej tendencji naszej postaci do blokowaniea się na wszystkim: stanie zbyt blisko NPC-etów, czy zamknięcie ekwipunku (!) skutkuje utraceniem możliwości ruchu na czas nieokreślony.

Ale dość narzekania na technikalia, pomówmy teraz o samej rozgrywce. Największą frajdę sprawiło mi zajmowanie się zwierzątkami, to jest kupowanie sobie ich miłości garścią owoców, żeby póżniej móc wysługiwać się nimi w walce oraz używać ich jako środka transportu. Już w początkowych etapach gry możemy zdobyć sporo pupilów, mniejszych czy większych. Oswojonym zwierzakom można wydawać polecenia: podążania za nami, atakowania naszych wrogów, czy po prostu pilnowania terenu. Zdecydowanie najfajnieszy aspekt produkcji (hej, kto nie chce organizować walk dinozaurów?). Pozostałe formy spędzania czasu w grze wypadają mizernie. Do stworzenia mamy sporo rzeczy, ale drzewko craftingu jest mocno przytłaczające i na początku gry jesteśmy bombardowani, wtedy nieprzydatnymi, recepturami. RPG-owe elementy potraktowano po macoszemu: z każdym zdobytym poziomem dostajemy jeden punkt, którego możemy użyć do zwiększenia jednej z podstawowych statystyk typu zdrowie, głód czy udźwig naszego avatara. Bardziej podstawowego systemu poziomów doświadczenia wymyślić się chyba nie dało.

Największym zawodem pozostaje jednak budowanie – można by pomyśleć, że gra inspirującą się Minecraftem wyniesie ten aspekt rozgrywki na wyżyny. W PixARK to, co i gdzie możemy budować, ograniczane jest, między innymi, przez wymóg stawiania fundamentów. W efekcie daje to bardziej logiczny i złożony system, niż w rzeczonym Minecrafcie, ale nic z tego, bo wkrada się wspomniane wcześniej sterowanie, które nie pozwala na precyzyjne, szybkie czy przyjemne zbudowanie czegokolwiek. Ciekawą mechaniką pozostaje magiczne rozmnażanie budulca – niszcząc jeden klocek, otrzymujemy trzy identyczne. Czary!
Podsumowując – PixARK to niedopracowany produkt, jakich ostatnio wiele. Inspiracje innymi, lepszymi grami są widoczne gołym okiem, ale twórcy nie dali rady zaimplementować ich zalet do swojej produkcji. Słowem – miało być fajnie, a nie jest.

Kiedy chciałem zakodować ten tekst postanowiłem, że porobię trochę własnych zrzutów ekranu, zamiast wrzucać gotowce z neta, ale gra za cholere nie chce się odpalić, a ja nie mam już siły by z nią walczyć. Także nie zobaczycie moich dinozaurów. Sorry.

Dodaj komentarz

avatar