W naszym kraju już tak jest, że autorzy, którzy swoje komiksy wydawali w czasach PRL-u, są darzeni swoistym kultem. Tak samo zresztą, jak ich dzieła. Nie ma się co dziwić, wychowały się na nich pokolenia czytelników, problem pojawia się jednak na innym polu. Rzeczy te i osoby zyskały swój status, bo nie miały na naszym rynku konkurencji, a co za tym jakże często idzie – odbiorcy nie mieli możliwości porównania ich z czymś lepszym. Na szczęście naprawdę wiele z nich rzeczywiście było tworami udanymi, a niektóre, jak prace Christy, Baranowskiego czy Papcia Chmiela przetrwały próbę czasu i bawią teraz kolejne rzesze czytelników. Podobnie rzecz ma się z Binio Billem, który, chociaż jest ewidentną kopią Lucky Luke’a, ma nie tylko odlschoolowy urok, ale przy okazji to kawał niezłego komiksu, który w starszych obudzi niejeden sentyment, młodszym zaś da zarówno wgląd w to, co czytali ich rodzice, dziadkowie, jak i kawał niezłej rozrywki.

Kim właściwie jest Binio Bill? To dzielny kowboj, polskiego pochodzenia, który przybył na Dziki Zachód. Tak właściwie nazywa się on Zbigniew Bielecki, ale ponieważ miejscowi mieli problem z wymową jego nazwiska, zmienił je na krótsze i łatwiejsze. W jego przygodach towarzyszy mu równie dzielny i mądry koń Cyklon, a na obu czeka wiele wyzwań i niebezpieczeństw.
W tomie 100 karabinów Binio Bill trafia do miasteczka Wind City. Upragniony odpoczynek będzie musiał jednak zaczekać, kiedy okazuje się, że w okolicy znajduje się człowiek udający przedstawiciela rządowego, przewożącego żywność i odzież dla Indian. W rzeczywistości chce on zaopatrzyć Apaczów w sto karabinów i alkohol, co wywoła wojnę. Dzielny kowboj rusza za nim w pościg, by zapobiec tragedii.
W drugiej opowieści, Śladami Kida Walkera, Binio Bill zostaje wezwany do Shovel City, by pomóc uporać się z grasującą tam bandą Kida Walkera. Tymczasem Kid napada na dyliżans i uprowadza córkę lokalnego szeryfa. Na kowboja czeka więc kolejne trudne zadanie…

Binio Bill powstał jeszcze w roku 1975 z miłości autora do westernów, ale seria ukazywać zaczęła się dopiero pięć lat później w Świecie młodych. Co prawda tytuł ten wznawiany był nie tylko na jego łamach, ale i gościł w niejednym magazynie, jednak z wydaniami albumowymi różnie to bywało. Binio Bill i 100 karabinów, choć po raz pierwszy wydrukowany został w roku 1981, dopiero teraz ukazał się jako samodzielny komiks. Zresztą Kultura Gniewu, która po latach postanowiła przypomnieć nam o tym bohaterze, do tej pory wydała trzy zbiorcze tomy, a w nich łącznie siedem z dziewięciu opowieści składających się na tę serię. Co cieszy, bo wśród powracających co i rusz dzieł Christy czy Chmielewskiego brakowało przygód wymyślonego przez Wróblewskiego kowboja.

Oczywiście Binio Bill nie ustrzegnie się porównań do Lucky Luke’a, który debiutował dobre trzy dekady wcześniej. Ale nawet jeśli oba tytuły są podobne do siebie niczym bliźnięta (może nie jednojajowe, ale jednak), to i tak cykl Wróblewskiego to kawał dobrej rozrywki. Są tu przygody, jest humor, jest też nieźle oddany klimat Dzikiego Zachodu – a przynajmniej jego obrazu utrwalonego w nas przez popkulturę – sympatyczni bohaterowie, a wreszcie także konkretna dawka dydaktyzmu. Binio np. otwarcie sprzeciwia się tu piciu alkoholu i namawianiu do tego innych. Momentami jest to może i naiwne, a niektórzy uznają za nachalne, ale ma swój urok i swoją rolę spełnia – PRL-owski komiks dla młodych, który bawiąc, nie uczy? Czegoś takiego chyba nikt nie wymyślił.

Całość może pochwalić się też wyrazistą, czystą, znakomitą kreską i całkiem udanymi kolorami. Szata graficzna została poddana renowacji i odświeżona, ale nie straciła oldschoolowego uroku. Każdy miłośnik polskiego komiksu powinien się z Binio Billem koniecznie zapoznać. To wciąż dobra seria, ale i tak przede wszystkim liczy się jej waga i znaczenie i choćby dlatego warto mieć ten tytuł na swojej półce.

A ja dziękuję wydawnictwu Kultura Gniewu za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Binio Bill i 100 karabinów
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Autorzy: Jerzy Wróblewski
Typ: komiks
Data premiery: styczeń 2019
Liczba stron: 48

Dodaj komentarz

avatar