Witajcie w multikulturowym i multietnicznym superbohaterskim uniwersum Catalyst Prime od Lion Forge. Jego autorzy deklarują, że będzie rewolucyjnie, nowatorsko, dramatycznie i realistycznie. Oczywiście w kwestii realiów współczesnego świata, niekoniecznie kreski – ta ma być jak najbardziej odświeżona i dynamiczna. Mogliście się już zorientować, że czasami to deklaracje ciut na wyrost (np. przy pierwszym tomie Noble), kiedy indziej całkiem adekwatne do produktu.

Tym razem mamy do czynienia raczej z tym drugim przypadkiem, chociaż ostrzegam: mówi to osoba właściwie nieznająca Flasha, zwłaszcza komiksowego. I nawet bez tej znajomości zdaję sobie sprawę, że Daniel DosSantos łudząco przypomina biegacza z DC. Co więcej, kojarzy się też ze Scottem Pilgrimem walczącym z przeciwnościami w imię miłości do fioletowowłosej dziewczyny. Chłopaki mają podobny gust i pecha w miłości, chociaż Accell nie stanie przeciwko armii byłych…

A teraz po kolei. Daniel po deszczu meteorytów z supermocami stał się tak szybki, że czas i przestrzeń przestały mieć dla niego takie samo znaczenie jak dla nas – przynajmniej dopóki się nie zatrzyma. Wtedy stanowczo potrzebuje rekonwalescencji, ale tę też może przebyć piorunem wciskając fast forvard (i prawdopodobnie nie licząc się z kosztami). Lubi swoje moce, ale też zupełnie ich nie rozumie. Spora cześć pierwszego tomu to monologi chłopaka pędzącego przez rozmyte kolory rzeczywistego świata i tłumaczącego sobie i nam, co przypuszczalnie się z nim dzieje.

Accell ma być serią na pograniczu young adult i komedii. Jest bardzo dynamiczna, Daniel ciągle coś gada i żartuje (jak, wiecie, ten w czerwonym z Ligi Sprawiedliwości…). Toczy liczne pojedynki z absurdalnymi złolami (całkiem szlamowymi) i od czasu do czasu trafia na potwora z innego wymiaru (chyba). Jak Fox Mulder gada z Indianami spotykanymi na pustyni. Tak, biega po płaskim jak Flash, widocznie obydwaj są z tego samego Kansas. Czyli mamy sporo pastiszu, cytacików, abstrakcyjnego humoru, trochę wątków paranormalnych. To dobra mieszanka, przyjemny bohater, i w rezultacie najlżejsza odsłona Catalyst Prime. Nie jestem tylko pewna, czy da się na tym pociągnąć więcej niż dwa tomy, być może scenarzyści szykują nam jakieś zaskoczenia, tak jak zrobili z Noble.

Za rysunek Accella odpowiadają Damion Scott (znacie go z Batgirl) i Robert Campanella, także zawiązany z DC. Powtórzę słowo klucz: ich prace są dynamiczne, pełne koloru (chociaż to już Sigmund Torre). Szkice są całkiem skomplikowane, mają mnóstwo szczegółów, ale czytelnik zauważa to dopiero po jakimś czasie – kreska jest tak lekka i płynna, że wydaje się być po prostu kalejdoskopem różnych barwnych smug. Do tego kontury są troszkę rozmyte i rozświetlone, Daniel sprawia wrażenie ciągle jakby nieostrego, rozedrganego tym swoim bieganiem. Moim zdaniem udała się tu idealna korespondencja cech bohatera i warstwy wizualnej. To komiks rysowany neonami. Jeśli scenariusz nie da rady, obrazki poniosłyby Accella przez wiele mielizn.

Nie będę owijać w bawełnę – to najlżejszy Catalyst Prime i mój ulubiony. Podejrzewam, że Daniel DosSantos nie uniknie ciemniejszych tonów, jest elementem dość bezwzględnego uniwersum, jednak mam nadzieję, że nie straci przy tym energii. Póki co to także najbardziej samodzielna odsłona tej serii komiksowej, tak w zasadzie nie ma w niej odniesień do Zdarzenia, żadnej korporacji na horyzoncie. Co więcej, zamiast Loreny Payal nad Accellem wisi widmo strasznego teścia i (mniej) przerażającego ukrytego wymiaru. Nie wiem jak bohater, ale twórcy mogą sobie z tym poradzić koncertowo.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Accell Volume 1: Home Schooling
Data premiery: 9 sierpnia 2017
Scenariusz: Joe Casey
Rysunki: Robert Campanella, Damion Scott
Typ: komiks
Gatunek: komiks superbohaterski

Dodaj komentarz

avatar