Recenzja komiksu Batman: The Black Mirror

001 

Komiksy, tak jak i gry komputerowe, od czasu swojego powstania borykają się z pewnym uciążliwym problemem. Osoby niezapoznane z branżą uznają zarówno jedno, jak i drugie za rozrywkę skierowaną głównie do dzieci. Mimo upływu lat i dużej ilości produktów oferujących fabułę tylko dla widzów dorosłych, stereotyp ten dalej istnieje. Mówię o tym dlatego, że Batman: The Black Mirror to świetnie zrealizowana historia, która powinna mieć na okładce oznaczenie +18. I to nie ze względu na ilość przemocy, a na dojrzały i momentami przerażający wątek główny.

Nim przejdziemy do recenzji scenariusza, warto przedstawić tło fabularne i zdarzenia sprzed historii opowiedzianej w zeszycie. Bruce Wayne wraca do miasta, lecz rezygnuje z dalszej roli Mrocznego Rycerza. Zamiast tego powołuje Batman Incorporated, organizację walczącą o pokój i sprawiedliwość. Zastępuje go jednak Richard Grayson, jeden z Robinów, później znany także jako Nightwing. W tym momencie rozpoczyna się wątek przedstawiony w The Black Mirror. Na początku opowiadania dowiadujemy się, że ktoś nieznajomy, posiadający dostęp do archiwum materiałów dowodowych, przeprowadza aukcje przedmiotów należących do najgroźniejszych przestępców Gotham. Z czasem okazuje się, że mamy do czynienia z wprowadzeniem do znacznie większej intrygi z udziałem psychopaty, którego tożsamość dla wielu z Was będzie olbrzymim zaskoczeniem. Mogę tylko zdradzić, że nie tylko Bruce Wayne postanowił w końcu powrócić do miasta.

DTC_871

The Black Mirror od samego początku urzeka swoją dojrzałością i mrocznym klimatem. Nie uświadczymy tutaj plejady herosów, spektakularnych walk czy też wygranej dobra nad złem. Scenariusz spod pióra Scotta Snydera to przedstawienie Gotham od ciemnej, brutalnej i brudnej strony. Grayson jako Batman spisuje się wyśmienicie i godnie zastępuje Wayne’a w roli mściciela w masce. Nie jest on jednak jedynym protagonistą, gdyż tak samo często na łamach komiksu uświadczymy również komisarza, a raczej porucznika Gordona. Lektura zeszytu momentami autentycznie przeraża, gdyż nie mamy tu następnego przejaskrawionego antagonisty. Kolejne strony pokazują natomiast, że zło może się czaić w każdym z nas i to tylko kwestia czasu, aż pokaże swoje oblicze.

DTC_871

Na recenzowany tom składa się aż jedenaście rozdziałów. Bez względu na to, że wszystkie rysunki zostały zaprojektowane przez raptem dwie osoby (Jock i Francesco Francavilla), czasem miałem wrażenie, że za epizody odpowiadała cała grupa artystów. Kadry naszkicowane są gdzieniegdzie w bardzo minimalistyczny sposób i mimo faktu, że koniec końców całość ma swój charakterystyczny klimat – przez większość czasu zwyczajne nie mogłem się przekonać do obrazów, które widziałem. Brak szczegółów chwilami za bardzo raził – zwłaszcza po lekturze również zrecenzowanego The Court of Owls, gdzie liczba detali wygrywa z Black Mirror w przedbiegach.

Nowy Batman przywraca historii swoją mroczną naturę i pokazuje znowu groźne oblicze. Powoli rozwijająca się fabuła straszy, niepokoi i stawia pytania o genezę zła oraz sposób, w jaki rodzi się nawet tam, gdzie najmniej byśmy się jej spodziewali. Niezachęcająca szata graficzna jest jedynie małą niedoskonałością w tym jakże dobrym komiksie. Fani Gacka – do lektury!

Komiksy o Batmanie kupicie na Atom Comics.

Tomasz „Snah” Rosłon

W skrócie na mój temat: zmęczony student, zawzięty rzeźbiarz tekstów, entuzjasta dobrej książki, oddany gracz. Urodziłem się w 1995 roku i jestem rówieśnikiem takich filmów jak Desperado i Batman Forever. Wolny czas spędzam przy dobrym kryminale lub innej wciągającej produkcji. Swoją karierę recenzencką prowadzę nieprzerwanie od 2013 roku tworząc mniej lub bardziej udane oceny wszelkiej maści tytułów. Do ekipy NTG trafiłem przypadkiem i zostałem na dłużej. W chwili, gdy to czytasz jestem dumnym redaktorem bloga i troskliwym członkiem ekipy.