The Elder Scrolls Online: Tamriel Unlimited 1

W licznych tekstach publikowanych na Nie Tylko Gry wielokrotnie wspominałem już, że jestem graczem singlowym. Nie licząc Left 4 Dead i kilku klasycznych strzelanek, nie gram po sieci, a jedynym MMO, przy którym spędziłem więcej czasu, było Neverwinter. Jako miłośnik serii The Elder Scrolls, w 2014 roku wziąłem udział w betatestach Online, które jednak mnie nie przekonało. Kiedy jakiś czas temu zorganizowano darmowy weekend, postanowiłem spróbować jeszcze raz – i tym razem mi się spodobało. Kupiłem więc najtańszą wersję na promocji, żeby sprawdzić, ile ta gra jest warta dla gracza singlowego. Miłośników MMO ostrzegam, że Online oceniam właśnie z perspektywy sieciowego nooba i dla sieciowego nooba, gracza interesującego się tylko grami singlowymi. Toteż niechybnie dostaniecie zawału serca, kiedy będę narzekał na rzeczy typowe dla MMO.

Daedryczny książę Molag Bal, przy pomocy swoich licznych wyznawców, postanowił doprowadzić do połączenia świata śmiertelników i swojej domeny w Otchłani. Przeszkodzić próbuje mu w tym tajemniczy bohater nazywany Vestige (czyli my), wspomagany przez równie tajemniczego Proroka. Na wątek fabularny składa się raptem jedenaście zadań, ale przed finałem konieczne jest wykonanie jeszcze kilku innych. Chociaż nie są one oznaczone jako główne, to bez nich nie da się popchnąć fabuły do przodu. Ponieważ postać skaluje się do świata gry, główny wątek można ukończyć nawet w kilka godzin od rozpoczęcia zabawy.

The Elder Scrolls Online: Tamriel Unlimited 2

Zagrożenie ze strony daedr to jednak niejedyne, co oferuje Online. Innym równie ważnym (a może nawet ważniejszym) wątkiem jest wojna trzech sojuszy, w której ścierają się ze sobą Przymierze Daggerfall (Bretoni, Redgardowie i orkowie), Pakt Ebonheart (Nordowie, Dunmerowie i Argonianie) oraz Aldmerskie Dominium (Altmerowie, Bosmerowie, Khajiitowie). Tworząc postać, wybieramy jej rasę, co determinuje, do którego sojuszu będziemy należeć, w jakiej lokacji zaczniemy grę oraz jaki ciąg zadań związanych z sojuszem otrzymamy. Do tego dochodzą jeszcze wątki fabularne różnych gildii, o tysiącu zadań pobocznych, codziennych i aktywnościach grupowych już nawet nie wspomnę.

Oferowane nam zadania to w lwiej części standard znany z gier MMO, czyli „zabij X czegoś”, „zdobądź Y tamtego”. Fajne jest w nich jednak to, że wszyscy zleceniodawcy są nie tylko w pełni udźwiękowieni, ale też wszystko jest głęboko i sensownie osadzone w świecie. Każda lokacja ma jakiś swój nadrzędny wątek fabularny, któremu podporządkowane są dostępne w niej zadania, a te zaś często rozwijają wiedzę o uniwersum. Do wielu wydarzeń z Online odnoszono się bowiem już od czasów wydanej w 1996 roku Areny, jednak dopiero tutaj można zapoznać się z nimi dokładniej. Trzeba jednak pamiętać, że ponieważ mamy do czynienia z MMO, immersję czasami mogą psuć nam inni gracze. Co prawda nieświadomie, ale kiedy docieramy do znacznika zadania, a celu nie ma, bo został przed chwilą zabity albo ukradziony przez kogoś innego i musimy czekać, aż się odrodzi, odrobię psuje to frajdę.

The Elder Scrolls Online: Tamriel Unlimited 3

Obecnie Online pozwala niemal natychmiast przenieść się do regionów należących do innych sojuszy. Dzięki temu całe Tamriel już na dzień dobry stoi przed nami otworem, deweloperzy nie zadbali jednak o to, żeby przystosować ciągi zadań do osób z różnych stronnictw. Przykładowo, grając Redgardem, wybrałem się do Pękniny, gdzie na dzień dobry otrzymałem zadanie, które okazało się być związane z Paktem Ebonheart. Wszystko odbywało się tak, jakbym wykonał już wcześniejsze zadania główne dla tego stronnictwa – zostałem więc rzucony gdzieś w środek wątku, nie mając za bardzo pojęcia, o co tak właściwie chodzi. Wybierając się do regionów innych sojuszy warto pamiętać o tym, żeby nie brać każdego zadania, ewentualnie zainstalować mod wyraźnie oznaczający te główne. Wątki fabularne poświęcone innym stronnictwom możemy wykonać, kiedy ukończymy główny i ten powiązany z naszym „rodzimym” sojuszem – za sprawą Merdii, możemy rozgrywać je tak, jakbyśmy od początku do nich należeli.

Teoretycznie endgame zaczyna się wraz z osiągnięciem 50. poziomu doświadczenia, co mnie zajęło około stu pięćdziesięciu godzin. Każdorazowo po awansie zwiększamy którąś z podstawowych statystyk, tj. zdrowie, kondycję albo magię. Otrzymujemy też punkt, który możemy zainwestować w rozwój którejś z umiejętności. Punkty te zdobywa się również za wykonanie niektórych zadań głównych i powiązanych z sojuszem oraz za znajdowanie rozsianych po świecie odłamków. Sprawia to, że w momencie osiągnięcia pięćdziesiątego poziomu możemy mieć już ponad sto punktów umiejętności. Warto zauważyć, że w Online wszyscy przeciwnicy i zadania mają ten sam poziom – 160. mistrzowski. Sprawia to, że wykonywać mogą je razem gracze na 3. poziomie zwykłym i 120. mistrzowskim, są oni bowiem „wyrównywani” do 160. mistrzowskiego. Paradoksalnie sprawia to, że wraz z postępami czujemy się coraz słabsi, bo coraz mniejsza jest pula naszego „wyrównania”.

The Elder Scrolls Online: Tamriel Unlimited 4

Tak naprawdę jednak endgame to dopiero początek zabawy, bo po zdobyciu 50. poziomu zaczynamy zdobywać tzw. poziomy mistrzowskie. Jak wspomniałem, nie pozwalają one na rozwijanie statystyk, oferują za to kilka drzewek wspomagających umiejętności pasywne, takie jak np. przyspieszona regeneracja zdrowia, większa odporność na różnego rodzaju obrażenia, zwiększona ilość obrażeń zadawanych przez nas itd. Poziomy mistrzowskie odblokowują również dostęp do nowej zawartości, takiej jak chociażby nowe materiały rzemieślnicze, z których można wytwarzać znacznie lepsze bronie i zbroje. Dopiero wraz ze zdobyciem 160. poziomu mistrzowskiego przestajemy być skalowani do przeciwników i zadań. Wtedy też możemy sprawdzić tak naprawdę, jak dobry jest nasz build i na ile jesteśmy mocni, a co za tym idzie – dopiero wtedy zaczyna się właściwa zabawa. Na chwilę obecną zdobyć można maksymalnie 720 poziomów mistrzowskich, ale ich liczba zwiększa się o kolejne 30 z każdą aktualizacją.

Dla gracza singlowego jedną z największych bolączek będzie ekonomia świata typowa dla gier MMO. Przedmioty czy domy potrafią kosztować po kilka milionów sztuk złota, którego zdobywamy śmieszne ilości – maksymalnie kilkaset sztuk za zadanie. Na początkowych etapach potrafi dać to w kość ze względu na „system wymiaru sprawiedliwości”, w którym egzekutorami są nieśmiertelni strażnicy. Jeśli przypadkiem coś ukradniemy, a nie mamy dość pieniędzy na opłacenie grzywny, to będziemy bezustannie ginąć z ich ręki. No chyba że uda nam się uciec z miasta i wykonywać zadania w dziczy do momentu, aż grzywna zostanie zniesiona. Z jednej strony tacy nieśmiertelni strażnicy bardzo mocno psują immersję, z drugiej jednak – jest to jakiś bat na graczy. Dzięki niemu dwa razy zastanowią się, zanim popełnią przestępstwo.

Opłaca się inwestować w paserstwo i crafting, mogące znacznie zwiększyć przychody. Najwięcej na przedmiotach da się jednak zarobić, kiedy zdecydujemy się na interakcje z innymi graczami, czy to poprzez sprzedawanie ich na czacie, czy dołączając do gildii handlowej. Podczas gdy u sprzedawcy w grze za filetowy przedmiot otrzymamy pięćdziesiąt sztuk złota, inny gracz może zapłacić za niego tysiąc albo dwa. Ekonomia to więc jeden z nielicznych elementów, który będzie graczowi singlowemu solą w oku i zachęcał do interakcji z innymi. Inną z bolączek gier MMO są irytujące, odradzające się moby, których często nie da się ominąć. Trzeba więc liczyć się z koniecznością walczenia z wilkami i innymi pierdołami, które atakują nas, kiedy tylko zobaczą. Przynajmniej do czasu, kiedy nie uciułamy trochę więcej grosza, żeby pozwolić sobie na teleportowanie się do przydrożnych kapliczek, zamiast w drodze powrotnej pokonywać wrogów, których zabiliśmy trzy minuty wcześniej.

Dość sporym problemem, przynajmniej na początku, będzie też pojemność ekwipunku. Co prawda można zwiększać ją poprzez kupowanie dodatkowych miejsc i pojemności banku, ale raz, że jest to drogie, a dwa – dość pracochłonne. A jeżeli chce się rozwijać crafting, będzie to jeszcze boleśniejsze, bo składników potrzebnych do wytwórstwa są dziesiątki, więc to głównie one będą nam zajmowały miejsce w ekwipunku. ZeniMax zdaje sobie sprawę, że jest to jedna z rzeczy, które najbardziej boli graczy, dlatego w płatnej subskrypcji oferuje torbę na surowce. Trafiają one bezpośrednio do niej, sprawiając, że ekwipunek magicznie staje się zdatny do użytku.

The Elder Scrolls Online: Tamriel Unlimited 5

Na mapie kampanii singlowej zdarzają się miejsca, które zaprojektowane zostały tak, żeby przechodzić je z innymi osobami. Mamy więc typowe „lochy” do raidów, zaprojektowane do przechodzenia w czteroosobowych grupach, w których przeciwnicy są odpowiednio przykoksowani. W „lochach publicznych”, „jamach” i przy dolmenach Molag Bala znajdziemy przeciwników raczej standardowych plus minibossów, występujących jednak w dużej liczbie, dlatego znacznie łatwiej jest je zaliczyć w więcej osób. No i są jeszcze obozowiska szczególnie wytrzymałych przeciwników, z reguły też wymagające większej liczby graczy. Co prawda da się ich pokonać w pojedynkę, ale raczej dopiero po przekroczeniu 160. poziomu mistrzowskiego. O trybach PvE i PvP, do których przeznaczono Cyrodiil, nie wypowiem się, ponieważ nie grałem w nie zbyt długo.

Model dystrybucji Online nie spodoba się każdemu. Chociaż teoretycznie jest to gra buy-to-play, tak naprawdę mamy do czynienia z jedną wielką mikrotransakcją. Ale nie zrozumcie mnie źle: kupując grę, dostajemy kompletny produkt, czy raczej jego szkielet, w którym liczą się umiejętności, a nie to, ile pieniędzy wydasz w sklepie na ulepszacze, które dadzą nieuczciwą przewagę nad niepłacącymi. Problem w tym, że każdy jeden element gry zaplanowany jest tak, żeby dać graczowi jego namiastkę, a potem na każdym kroku przypominać: „Ale ty wiesz, że jak zapłacisz, to będziesz miał lepiej / lżej / więcej?” Wykup abonament, a skończą się problemy z pojemnością ekwipunku. Denerwuje cię, że wierzchowce są drogie i trzeba kilku godzin, żeby uciułać na najtańszego? No peszek, ale może kupisz sobie jakiegoś w sklepie? Najtańszy kosztuje akurat tyle, że musisz kupić pakiet koron za 55 zł, ale jeszcze ci coś zostanie, żebyś kupił coś innego.

The Elder Scrolls Online: Tamriel Unlimited 6

Ograniczanie pełnej funkcjonalności treści zupełnie opcjonalnych, niewpływających w żaden sposób na fabułę i rozgrywkę, a potem przypominanie na każdym kroku, że można je ulepszyć za prawdziwe pieniądze, jest zdecydowanie jednym z największych minusów gry. Z drugiej jednak strony, kiedy po wykupieniu płatnej subskrypcji dostałem za darmo korony na zakupy w sklepie, nie bardzo było je na co wydawać. Po co mi kosmetyczne stroje, pety albo wierzchowce, które nie trafiają w mój gust? Albo dom, z którego i tak nie będę korzystał, a swój już mam? To, co mogłoby mi się przydać, zdobyłem już sam jakieś dwieście godzin temu.

Gra uzupełniana jest o DLC, czyli pomniejsze rozszerzenia, oraz o „rozdziały”. DLC dodają albo sensowną zawartość (nowe miejsca, ciągi zadań), albo śmieci (lochy do raidów), tak więc kupowanie wszystkich nie jest konieczne. Nabyć można je z poziomu Crown Store, czyli znajdującego się wewnątrz gry sklepu, do którego walutę kupuje się za prawdziwą gotówkę. Ponieważ DLC są darmowe dla osób opłacających abonament, to większe dodatki dla niepoznaki nazwano „rozdziałami”. I chociaż ze wszech miar są to DLC, to ze względu na inną nazwę trzeba je kupować osobno. O ile pojedyncze DLC fabularne dodaje kilka godzin zabawy, o tyle „rozdziały” dodają jej nieporównywalnie więcej. Póki co wyszedł tylko jeden, Morrowind, na maj zapowiedziano Summerset. Jeśli spojrzeć na poniższą mapę świata gry, widać jak na dłoni, że ZeniMax zaoferował graczom tylko fragmenty krajów Tamriel, a resztę będzie sprzedawał w formie rozdziałów.

The Elder Scrolls Online: Tamriel Unlimited 7
Mapa świata gry. Obszary zaznaczone na czerwono dostępne są w podstawowej wersji, a zielonkawo-niebieskie należy dokupić.

Gra oferuje abonament oraz „mikrotransakcje”. Ostanie słowo celowo napisałem w cudzysłowie, ponieważ z „mikro” nie mają one nic wspólnego. Gdyby ktoś uparł się, żeby kupić wszystkie przedmioty dostępne w sklepie, musiałby zakupić 22 pakiety koron zawierające po 21 tysięcy sztuk tej waluty, wydając na to ponad 12 tys. złotych. A mowa tutaj tylko o jednorazowym zakupie, bo część przedmiotów, np. skrzynki ze śmieciami (wierzchowce, stroje), można kupować wielokrotnie. Nie zmienia to jednak faktu, że przedmioty ze sklepu nie są do szczęścia potrzebne – większość z nich to pety, domy, barwniki, wierzchowce, skórki i temu podobne, z których część da się nabyć bez płacenia. W sklepie nie da się kupić przedmiotów, które dawałyby kupującym przewagę. Są co prawda chociażby zwoje zwiększające zdobywane doświadczenie czy posiłki zwiększające o pewną liczbę wszystkie statystyki, zużywają się one jednak i mają ograniczenie czasowe.

Poza mikrotransakcjami, jest również abonament ESO Plus, kosztujący 40-50 złotych miesięcznie – na im dłużej wykupimy subskrypcję, tym taniej wychodzi to na miesiąc. Jednak nawet ESO Plus nie zapewnia przewagi, a co najwyżej ułatwia życie. Podwaja pojemność konta w banku, pozwala na bezpłatny dostęp do DLC, zwiększa o 10% zdobywane doświadczenie i złoto i temu podobne. Tak naprawdę jedynym, co może przemawiać za abonamentem, jest wspomniana wcześniej torba na składniki.

The Elder Scrolls Online: Tamriel Unlimited 8

Online, przynajmniej na pecetach, pochwalić może się przyzwoitą oprawą graficzną. Na pewno nie przesadnie piękną, ale cieszącą oko, z cyklem dobowym i pogodowym. Mało tego, wersja komputerowa posiada wbudowaną obsługę modów, dzięki czemu grafikę można jeszcze poprawić. Co jednak ważniejsze, pozwala to również na zainstalowanie innych modyfikacji, takich jak chociażby zmieniony HUD, naniesienie na mapę markerów zadań czy elementów do zebrania albo zainstalowanie modu usprawniającego działalność gildii handlowej. Do zagrania w Online przekonała mnie przede wszystkim obsługa gamepadów na pecetach, bo przy moim zwyrodnieniu stawów nie wyobrażam sobie trzystu godzin grania na klawiaturze i myszy. Całkiem niezła jest również muzyka, zaś dubbing, chociaż daleki od ideału, w większości przypadków daje radę. Jedną z większych bolączek oprawy wizualnej jest spora powtarzalność odwiedzanych miejscówek. Co prawda poszczególne regiony mają swój unikalny styl, ale w obrębie jednego regionu niemal wszystkie wnętrza budynków są już robione metodą kopiuj-wklej.

Warto mieć na uwadze to, że gra potrafi miewać problemy techniczne, które wymagają częstego wyłączania serwerów. Nie tak dawno temu, po wypuszczeniu łatki, wielu użytkowników nie mogło zalogować się do gry. Skutkowało to wyłączaniem serwerów sześć razy w ciągu czterech dni – akurat w takich porach, kiedy wielu ludzi miało czas pograć. Z reguły serwery wyłączano wtedy na dwie godziny, ale rekord trwał ponad pięć. Takie ekstremalne sytuacje zdarzają się co prawda rzadko, często jednak bywa, że łatka z rana więcej zepsuje niż naprawi, więc wieczorem serwery znów są wyłączane na dwie godziny. Będąc przy niedogodnościach, warto mieć na uwadze, że gra nie doczekała się polskiej wersji. Tekstu jest tutaj od groma, a ilość tajników do poznania i ogarnięcia przytłacza. Jeżeli angielski, niemiecki albo francuski nie jest twoją mocną stroną, zabawa z Online może być problematyczna. Zdarzają się też miejsca, w których postać może idiotycznie utknąć i jedynym ratunkiem jest teleportowanie się do najbliższego punktu szybkiej podróży.

The Elder Scrolls Online: Tamriel Unlimited 9

Wydawca chwali się, że w Online gra 10 milionów graczy, ale liczba jest trochę oszukana. To osoby, które grę kupiły, co nie znaczy, że w nią grają. Co prawda Steam Charts pokazuje, że na Steamie grę uruchamia maksymalnie 25 tys. osób dziennie, ale dane te nie uwzględniają innych platform (w tym przede wszystkim oficjalnej aplikacji) i konsol. Media branżowe donoszą, że liczba aktywnych graczy wynosi około 2,5 miliona. A to oznacza, że serwery nie są zapełnione, ale nie świecą też pustkami i z reguły, jeśli zajdzie taka konieczność, da się „podpiąć” pod kogoś, żeby wykonać jakieś zadanie przeznaczone dla większej liczby osób. Nie ma też problemów ze znalezieniem gildii handlowej czy chętnych do raidów. Jedyna lokacja, która może świecić pustkami, to przeznaczone do PvP Cyrodiil. Raz udało mi się przemierzyć cały ten obszar, nie napotykając absolutnie żadnego innego gracza. Ale może dlatego, że było to po 3.00 w nocy…

Mając na uwadze, że jako gracz stroniący od gier sieciowych spędziłem przy The Elder Scrolls Online ponad 300 godzin, można chyba powiedzieć, że jest to MMO nadające się dla gracza singlowego. Owszem, cierpi ono na bolączki typowe dla tego gatunku, deweloperzy czasami dają ciała podczas wgrywania aktualizacji, a całość stworzona została tak, żeby co chwilę przypominać, że możesz coś kupić. Nie zmienia to jednak faktu, że gra oferuje dość interesującą i rozbudowaną fabułę, całą masę buildów i innych elementów, które pozwalają graczowi „wyrazić siebie” i zagrać tak, jak im się podoba. Próg wejścia dla nieobeznanych z MMO może być trochę wysoki, ale kiedy już nauczymy się podstaw, kontynuowanie przygody i poznawanie kolejnych, coraz bardziej zaawansowanych tajników tej gry może być przyjemne. Online można kupić na promocjach za około 40 zł, a taka wersja wystarczy na około 700 godzin – zawsze można chwilę pograć, kiedy akurat się człowiek nudzi.

Zastrzeżenie: zrzuty ekranu zamieszczone przy recenzji wykonane zostały na wersji z modyfikacjami zmieniającymi HUD, presetami poprawiającymi oprawę wizualną oraz podczas rozgrywki na gamepadzie (co również zmienia interfejs, pecetowy wygląda zupełnie inaczej).

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: The Elder Scrolls Online: Tamriel Unlimited
Platformy: PC / PS4 / XONE / Mac
Producent: ZaniMax Online
Wydawca: Bethesda Softworks
Dystrybutor: Cenega, Steam
Gatunek: MMORPG, fantasy
Premiera: 4 kwietnia 2014

Dodaj komentarz

avatar