Recenzja gry The Stanley Parable

The Stanley Parable

The Stanley Parable to zaprojektowana przez Davey'a Wredena gra, która swój żywot rozpoczęła w 2011 roku jako mod do Half-Life 2. Z początku nie miało to być nic więcej, jak tylko niewielki projekt, mający pomóc Wredenowi rozwinąć jego karierę. Ogromna ilość pozytywnych komentarzy skłoniła go jednak do połączenia sił z Williamem Pughiem, by razem stworzyć pełnoprawną wersję. 17 października 2013 roku, dzięki pracy niewielkiej grupy ludzi, światło dzienne ujrzała gra tak niecodzienna, tak pomysłowa i tak przewrotna, a zarazem tak prosta, że wszystkie inne gry powinny się nad nią pochylić i czerpać z jej mądrości.

TSP2

Stanley pracuje dla wielkiej korporacji. Jego zadanie jest proste: musi wciskać przyciski zgodnie z instrukcjami, jakie pojawiają się na jego monitorze. Robi to każdego dnia każdego miesiąca każdego roku. Choć inni mogą tego nie rozumieć, Stanley uwielbia swoją pracę. Jest szczęśliwy. Pewnego dnia jednak instrukcje przestają przychodzić. Monitor jest pusty, a Stanley wpatruje się w niego, nie mając pojęcia, co robić. Pomoc nie nadchodzi. Stanley wstaje więc od biurka i wyrusza na poszukiwania kogoś, kto będzie w stanie zwrócić mu sens jego życia.

Jego podróży towarzyszy głos narratora – w tej roli świetny Kevan Brighting, nominowany za swoje wystąpienie do nagrody BAFTA Games Awards w 2014 roku. I gdy tak razem idą, Stanely i narrator, ten drugi stwierdza nagle "Stanley skręca w lewo". Ale czy Stanley skręci w lewo? Czy my, jako gracz, podejmiemy decyzję, że Stanley zrobi to, co mu każą? A jeśli nie, to co się stanie? Jakie są konsekwencje naszego nieposłuszeństwa?

The Stanley Parable to gra o testowaniu możliwości i o granicach wolnego wyboru. Mechanika jest polemiką gracza z grą – spersonifikowaną pod postacią narratora. Bezbłędnie wykorzystuje naszą skłonność do robienia rzeczy nieoczekiwanych, by zobaczyć, jak wirtualny świat na nie zareaguje. Większość gier nie reaguje wcale. W The Stanley Parable to właśnie wtedy tak naprawdę zaczyna się zabawa.

TSP3

Gdyby trzeba było sklasyfikować The Stanley Parable, to należałoby je postawić obok gier takich jak Dear Esther i Gone Home – wszystkie trzy są w końcu eksperymentalnymi walking simulatorami. Jednak tam, gdzie Dear Esther i Gone Home puszą się i stroszą piórka, pokazując, jakie to nie są odkrywcze, The Stanley Parable wpada, robi bałagan i wybiega śmiejąc się, a gracze razem z nim. Zamiast oferować suche doświadczenia, daje nam zabawę będącą doświadczeniem. Śmieszy, intryguje i zadziwia tym, jak doskonale wszystko jest tam przemyślane. Pełno w nim meta-narracji podanej z taką gracją, że ani przez chwilę nie odczuwamy pretensjonalności, jaka często towarzyszy nowatorskim i artystycznym projektom tego typu.

The Stanley Parable to przede wszystkim gra bardzo samoświadoma. Zamiast bezmyślnie naśladować inne media, wybiera to, co tylko i wyłącznie gry mają do zaoferowania, i na tym buduje całą swoją strukturę. Jest to szczególnie imponujące w czasach, gdy twórcy, chcąc uchodzić za rewolucyjnych, określają swoje działa, jako "więcej niż gry", jakby bycie grą zaniżało ich wartość. Świetnym przykładem jest tu choćby niezbyt udane Beyond: Two Souls Davida Cage'a – gra, która ślepo podążając szlakiem przetartym przez kino, nie jest ani dobrą grą, ani dobrym filmem. The Stanley Parable nie popełnia tego błędu. Wie, czym jest i bez przerwy puszcza do gracza oko, przypominając mu, po co tu jest – żeby się bawić i przez tę zabawę czerpać ze wszystkiego, co oferuje mu wirtualny świat.

Jak wspomniałam, gra ta jest znakomicie przemyślana. Już od pierwszych momentów widać, że jest tworzona przez graczy dla graczy i że tych graczy zna. Zna ich upór, pomysłowość i chęć do robienia twórcom na przekór. Przykładem może tu być fakt, że choć mechanika nie przewiduje skakania, to wykorzystując drobne błędy silnika możemy wspiąć się na biurko i wyskoczyć przez okno. Jest to trudne, ale możliwe. Czy przechytrzymy w ten sposób grę? Nie – twórcy wiedzieli dla kogo tworzyli i przewidzieli, że ktoś spróbuje to zrobić. Ale zamiast eliminować te możliwości, rozwijają je i nagradzają graczy za to, co jest dla nich naturalne – za poszukiwanie nowych ścieżek.

TSP4

Gdyby było to absolutnie konieczne, pewnie można by znaleźć w tej grze kilka gorszych stron. Można by spróbować ponarzekać na to, że grafika mogłaby być lepsza, chociaż właściwie nie wiadomo po co, bo doskonale spełnia swoją rolę. Można by się przyczepić, że gra nie jest za długa, chociaż tak naprawdę daje nam dokładnie tyle, ile potrzeba, by nas usatysfakcjonować i wypuścić ze swoich objęć, nim stanie się to nudne. Można by pomarudzić, że brak tu dodatkowych mechanik, chociaż właściwie niewiele by one zmieniły.

Wszystkie ewentualne wady to bardzo subiektywna sprawa – nie ma tam niczego, co byłoby uniwersalnie niewygodne i przeszkadzało w rozgrywce. Dla mnie The Stanley Parable to gra doskonale zaprojektowana od pierwszych minut do ostatnich sekund, mądra i wyważona. Gra, która nie potrzebuje już żadnych dodatkowych usprawnień, bo dała nam wszystko, co miała dać. Gra skończona.

TSP5

Nie przyznaję oceny 10/10 lekką ręką. Nie daję tej oceny grom wielkim i spektakularnym, jeśli widzę, że za ową wielkością schowana jest pustka i nuda. Nie daję tej oceny małym grom tylko dlatego, że wykonało ją tylko kilku ludzi i ich wysiłek był nieporównywalnie większy niż ten, jaki wkładają w swoje dzieła pracownicy wielkich korporacji. Nie daję tej oceny grom przełomowym, jeśli widzę, że rozwijają jeden ze swoich aspektów kosztem wszystkich innych. Nie daję tej oceny grom dostarczającym świetnej rozrywki, ale pozbawionym choćby odrobiny oryginalności i pomysłu na siebie. 10/10 daję tylko grom kompletnym, zdolnym do przekucia swoich ograniczeń w zalety i nie silącym się na "growość" lub "filmowość" tam, gdzie ich nie potrzeba. Grom, które wiedzą, co robią. 

Dla mnie taką grą jest właśnie The Stanley Parable.

Tytuł: The Stanley Parable
Platformy: PC
Producent: Galactic Cafe
Gatunek: walking simulator
Data premiery: 17 października 2013

Barbara „Libelo” Kciuk

Barbara „Libelo” Kciuk

Z wykształcenia programista, w praktyce człowiek-orkiestra. W sztuce ponad wszystko cenię sobie oryginalność oraz nowatorskie rozwiązania. Interesuje się grami, zwłaszcza tymi kładącymi nacisk na fabułę i ciekawe wykorzystanie możliwości, jakie daje interaktywność. Chętnie sięgam też po produkcje w jakiś sposób nietypowe – im dziwniejsze, tym lepsze. W wolnych chwilach lubię roleplayować, poznawać nowe rzeczy i przeczesywać Internet w poszukiwaniu ofert sprzedaży starych konsol.
  • HenrykTur

    Pozwolę sobie dodać, że gra ma aż OSIEMNAŚCIE różnych zakończeń. Polecam przy okazji mój gameplay https://www.youtube.com/watch?v=DA6I27h16oc

    • Libelo

      To prawda, a do niektórych z tych zakończeń prowadzi naprawdę specyficzna droga – często potrzebne jest dużo więcej, niż zmiana jednego, czy dwóch podjętych wcześniej wyborów 😀

      • HenrykTur

        Tak jest. I odkrywanie tych dróg to zabawa sama w sobie. Zdradzę, że jedno zakończenie możliwe jest dopiero wtedy, gdy przez CZTERY godziny non-stop wykonuje się tą samą sekwencję ruchów 🙂

        • Libelo

          Dokładnie 😀 Takie kreatywne podejście do gameplayu tez jest jednym z powodów, dla ktorych przyznałam tej grze taką, a nie inną ocenę. Cenię sobie kreatywne podejście do ogranych schematów i mechanik.

          • HenrykTur

            Zgadzam się z oceną 🙂 Polecam także zakręcone gry jak Wibler Park, TIME Frame, The Connection czy Exoptable Money. Inna beczka, ale równie intrygujące.

          • Libelo

            Łał, muszę przyznać, że nie zetknęłam się z żadną z tych gier. Ale jeśli mówisz, że warto, to spróbuję się z nimi zapoznać przy najbliższej okazji.

          • HenrykTur

            Gameplaye na moim kanale. Na playlistach “Amazing games” gromadzę takie właśnie dziwności. Miłego oglądania 🙂

          • Libelo

            Właśnie widzę. W przypadku niektórych jesteś chyba jedyną osobą na youtube, która robiła jakiś gameplay 😮 Ale dzięki, popatrzę, popróbuję.