Tomasz Samojlik to obecnie chyba jeden z najbardziej płodnych polskich twórców komiksowych. W zeszłym roku, łącznie z ilustrowanymi książkami dla dzieci, wydał ponad dziesięć tytułów, a jak widać, nie zamierza zwolnić. Jego najnowsze dzieło, Bardzo dzika opowieść, to rzecz nieco inna niż dotychczas, bo narysowana przez zupełnie innego autora. Cała reszta jest jednak taka, jak wcześniej, więc na czytelników w różnym wieku czeka świetna, mądra zabawa na naprawdę dobrym poziomie.

Witajcie w Lesie Złamanych Serc. Kiedyś był to rezerwat rysia, technicznie rzecz biorąc, nadal nim jest, ale ponieważ rysia nikt w nim nie widział od dawna, wszystko wskazuje na to, że wkrótce zostanie przemianowany na zwykły las i sprzedany, a teren posłuży pod budowę nowej elektrowni. Na razie jednak służy wszystkim za miejsce, gdzie można porzucić niechciane zwierzęta: psy, chomiki, koty, patyczaki… Długo by wymieniać. Te większe jakoś sobie radzą, te mniejsze, cóż… zostają bohaterami, dzięki którym mieszkańcy lasu mogą coś przekąsić.
I to właśnie tu trafia Rysia, porzucona kotka, która ma jeden cel – wrócić do domu. Może niekoniecznie tego własnego, ale wymarzonego. Domu wszystkich zwierząt, gdzie miejsce znajdzie się dla każdego. Wyprawa szosą nie ma najmniejszych szans, bo za dużo tu samochodów. Trzeba więc pójść przez las, ale ten, odkąd zniknął ryś, nie jest zbyt bezpiecznym miejscem. Rysia, w towarzystwie żółwia, którego właściciel usilnie starał się zmutować i przekształcić w wojownika oraz papugi, która ma uraz do tv, bo jej oczy widziały tam rzeczy, jakich żadna papuga oglądać nie powinna, wyrusza na wyprawę. Co jednak czeka ich po drodze? I czy cel, który obrali, jest w ogóle w ich zasięgu?

Kiedyś nie powiedziałbym, że zatęsknię za rysunkami Samojlika. Było to w czasach, kiedy nie czytałem jego komiksów, bo i tematyka, i wykonanie – jakże kreskówkowe i intensywne kolorowe – kojarzyły mi się z historiami stricte dla najmłodszych. Potem jednak jeden z jego albumów trafił w moje ręce, kupił serce i od tamtej pory regularnie sięgam po dzieła tego twórcy i cenię je zarówno za scenariusze, jak i ilustracje. Zaskoczyło mnie więc, że Samojlik przekazał rysowanie Bardzo dzikiej opowieści Podolcowi. Nie żebym nie lubił autora, wręcz przeciwnie, na dodatek jego brudna, ale też mocno cartoonowa kreska naprawdę świetnie pasuje do całości – niemniej i tak chciałbym, żeby Samojlik i na tym polu poudzielał się nieco.

Wracając jednak do samej opowieści, trudno jest jej nie docenić. To kawał naprawdę dobrego komiksu, zabawnego, lekkiego, interesującego, zabierającego nas w niezwykłą podróż i przy okazji niegłupiego. Co prawda jest to opowieść typowa dla Samojlika, złożona z ulubionych przez niego schematów, czerpanych zresztą pełnymi garściami z niezliczonych opowieści, w których zagubione zwierzęta starają się wrócić do domu. A jednak autor przełamuje to wszystko sporą dozą satyry, znakomitymi dowcipami i popkulturowymi odniesieniami. Jakby tego było mało, swoją historię buduje na kształt Władcy Pierścieni, z postaci cierpiącej na rozdwojenie jaźni sowy czyniąc kogoś na kształt Gandalfa połączonego z Gollumem.

Wszystko to składa się na naprawdę świetną opowieść. Aż szkoda, że podzieloną na tomy, bo czyta się ją jednym tchem i z ochotą na więcej, a album kończy się tradycyjną retardacją. Miłośnikom Samojlika polecać nie muszę – sięgną, gdy tylko zobaczą na okładce jego nazwisko. Ale jeśli szukacie dobrego komiksu dla czytelników w każdym wieku, na pewno się nie zawiedziecie.

A ja dziękuję wydawnictwu Kultura Gniewu za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Bardzo dzika opowieść, tom 1: Las złamanych serc
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Autorzy: Tomek Samojlik, Marcin Podolec
Typ: komiks
Data premiery: kwiecień 2019
Liczba stron: 104

Dodaj komentarz

avatar