Recenzja komiksu Alex + Ada Volume 1

Ten komiks ma tak prostą historię, a warstwę wizualną tak minimalistyczną, że podczas czytania myśli się głównie o innych dziełach poruszających temat relacji pomiędzy ludźmi a świadomymi maszynami. Alex + Ada Sary Vaughn i Jonathana Luny nie jest niestety nowatorsko oszczędny, raczej cierpi z powodu aseptyczności i powtarzalności kadrów. Nie wykorzystuje też za bardzo możliwości, jakie daje science-fiction, nie ma tu tak cenionego chociażby przez Lemire'a (Descender) budowania świata ani wielkich metafor, to raczej niezbyt wymagający romans, tylko że dziejący się w przyszłości.

Ascetyczność rysunku Alexa + Ady ma oddawać nudę życia głównego bohatera, pracującego w banalnym biurze, cierpiącego po rozstaniu z dziewczyną i niemającego jakiegokolwiek pomysłu na siebie. Kadry nie zmienią się ani trochę, kiedy jego sytuacja stanie cię ciekawsza. Postać androida (a właściwie „gynoida”, bo płci żeńskiej), zaprojektowanego jako idealny towarzysz, pozytywnie nastawiony do życia i całkowicie akceptujący właściciela, mogłaby stwarzać świetny kontrast, jednak nawet humanoidy wydają się być w tym komiksie dość flegmatyczne (a w założeniu nie są logiczne i pozbawione emocji jak Data ze Star Treka). Pierwszy tom koncentruje się na dwóch wątkach: beznadziei codziennej egzystencji w zmechanizowanym świecie i pojawieniu się w nim świadomych robotów, które wywołało w społeczeństwie panikę. W efekcie produkcja samodzielnych maszyn zostaje zabroniona, a każdy humanoid wykazujący jakąkolwiek niezależność – zutylizowany lub zlinczowany, jeśli przyłapano go na tym na ulicy. Skoro czegoś nie wolno, można spodziewać się podziemia dokonującego nielegalnych ulepszeń i uwalniającego sztuczne osoby. Komiks jest mocno schematyczny, nie trzeba więc wiele kombinować, żeby domyślić się, co ze swoją towarzyszką Adą zrobi Alex. Tak naprawdę jest tu jeden kontrowersyjny (według bohaterów) wątek: babcia głównego nieszczęśliwca posiada pięknego androida, model żigolo, i świetnie się z nim bawi. Krótko mówiąc, korzystający z uciech technologii starsi ludzie są nieco szokujący, młodzi już nie, w ich przypadku posiadanie humanoida jest może trochę żałosne, ewentualnie niewygodne.

Czytanie Alexa + Ady nie będzie stratą czasu głównie dla osób nieznających zbyt wielu dzieł na podobny temat (zwłaszcza Czy androidy śnią o elektrycznych owcach). Lepiej zorientowani mogą zamiast tego zainteresować się Time of Eve (Eve no Jikan) – krótkim anime studia Rikka. To autorska animacja Yoshiury Yasuhiro, dopiero po kilku latach przełożona na mangę rysowaną przez Ootę Yuuki (najpierw nazwisko, potem imię, zgodnie z japońską konwencją). To bardzo subtelna historia chłopaka, który śledząc swoją gosposię-humanoida trafia do małej knajpki, gdzie wszyscy mogą czuć się ludźmi. Motyw baru z zakazem dyskryminacji pojawia się także w komiksie Vaughn i Luny, ale miejsce to istnieje tylko w wirtualnym świecie. W Time emocje głównego bohatera, próba zrozumienia i oceny sytuacji, chociażby tego, jak się czuje na kawie z… nie wiadomo z kim, są pokazane znacznie bardziej realistycznie i przekonująco niż w Alexie. Rikuo Sakisaka też trochę nudzi się w życiu, ale w jego głowie stanowczo sporo się dzieje, zarówno on, jak i reszta postaci ma dobrze zarysowane portrety psychologiczne. Czego brakuje w  Alexie + Adzie, komiksie który miał opowiadać o rewolucji, ale pokazuje głównie brak głębszych relacji między bohaterami. Co, oczywiście, może być zamierzone i nie jest pozbawione sensu czy banalne, jednak nie wydaje się, że właśnie taki cel mieli autorzy.

Komiks Vaughn i Luny był dla mnie pewnym rozczarowaniem. Pierwszy tom może dawać nadzieję na ciekawe rozwinięcie, pogłębienie osobowości postaci. Sporo się w nim dzieje (zwłaszcza z punktu widzenia nudnego życia Alexa), więc być może bohaterowie potrzebują czasu, żeby zastanowić się nad swoją sytuacją. Przyznam się jednak od razu, że jestem już po lekturze całości i choć kolejne epizody przynoszą kilka fabularnych zaskoczeń, poziom refleksyjności pozostaje niski. Ta historia miała być z założenia bardzo codzienna, przyziemna, bez eksplozji i kosmicznych podróży. Pomysł świetny, realizowany z sukcesem w mangach, ale tym razem do mnie nie przemówił. Co prawda nie przykryto tu dylematów moralnych wybuchami jak w Pasażerach, nie zostały jednak przeanalizowane.

Agnieszka „Fushikoma” Czoska

Agnieszka „Fushikoma” Czoska

Mól książkowy, wielbicielka wilków i wilczurów. Interesuje się europejskim komiksem i mangą. Jej ulubione pozycje to na przykład Ghost in the Shell Masamune Shirow, Watchmen (Strażnicy) Alana Moora czy Fun Home Alison Bechdel, jest też fanem Inio Asano. Poza komiksami poleca wszystkim Depeche Mode Serhija Żadana z jego absurdalnymi dialogami i garowaniem nad koniakiem. Czasem chodzi do kina na smutne filmy, kiedy indziej spod koca ogląda Star Treka (w tym ma ogromne zaległości). Pisze także dla Arytmii (arytmia.eu).