Recenzja komiksu Batman: Azyl Arkham

Batman: Azyl Arkham 1

Są miejsca, gdzie panujące zło ma moc przenikania przez stal, kamień i szkło. Są miejsca, gdzie nadzieja umiera jako pierwsza, a strach ma różne oblicza. Są też miejsca, z których nie ma wyjścia, a jedyną ucieczką jest popadanie w coraz to głębsze szaleństwo. Azyl Arkham to element łączący wszystkie te cechy.

W 1989, czyli w roku, kiedy między innymi upada Mur Berliński, a życie mieszkańców San Francisco uprzykrza katastrofalne trzęsienie ziemi, DC Comics wydaje na świat nietypową powieść spod znaku nietoperza. Za scenariusz odpowiada Grant Morrison (Fantastic Four, Animal Man), a za wizualizację jego pomysłu zabiera się Dave McKean (Koralina, okładki serii Sandman). Ten duet zwiastuje powstanie czegoś wielkiego. I tak też się dzieje.

Batman: Azyl Arkham 2

Batman: Azyl Arkham (oryg. Batman: Arkham Asylum) to dzieło bezkompromisowe. Dzieło, bo przez klawiaturę nie przechodzi mi słowo komiks. To nie miejsce na miłość, brakuje też schematów dobrze znanych polskim czytelnikom z historii wydawanych swego czasu przez TM Semic. Mamy tu brud, strach, niepewność, brak nadziei, czyli wszystko to, co w tamtejszym Batmanie pojawiało się niezwykle rzadko.

Genialne ilustracje McKeana wprowadzają czytelnika w istny psychodeliczny letarg. Letarg zmieniający się stopniowo w koszmar. I jeszcze te wszędobylskie metafory, alegorie! „Złotą sprzączkę” tym, którzy odnajdą wszystkie ukryte symbole (przed przeczytaniem scenariusza rzecz jasna)!

Batman: Azyl Arkham 3

Batman Morrisona i McKeana dzieli się na część fabularną i techniczną. W tej pierwszej mamy historię głównego „architekta” tytułowego szpitala – Amadeusza Arkhama. Wątek ten wyjaśnia powstanie kliniki oraz czym ona tak naprawdę jest. Poznamy też portret psychologiczny twórcy jednego z najbardziej diabolicznych miejsc w literaturze. Druga część to gra pomiędzy Człowiekiem-Nietoperzem a jego przeciwnikami. Wszystkimi przeciwnikami, z którymi było mu dane się zmierzyć. Mamy genialnie przedstawionego Jokera, są też: Szalony Kapelusznik, Clayface, Strach Na Wróble i inni. Ale wróćmy do samego Jokera. Przełamuje on wszelkie schematy, z jakimi do tej pory mieliśmy do czynienia – zarówno w komiksach, jak i na ekranie. To właśnie on, groteskowo umalowany i ekscentryczny pod każdym względem, buduje całe napięcie. A Batman… jest tylko dodatkiem. I ofiarą zręcznie uknutej intrygi.

Batman: Azyl Arkham 4

Część techniczna to nic innego jak oryginalny scenariusz (zresztą świetnie przetłumaczony przez Tomasza Sidorkiewicza). Sam z ręką na sercu przyznam, że wiele ukrytych treści zawartych w Azylu Arkham odkryłem dopiero po jego przeczytaniu. Szkoda też, że kilka pierwotnych rozwiązań, zaproponowanych przez samego Morrisona i McKeana, nie przeszło przez zęby cenzury. Nie będę zdradzał szczegółów, o tym trzeba się przekonać samemu. Warto też przeczytać posłowie na temat zmian oblicza komiksu, autorstwa Karen Bergen – założycielki Vertigo.

Polskie wydanie Azylu Arkham z 2015 roku tworzą blisko 232 strony psychodelicznej groteski. Wydawnictwo Egmont dołożyło wszelkich starań, aby uszczęśliwić nawet najbardziej wybrednych czytelników i fanów Człowieka-Nietoperza. To pozycja obowiązkowa dla wszystkich kolekcjonerów -nie tylko ze względu na oryginalną interpretację mrocznego szpitala, ale również na załączony scenariusz, który gwarantuje rozrywkę (ale to słowo brzmi banalnie) na kolejne godziny.

Batman: Azyl Arkham 5

Podsumowując: mając świetny pomysł na fabułę oraz genialnego grafika można stworzyć dzieło na miarę Nagrody Eisnera. Szkoda tylko, że statuetka ta nie znalazła się na półce twórców opisywanych przygód Batmana. Zapraszam w podróż do miejsca, które powstało w skutek nieszczęśliwych wydarzeń. Gdzie czas jest zawieszony, a światło trafia do cel nielicznych. Pora wejść do Arkham… Ale czy uda Wam się z niego wyjść?

Komiksy o Batmanie kupicie na Atom Comics.

Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec

Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec

Rocznik ’88. Fan komiksu, dobrej książki i filmu. Lubi posłuchać ostrzejszych brzmień. Swój gust muzyczny przyprawia klasyką oraz muzyką elektroniczną. Nie znosi owijania w bawełnę i jak ognia unika „niepracującej szlachty” czy „absolwentów szkół robienia hałasu”. W wolnych chwilach poluje na prawdziwe pokemony, włócząc się z wędką wzdłuż brzegów Królowej Rzek, zdradzając ją chwilami z innymi ciekami i bajorami. Nieuleczalny fanatyk futbolu. Wielbiciel dobrego piwa i whisky. Czasem popełnia recenzje, by innym razem nabazgrolić coś z zupełnie innej beczki. Podczas ostatniego remontu w jego domu, jeden z majstrów stwierdził, że ma nierówno pod sufitem.

  • Radosław Szalek

    Wizualnie arcydzieło, ale ja się nie nadaję do czytania Morrisona, bo momentami przestaję wiedzieć o co mu chodzi. Ale Azyl to i tak chyba najlepsze jego dzieło, niewątpliwie zapadło mi w pamięć tym kompletnie chorym klimatem. Poziom niepokoju lvl over 9000.