Wieczny chłopiec kontra łowca czaszek. Recenzja komiksu Archie vs. Predator

Archie vs. Predator Cover

Przedstawiciele gatunku największych myśliwych wszechświata przybywają na Ziemię w porach wyjątkowo gorących. Za swój cel obierają najpotężniejszą i najbardziej niebezpieczną zwierzynę na tej planecie – ludzi. Polowali już na Batmana, Supermana, Sędziego Dredda, Tarzana, Józefa Stalina (w komiksie Tomasza Niewiadomskiego) oraz Andrzeja Gołotę (u duetu Adler-Piątkowski). Jednak najbardziej znanym cross-overem z udziałem pozaziemskiego łowcy pozostaje marka AvP (Aliens vs. Predator), na którą składają się komiksy, gry (nie tylko komputerowe) i dwa filmy. Kolejnym elementem tej niezmiernie popularnej układanki jest wydany w 2015 roku… A nie, czekajcie – coś tu nie gra. Bo tym razem „A” oznacza „Archie”.

Archie vs. Predator Inside Cover

Kim jest ten tytułowy bohater? Wstyd się przyznać, ale do tej pory nie był mi zbyt znany. Fragmenty historyjek z jego udziałem przewijały się na stronach opracowań popularnonaukowych, jednak nigdy nie przykuły mojej uwagi na dłużej. Jednakże magiczny skrót AvP skłonił mnie, bym dał mu szansę. Kim zatem jest Archie? To 16-letni rudy chłopak uczęszczający do high school i mieszkający w sielskim, prowincjonalnym amerykańskim miasteczku o dźwięcznej nazwie Riverdale. Zajmuje się tam tym, czym większość osób w jego wieku – ugania się za przedstawicielkami płci przeciwnej, przesiaduje w cukierni ze znajomymi i gra w koszykówkę, baseball oraz futbol (oczywiście ten made in USA). O jego względy rywalizują brunetka Veronica i blondynka Betty, zaś paczkę tworzą – Jughead Jones, wielki żarłok (choć tego po nim nie widać), a jednocześnie najlepszy kumpel głównego bohatera; Moose Mason – krzepki i zręczny sportsmen; Dilton Doiley – nerd i genialny wynalazca. Towarzystwo uzupełniają nastoletni reprezentanci różnych grup społecznych i etnicznych. Jednak te postacie to nie wszystko – w uniwersum Archie Comics mieszkają także bardziej u nas znane (a to za sprawą seriali telewizyjnych) Josie i Kociaki oraz Sabrina Spellman – nastoletnia czarownica.

Archie vs. Predator Betty Veronica fight

Archie jest sympatyczny i lubiany przez innych, zaś jedyny jego problem stanowi to, z kim ma się umówić na kolejną randkę – z rezolutną Betty czy nieco rozpuszczoną Veronicą, a może z zupełnie nową dziewczyną, która właśnie pojawiła się w mieście? Co ciekawe, komiksy z udziałem tego rudego chłopca publikowane są w Stanach Zjednoczonych nieprzerwanie od niemal 80 lat. W tym czasie w głównej serii przydarzył się tylko jeden reboot, i to niedawno, bo w 2015 roku – pierwsze odcinki odnowionego Archiego tworzyli Mark Waid (Kingdom Come, Superman: Birthright, Captain America, S.H.I.E.L.D.) i Fiona Staples (Saga). Jednocześnie Archie Comics w drugim dziesięcioleciu XXI wieku wprowadziło do obiegu wiele serii o poważniejszym charakterze – w Life with Archie (2010) śledzimy losy dorosłych już postaci, które zmagają się z problemami małżeńskimi, chorobami i śmiercią; w Afterlife with Archie (2013) tytułowy bohater walczy z hordami zombie, zaś Chilling Adventures of Sabrina (2015), osadzone w latach 60. XX wieku,opowiadają z kolei o perypetiach nastoletniej czarownicy, rozdartej między magią a zwykłym życiem w Greendale leżącym nieopodal Riverdale. Przygody Archiego i jego przyjaciół, wydawane od 1941 roku, zajmują poczesne miejsce w amerykańskiej popkulturze, zaś wieczny rudowłosy chłopiec spotykał w przeszłości między innymi ekipę Glee, zespół KISS, a nawet Punishera (tak, tego od Marvela).

Archie vs. Predator arrival

Archie jest komiczny, lekkostrawny i pogodny (z kilkoma wyjątkami, jak Life with Archie), niemniej jednak jego bliskie spotkanie trzeciego stopnia z niezbyt sympatycznym kosmitą, kolekcjonującym czaszki i kręgosłupy, to pomysł tak karkołomny, że aż genialny w swoim absurdzie.Na scenarzystkę tego surrealistycznego cross-overu wybrano twórczynię komiksów grozy i thrillerów Alex de Campi (Smoke/Ashes, Semiautomagic, Grindhouse), stroną graficzną zajął się zaś etatowy rysownik Archie Comics – Fernando Ruiz. Z tego mezaliansu narodził się twór w unikalny sposób łączący estetykę przyjaznej cartoon z gore. Fabuła też jest mocno zakręcona. Na początku nic nie zapowiada nadchodzącej orgii zniszczenia – ot, nastał (wyjątkowo upalny) czas szkolnych wakacji. Jughead wygrywa w czipsowej loterii sporą kasę, dzięki czemu może zabrać swoich przyjaciół do nadmorskiego kurortu Los Perdidos. Cała paczka szybko się jednak nudzi plażowaniem i postanawia wrócić na stare śmieci. I dopiero w Riverdale zaczyna się ostra jazda – nastoletni bohaterowie w walce ze ścigającym ich bezlitosnym mordercą używają między innymi magicznego sztyletu, broni automatycznej i granatów, bojowego pancerza wspomaganego, a nawet bluźnierczego Necronomiconu. Kto wyjdzie zwycięsko z tej potyczki? Archie vs. Predator to rzecz niezmiernie oryginalna, oparta na czarnym humorze i komiksowej przemocy.

Archie vs. Predator Sabrina

Na dokładkę w hardcoverowym wydaniu całej czteroczęściowej serii dostajemy króciutkie (jedno-, dwustronicowe) cross-overy między innymitytułami z obu wydawnictw; na chwilkę wpadnie nawet Hellboy. Zbiór wzbogacono wyczerpującymi opisami kulis powstawania tego zwariowanego komiksu, szkicami koncepcyjnymi, charakterystyką procesu twórczego; większość prac – szkicowanie, liternictwo, nakładanie tuszu – przebiegała w tradycyjny, korespondencyjny sposób, co w dzisiejszych czasach stanowi rzadkość. Możemy też podziwiać galerię wariantowych okładek, narysowanych przez artystów tworzących w bardzo różnorodnych stylach.

Archie vs. Predator Alternate Cover 3

Dla mnie – niewiedzącego o Archiem niemal nic – lektura tego albumu stanowiła świetną wieczorną rozrywkę. Sądzę, że tytułowi bohaterowie sprostali wyzwaniu rzuconemu przez zwariowany team kreatywny, udowadniając, że w komiksach nie ma rzeczy niemożliwych. Z pewnością AvP zachęcił mnie do sięgnięcia po inne pozycje tego wydawnictwa. Kto wie, może w ten sposób odkryłem perełkę, którą (niesłusznie!) omijałem do tej pory z daleka.

Tytuł: Archie vs. Predator
Scenariusz: Alex de Campi
Rysunki: Fernando Ruiz
Wydawnictwo: Archie Comics, Dark Horse Comics
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 144

Marcin „Martinez” Turkot

Marcin „Martinez” Turkot

Jestem geekiem trzydziestego któregoś poziomu, a także niepoprawnym fanboyem Supermana. W magisterce pisałem o związkach komiksu superbohaterskiego z mitami. W życiu zajmowałem się redagowaniem czasopisma o grach fabularnych i planszowych, tłumaczeniami gier, moderowaniem forów, pisaniem tekstów dla największego polskiego portalu internetowego oraz do “Tygodnika Powszechnego”. Obecnie pracuję w reklamie. Uwielbiam komiks, w szczególności frankofoński, oraz animacje wszelakiego rodzaju (może poza anime, na którym się nie znam). Od ponad 20 lat gram w erpegi. Na gry komputerowe nie starcza mi już czasu…