Bajka na końcu świata od początku była serią naprawdę dobrą, nawet bardzo. I to wcale nie tylko dla najmłodszych czytelników, choć do nich zdecydowanie była kierowana. Teraz jednak – nie, spokojnie, całość nie zniżyła nagle formy, a wręcz przeciwnie – historia staje się jeszcze lepsza. Może Podolec wpadł po prostu na lepszy pomysł, a może najzwyczajniej w świecie coraz lepiej czuje się w tym świecie (mam nadzieję, że to drugie), ale najważniejsze jest to, jak świetnie wyszedł mu ten tom. I tylko szkoda, że na kolejną część znów trzeba będzie czekać.

Wiktora i Bajka. Dziewczynka, która – przynajmniej tak się wydaje – jako jedyna przetrwała koniec świata, i jej pies. Pies, który umie mówić i całkiem nieźle radzi sobie z tym, co nastało – wręcz lepiej niż jego pani, która w spustoszonym postapokaliptycznym świecie nie potrafi dostrzec niczego interesującego czy zabawnego. W odróżnieniu od suczki. Obie wędrują jednak w poszukiwaniu rodziców dziewczynki i nadziei.
Co tym razem na nie czeka? W trakcie wędrówki spotykają gołębia, który dzieli się z nimi swoimi obawami, że Wiktoria jest jedyną przedstawicielką swojego gatunku, która przetrwała zagładę. Tak obie, wraz z Bajką, trafiają do królestwa gołębi, ich prywatnego raju, gdzie każdy śmierć jest skarbem. Kiedy zjawiają się na miejscu, trwają akurat przygotowania do turnieju jedzenia. Kiedy Bajka dowiaduje się o tym, postanawia wziąć w nim udział…

W każdej opowieści dla dzieci znajdziecie postacie, które kradną serca widzów, choć trudno jest nazwać je wiodącymi. Shrek miał gadatliwego osła, Epoka lodowcowa wiewióra Skrata, który uganiał się za żołędziem, a Madagaskar mógł pochwalić się cwanymi pingwinami i Mortem – lemurem z fetyszem stóp. Dla Bajki takimi bohaterami stają się gołębie. Niby nie są jakieś niezwykle, ot gadatliwe ptaszyska, ale mają w sobie coś takiego, co sprawia, że po prostu się je uwielbia. Ten humor, z jakim zostały wykreowane, ich lekkość i nonszalancję. Cała seria i wszystkie postacie kupują tu serce czytelnika, ale żadna nie zrobiła jeszcze tego w takim stopniu, jak te stworzenia – nawet wzorowana na żonie autora Wiktoria czy pies będący cartoonowym wcieleniem psa przez Podolca posiadanego.

Poza tym tom ten ma do zaoferowania kilka iście rewelacyjnych scen. Już otwierająca album sekwencja z przeszłości Bajki i jej psich kolegów, którzy wiedli wolne, świetne życie, dopóki nie dopadła ich szara rzeczywistość w postaci hycla. Potem turniej jedzenia też potrafi rozbroić, a wręcz, kolokwialnie mówiąc, rozwalić czytelnika. Na dodatek tradycyjnie akcja urywa się w najlepszym momencie, a czytelnik musi jakoś przeżyć, że na kolejny tom znów trzeba będzie poczekać kilka kolejnych miesięcy.

Wszystko to, łącznie ze znakomitą szatą graficzną, składa się na jeden z najciekawszych rodzimych komiksów dla młodych czytelników dostępnych obecnie na rynku. Jest humor, jest akcja, jest dobra zabawa i mądra treść, niosąca ze sobą konkretne przesłanie. Przy okazji nie można zapomnieć o bardzo ładnym wydaniu, które sprawia, że Bajka na końcu świata sympatycznie prezentuje się na półce. Chyba nie muszę dodawać już nic więcej? Dla pewności jednak dodam: sięgnijcie po tę serię, bo jest tego warta, jak rzadko która. Mam nadzieję, że Podolec nieprędko skończy całość i jeszcze długo będziemy mogli cieszyć się kolejnymi przygodami Wiktorii i jej psa.

Dziękuję wydawnictwu Kultura Gniewu za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Bajka na końcu świata, tom 4: Opowieść gołębia
Data premiery: maj 2019
Scenariusz i rysunki: Marcin Podolec
Typ: komiks
Gatunek: komiks dla dzieci

Dodaj komentarz

avatar