Po trzech tomach zbierających łącznie siedem opowieści o Binio Billu, pierwotnie wydanych w latach 1980–1986, nadszedł czas na ostatni album z klasyczną historią o tym bohaterze. Binio Bill i skarb Pajutów, bo o nim mowa, przez długie lata pozostawał ostatnią odsłoną cyklu. Teraz kolejne pokolenie czytelników może odkryć go na nowo i przekonać się, czym przed laty zaczytywali się ich ojcowie, a także co ma do zaoferowania klasyka rodzimego komiksu. Co prawda to taka swojska kopia Lucky Luke’a, a na dodatek nie dorównuje przygodom kowboja strzelającego szybciej niż jego cień, jednak to naprawdę udana historia, po którą warto sięgnąć nie tylko z sentymentu.

Wielki duch we śnie przekazuje wodzowi Pajutów informacje, gdzie ukryta jest mapa do ukrytego skarbu ich plemienia. Kiedy okazuje się to prawdą, Indianie postanawiają odnaleźć kosztowności. Problem w tym, że w miejscu ich zakopania stoi obecnie miasteczko Rio Klawo. Jak mają tego dokonać bez zdradzania prawdziwego powodu swojej obecności? Postanawiają udawać, że chcą zabrać nieco ziemi swoich przodków do obecnego miejsca. Binio Bill, szeryf Rio Klawo, zgadza się na ich działania, ale te zaczynają budzić niezdrową ciekawość innych mieszkańców miasta…

Binio Billa i pierwszą opowieść o nim Jerzy Wróblewski stworzył już w roku 1975, lecz ten bohater w druku pojawił się dopiero pięć lat później. Wcześniej jednak Jerzy Wróblewski stworzył swoistą przymiarkę do tej serii w postaci Huczących Coltów, pierwotnie wydanych pod koniec lat 60. XX wieku w magazynie Dookoła Świata. Przez lata Binio Bill ukazywał się w odcinkach na łamach legendarnego już Świata Młodych. Wydane tam epizody zebrane zostały w trzech wspomnianych już przeze mnie tomach od Kultury Gniewu, teraz nadszedł czas, by wydawca zaserwował nam Skarb Pajutów, czyli historię, która po raz pierwszy ukazała się od razu jako album wydany nakładem Krajowej Agencji Wydawniczej w roku 1990 – czyli cztery lata po ostatnim odcinku ze Świata Młodych. Potem co prawda, już w roku 2009, BB-Team wypuściło na rynek komiks Binio Bill …i Szalony Heronimo, ale to już temat na zupełnie inną opowieść.

Wracając jednak do Skarbu Pajutów, to podstawową rzeczą, jaką można powiedzieć na jego temat, jest to, że to dobry komiks. To może trochę relikt minionych czasów i ustroju, nie ustrzegł się zestarzenia, a i sporo w nim naiwności i infantylności, niemniej wciąż ma swój urok i klimat, czyta się go naprawdę przyjemnie. Jak wiele Wróblewski czerpał tu z dokonań Morrisa i Goscinnego, każdy niech rozsądzi indywidualnie, przede wszystkim jednak w przypadku tej serii w oczy rzuca się coś innego – miłość autora do westernów. Ta fascynacja przygodowymi historiami z Dzikiego Zachodu, gdzie sprawiedliwość zawsze wygrywa, a dobro zostaje nagrodzone. Jak pisałem, bywa naiwnie – to przecież historia dla dzieci i młodzieży! – ale na pewno jest uroczo i bardzo sympatycznie.

Ta westernowa stylistyka w czasach PRL-u była powiewem zachodniego powietrza (zgniłego, zdaniem władz, ale jakże świeżego i apetycznego dla czytelników) i przedsmakiem tego, co mogłoby ich czekać, gdyby wyrwali się za wielką wodę. Teraz nikt w ten sposób na Binio Billa nie spojrzy (chyba, że z perspektywy tego, ja niegdyś postrzegano Dziki Zachód i Amerykę jako taką), ale dostanie intrygujący i bardzo przyjemnie w swym cartoonowym stylu zilustrowany komiks, który pokaże współczesnym młodym czytelnikom skrawek epoki dawno będącej już za nami. Skrawek tego, co urzekało dawnych odbiorców, i rzecz wartościową ze względu na swój kultowy status. Dorośli dostaną szansę sentymentalnego powrotu do przeszłości. Z jakich powodów by nie sięgnąć po ten album, warto to zrobić. To w końcu kawał historii rodzimego komiksu (swoisty skarb naszych przodków) i znać po prostu wypada.

Dziękuję wydawnictwu Kultura Gniewu za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Binio Bill i skarb Pajutów
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Autorzy: Jerzy Wróblewski
Typ: komiks
Data premiery: czerwiec 2019
Liczba stron: 48

Dodaj komentarz

avatar