Recenzja komiksu Batman: Night of the Monster Men

Batman: Night of the Monster Men

Monster movies – niezależnie od poziomu, jaki prezentowały – zawsze cieszyły się dużą popularnością wśród widzów. Hollywood sięga po ten gatunek coraz częściej, budżety takich produkcji są coraz większe, a poszczególni dystrybutorzy tworzą kolejne „potworne uniwersa”. Żeby nie być gołosłownym, przytoczę takie tytuły jak Godzilla czy Kong: Wyspa Czaszki wchodzące w skład tzw. MonsterVerse, a to jedynie wierzchołek góry lodowej. Nie należy się więc dziwić, że tematem zainteresowało się wydawnictwo DC Comics. W ten sposób narodził się pierwszy event po DC Rebirth, o wiele mówiącym tytule Night of the Monster Men.

Nad Gotham zbierają się czarne chmury. Batman wraz ze sprzymierzeńcami postanawia ewakuować mieszkańców w celu uniknięcia ofiar. Wydaje się, że wszystko przebiega zgodnie z planem, gdy nagle w mieście pojawia się ogromny potwór w postaci zniekształconego niemowlęcia. Mroczny Rycerz i jego towarzysze stają do walki z monstrum, próbując jednocześnie rozwikłać zagadkę jego pochodzenia. Na ich nieszczęście, w mieście zaczynają pojawiać się kolejne olbrzymie kreatury.

Batman: Night of the Monster Men 2

Za scenariusz eventu odpowiada w głównej mierze Steve Orlando i muszę uczciwie przyznać, że historia wypada co najwyżej przeciętnie, a bohaterowie są tak nieciekawie nakreśleni, że można ich określić jako papierowych, a niektórych jako wręcz przezroczystych. W trakcie lektury napotkamy wiele znanych postaci, jednak żadna z nich nie zaskarbiła sobie mojej sympatii. Batman przez większość czasu jest przedstawiany jako nadopiekuńczy tatuś, którym targają wyrzuty sumienia i strach przed utratą kolejnego podopiecznego. Moim zdaniem jest to pomysł nietrafiony, ale OK, scenarzysta wybrał taki kierunek i nie mogę mieć do niego o to pretensji. Przeszedłbym nad tym do porządku dziennego, gdyby nie fakt, że w ostatnim zeszycie okazuje się on człowiekiem równie niezłomnym co nasi prawicowi politycy. „Nie uciekam przed swymi potworami, trzymam je w uścisku” – serio, Bruce? Brak konsekwencji aż kłuje w oczy. Ponadto mamy Gotham Girl – znerwicowaną, wystraszoną dziewczynkę z niestabilną psychiką i wiecznym grymasem na twarzy. Każda decyzja, którą podejmuje, jest błędna, przez co traci sympatię czytelnika (czyt. mnie) w zastraszającym tempie. Przewijają się w międzyczasie również Batwoman, Clayface, Spoiler, Robin (brawa za projekt kostiumu) i jeszcze kilka innych osobistości, ale nie będę się o nich rozpisywał, bo nie za wiele też jesteśmy w stanie się dowiedzieć o nich samych czy ich motywacjach. Tak samo blado wypada postać Strange’a jako antagonisty. W całej historii jest go bardzo niewiele, a gdy już się pojawia i zaczyna swoje dywagacje na temat wyższości nad Batmanem, to żałujemy, że w końcu się pojawił. Pośród tych wszystkich nieciekawych osobistości zdecydowanie na plus wyróżnia się Nightwing, którego cechuje ponadprzeciętna inteligencja, umiejętność dedukcji i brawura. Dzięki, Dick!

Batman: Night of the Monster Men 3

Na całe szczęście są tu jeszcze potwory. Są ogromne, obrzydliwe, groteskowe i niebezpieczne. To właśnie starcia z tymi maszkarami są główna atrakcją komiksu i tutaj nie mam się do czego przyczepić. Nasi bohaterowie dwoją się i troją w starciach z poszczególnymi monstrami, w ruch idą batsamolot, batmotor, uzbrojone wieżyczki oraz wiele innych zabawek. Mamy tu co prawda do czynienia z jednym nieciekawym wątkiem zamieszek, ale na całe szczęście nie zajmuje on wielu stron. Momentami jest naprawdę krwiście, w tle padają wieżowce i mamy wielkie wybuchy. Fani tego typu klimatów powinni być usatysfakcjonowani.

Od strony graficznej wszystkie te ekwilibrystyczne akcje i pojedynki prezentują się naprawdę nieźle. Tła są narysowane z dużą dbałością o szczegóły. Momentami zamiast skupiać się na akcji, wpatrywałem się w zgliszcza budynków, padające ściany oraz stropy. Wszystko to skąpane w deszczu. Rysownicy wykonali kawał naprawdę dobrej roboty. Więcej zastrzeżeń mam do osób odpowiadających za kolor. Odniosłem wrażenie, że zastosowana kolorystyka jest zbyt jednostajna. Co prawda mój zarzut można łatwo obalić stwierdzeniem, że to przecież Gotham – nocą, podczas ulewy, że ciemne barwy nadają miastu charakteru, ale moim zdaniem może to być nużące. Wyjątkiem są tutaj prace Johna Raucha, który wprowadza do kadrów więcej neonowego światła, dzięki czemu wyróżnia się na tle pozostałych. W ogólnym rozrachunku, rysunki prezentują się jednak naprawdę dobrze. Żałuję jednak, że nie zdecydowano się na jeszcze bardziej efekciarską formę. Przy takiej tematyce, jaką jest walka z wielkimi potworami, aż prosi się o zastosowanie większej ilości dużych dwustronicowych plansz i zabawę z kadrowaniem. Przeszkadzało mi to tym bardziej, że jestem świeżo po przeczytaniu kilku pierwszych zeszytów Guardians of the Galaxy i tamtejsze prace Steve’a McNivena oraz Sary Pichelli pokazały, że jest to wykonalne.

Batman: Night of the Monster Men 4

Komu zatem mogę polecić Night of the Monster Men? Jedynie osobom oczekującym sporej dawki akcji. Ta ukazana jest w komiksie naprawdę dobrze i satysfakcjonująco, a rysownicy wykonali kawał dobrej roboty. Jeżeli jednak nie jesteście fanami monster movies i oczekujecie od lektury czegoś więcej niż naparzania się po pyskach, to możecie sobie Night of the Monster Men odpuścić. Ja od historii z Batmanem oczekuję jednak czegoś więcej.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Batman: Night of the Monster Men
Wydawnictwo: DC Comics
Autor: Steve Orlando
Typ: komiks
Gatunek:komiks superbohaterski
Data premiery: 22.02.2017
Liczba stron: 153

Łukasz "alex_dp" Hebel

Łukasz "alex_dp" Hebel

Urodzony w 1988 roku. Uwielbia filmy, zarówno dobre jak i te gorsze. Wielki fan Quentina Tarantino. Zdecydowanie zbyt dużo czasu spędza przed telewizorem z padem w ręku. Jego marzeniem jest posiadanie wszystkich konsol na rynku. Uwielbia rywalizację pomimo tego, że zazwyczaj przegrywa. Od niedawna zarażony miłością do komiksów, nie pogardzi również dobrą książką. Jeżeli ma dobry dzień to pisze o sobie w trzeciej osobie.