Tetralogia kolorów Marvela

Jeph Loeb i Tim Sale to duet artystów, który moim skromnym zdaniem zapisał się w świecie komiksu złotymi literami. Ich osobne osiągnięcia są imponujące, jednak to ich wspólne dzieła osiągały największy rozgłos i często status tytułów kultowych. Loeb jako scenarzysta oraz producent pracował przy takich dziełach jak Commando, serial Zagubieni czy Teen Wolf, a obecnie jest wicedyrektorem wykonawczym działu telewizyjnego Marvela. Czterokrotnie utytułowany nagrodą Eisnera. Sale z kolei zasłynął rysunkami takich tytułów jak Grendel, Superman Confidential oraz dziesiątkami fantastycznych okładek komiksowych i za swoje prace również został nagrodzony Eisnerem. Razem panowie zasłynęli ze stworzenia kilku kamieni milowych, jakimi są serie Batman: Długie Halloween, Catwoman rzymskie wakacje czy Superman na wszystkie pory roku. Wymienione tytuły są komiksami wydanymi przez DC Comics. Swoiste laurki w przypadku bohaterów Marvela duet Loeb i Sale stworzył pod postacią czterech opowieści zwanych jako tetralogia kolorów Marvela. Hulk: Szary, Daredevil: Żółty, Kapitan Ameryka: Biały oraz Spider-Man: Niebieski opowiadają kluczowe dla bohaterów momenty z życia i definiujące ich historie. Wspólnymi mianownikami są tu oczywiście motywy kolorów oraz nieznanych historii o znanych bohaterach. Styl rysunku oraz tuszowanie i kolor są oczywiście spójne i bardzo zbliżone. Historie jednak różnią się od siebie na wielu płaszczyznach. Cała tetralogia ukazała się w Polsce za sprawą wydawnictwa Mucha Comics i niniejszym wpisem postaram się ją ocenić. Czy tak zasłużeni twórcy dla fanów DC wykazali się równie dobrze pracując dla konkurencyjnego Marvela?

Za egzemplarze do recenzji dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics.

Hulk: Szary

Hulk: Szary

Hulk jest postacią na pozór prostą, wzorowaną wręcz na literackim Jekyllu i Hyde. Jednak przez lata postać ta została bardzo rozbudowana i wielu scenarzystów eksploatowało różne wersje osobowości olbrzyma. Bestia siejąca zniszczenie, dramat tożsamości, wewnętrzna walka – to tylko kilka z motywów, które można przedstawić w odniesieniu do tej postaci. Jeph Loeb w przypadku recenzowanej serii wykorzystał je wszystkie. Nawiązując do początków bohatera, przedstawił nam wiwisekcję Bruce’a Bannera/Hulka pod postacią rozmowy z doktorem Samsonem i przy pomocy relacji z innymi postaciami. To dość melancholijny czy nawet smutny komiks pokazujący dramat postaci, pełen mniej lub bardziej oczywistych nawiązań czy odniesień. Fabularnie jest tu kilka rozwiązań sztampowych, jest też swego rodzaju gra na emocjach, która jednak działa. Komiks czyta się bardzo dobrze, nie doświadczyłem w nim dłużyzn. To ciekawa interpretacja genezy bohatera, która szczególnie przypadnie do gustu jego fanom.

Oprawa wizualna również nie uniknęła kilku pomniejszych wpadek. Można Timowi Sale’owi zarzucić dosłownie kilka kadrów, które nieco nie pasują do reszty pod względem mimiki czy dynamiki. Jecnak całość robi bardzo dobre wrażenie i zostawia takie długo po odłożeniu komiksu na półkę. Przede wszystkim zachwyca ujęcie i przedstawienie olbrzymiego Hulka, pokazanie jego wielkości oraz rozdarcia praktycznie w sposób niemy, za pomocą kreski i koloru, za które odpowiada Matt Hollingsworth. Fantastyczne są krajobrazy oraz szerokie kadry. Doceniam również dbałość o szczegóły i stylizację całości na lata sześćdziesiąte czyli okres narodzin Hulka.

Tomik zawiera sześć zeszytów wydanych oryginalnie jako miniseria Hulk: Gray, a także liczne szkice i komentarze twórców, które uzupełniają doświadczenie poznawania historii. Hulk Szary to całkiem udana seria, którą docenią w szczególności fani postaci. Moim zdaniem warto dać jej szansę.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Hulk: Szary
Wydawnictwo: Mucha Comics
Typ: Komiks
Gatunek: Komiks superbohaterski
Data premiery: 16.12.2015
Autorzy: Jeph Loeb (scenariusz), Tim Sale (rysunki)
Liczba stron: 160

PRZEGLĄD RECENZJI
PODSUMOWANIE
7.0

Daredevil: Żółty

Daredevil: Żółty

Daredevil jest tym bohaterem Marvela, o którym nie ma zbyt wielu kiepskich historii. Raczej zdecydowana większość serii czy całych runów o diable z Hell’s Kitchen to dzieła co najmniej dobre. Nie inaczej jest tym razem, choć w przeciwieństwie do Hulka, nie mamy tu do czynienia z bezpośrednią interpretacją genezy bohatera. Jest to raczej historia w stylu „roku pierwszego” opowiadająca o pierwszych historiach Matta Murdocka jeszcze w żółtym kostiumie. Scenariusz potrafi przytłoczyć pod względem emocjonalnym. Żółty to przede wszystkim opowieść o krzywdzie i osobistych tragediach. Absolutnie nie jest to jednak wadą komiksu. Ciekawie przedstawiono relacje między postaciami, podoba mi się również klimat zahaczający mocno o noir. Scenariusz pełen jest smaczków, które docenią fani Daredevila. Znajdziecie tu wątki o ojcu Matta, przyczynie zmiany koloru kostiumu, początkach kancelarii Nelson i Murdock. Warto zauważyć, że mimo dobrych nastu lat na karku historia ta w ogóle się nie zestarzała.

Graficznie komiks zwyczajnie zachwyca. Nie trzeba być zwolennikiem specyficznego stylu Tima Sale’a, aby docenić jego kunszt i fenomenalną kreskę. Niemniej ważną pracę i równie efektowną wykonał tutaj kolorysta Matt Hollingsworth. Kreska idealnie wpasowuje się w stylistykę noir, emocje postaci są czytelne i dosadne, sceny akcji wiarygodne. Kolory dobrano w zależności od wydarzeń – retrospekcje są wyróżnione, odpowiednio pokazano też zmysł radaru Daredevila. Zgodnie z tytułem dominują barwy żółte, brązowe, i ogólnie ciepłe kolory, choć o nieco przygasłym nasyceniu kolorów, co wzbudza pozytywne wrażenie estetyczne.

Szkoda, że poza galerią okładek sześciu poszczególnych zeszytów (skądinąd świetnych) nie pokuszono się o więcej dodatków jak w każdym innym tomie. Poza tym drobnym mankamentem jakość wydania stoi na poziomie bardzo dobrym.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Daredevil: Żółty
Wydawnictwo: Mucha Comics
Typ: Komiks
Gatunek: Komiks superbohaterski
Data premiery: 21.05.2015
Autorzy: Jeph Loeb (scenariusz), Tim Sale (rysunki)
Liczba stron: 144

PRZEGLĄD RECENZJI
PODSUMOWANIE
8.5

Spider-Man: Niebieski

Spider-Man: Niebieski

Tą część tetralogii wielu z Was mogło już poznać za sprawą Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela. Jest to moim zdaniem najlepsza część ze wszystkich kolorów, a nawet jeden z najlepszych komiksów o Spider-Manie, jaki kiedykolwiek powstał. To piękna laurka dla pajęczaka i swoisty hołd dla setek numerów, jakie ukazały się przez dziesięciolecia. Scenariusz opowiada o tęsknocie, trudnych wyborach czy też pustce po stracie bliskiej osoby. Po raz kolejny w serii kolorów – komiks gra na trudnych emocjach. Robi to jednak z wyczuciem i choć momentami można odnieść wrażenie celowości niektórych zabiegów, absolutnie to nie przeszkadza. Wbrew pozorom w komiksie znaleźć można sporo scen akcji, jednak te również mają swój cel odkrycie, którego zostawiam Wam.

Uważam, że w przypadku Niebieskiego zarówno Sale, jak i Hollingsworth przeszli samych siebie, prezentując czytelnikowi szczyt formy. W ilustracjach wykorzystano świetnie grę cieni, sceny akcji żywcem przypominające te z komiksów w latach sześćdziesiątych, jednak nie w sposób archaiczny. Każda emocja wypisana na twarzy czy każdy cios są tu po coś, są wiarygodne i przejrzyste. Polecam również poświęcić kilka chwil na przestudiowanie okładek czy ilustracji ze szkicownika zawartego w tomie, a zrozumiecie co mam na myśli.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Spider-Man: Niebieski
Wydawnictwo: Mucha Comics
Typ: Komiks
Gatunek: Komiks superbohaterski
Data premiery: 24.05.2017
Autorzy: Jeph Loeb (scenariusz), Tim Sale (rysunki)
Liczba stron: 176

PRZEGLĄD RECENZJI
PODSUMOWANIE
10

Kapitan Ameryka: Biały

Kapitan Ameryka: Biały

Ostatnia z części tetralogii została wydana ze znacznie większym odstępem czasu niż wszystkie poprzednie części. Powszechnie jest to również część uznawana za najsłabszą spośród czterech. Niestety, odniosłem podobne wrażenie w trakcie lektury, jednak absolutnie nie jest to komiks zły. W przeciwieństwie do innych kolorów, biały opowiada nie o utracie bliskiej kobiety i miłości, a o stracie bliskiego przyjaciela i towarzysza broni. W pewnym sensie jest tu sporo analogii do utraty syna, co niestety spotkało scenarzystę w trakcie prac nad komiksem. Steve Rogers wraca do wydarzeń z II Wojny Światowej i wspomina swą przyjaźń z Buckym. Paradoksalnie jednak więcej tutaj akcji i przygody niż elementów analizy postaci, jak było to w poprzednich częściach tetralogii kolorów. Fabuła nie jest zła, jednak nie wciąga tak bardzo. Nadal jest to jednak obowiązkowa pozycja dla wszystkich miłośników Kapitana Ameryki.

Po raz kolejny przyjdzie mi pochwalić natomiast kreskę, która w tym wypadku mocno zawyża poziom komiksu i jest zdecydowanie lepsza od scenariusza. Nieco kreskówkowy, nieco karykaturalny styl Tima Sale’a jest tutaj widoczny tak samo jak drobny rozwój warsztatu artysty, jaki nastąpił na przestrzeni lat. Zmienił się także artysta odpowiedzialny za kolory, jednak Dave Stewart wywiązał się równie dobrze, co jego poprzednik. Liczne sceny batalii są czytelne i sugestywne, podoba mi się również to, co w poprzednich historiach, czyli bardzo dobre odwzorowanie emocji postaci.

Podobnie jak i w Hulku Szarym na końcu tomu znajdziemy szkicownik oraz liczne komentarze, które tylko dodają atrakcji lekturze.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Kapitan Ameryka: Biały
Wydawnictwo: Mucha Comics
Typ: Komiks
Gatunek: Komiks superbohaterski
Data premiery: 24.02.2017
Autorzy: Jeph Loeb (scenariusz), Tim Sale (rysunki)
Liczba stron: 160

PRZEGLĄD RECENZJI
PODSUMOWANIE
6

Jak ostatecznie oceniam całą tetralogię? To jedna przeciętna historia, jedna dobra, kolejna bardzo dobra i jedna wybitna. Ogólnie jako cztery tomy jest to komiks jak najbardziej godny polecenia. Nie będzie to strata czasu i każda z opowieści wniesie coś swojego, skłoni do różnych przemyśleń, wzbudzi różne emocje. Dla fanów Marvela czy tytułowych postaci są to wręcz komiksy obowiązkowe. Osobiście bardzo cieszę się, że tetralogię mam na półce i na pewno będę do niej wracał. Zdecydowanie warto.

Dodaj komentarz

avatar