Bloodshot Odrodzenie okładka

Jeszcze dwa lata temu uznałbym to za niemożliwe, a tu nagle mamy 2019 rok, a bohaterowie z uniwersum Valiant skutecznie wpychają swoje dramatyczne historie do świadomości polskich komiksiarzy. Nie zważając na, zdawać by się mogło, przeludniony grajdołek nadludzi, Wydawnictwo KBOOM uparcie przestawia nam tytuły oferujące nieco inne podejście do tematu. Tytuły, które udowadniają, że nawet mając na względzie spójność fikcyjnego świata, można każdą historię potraktować indywidualnie. Do grona tych pozycji, które nie robiąc w sumie nic nowego, rozdmuchują nieco stęchliznę trykotów, dołączył właśnie drugi tom dziejów Bloodshota.

Ciągniemy dalej wątki rozpoczęte wcześniej, więc kompletnie zielonych (choć nie wiem, co tu robią) zapraszam do zapoznania się z moją recenzją pierwszego tomu (link). Trupioblady wojownik kontynuuje swoje bezlitosne polowanie na nieszczęśników, w których ciałach bezczelnie rozgościły się nanity. Miażdżony poczuciem odpowiedzialności za brutalne uczynki oszalałych nosicieli jego technologicznej klątwy, brnie do przodu, coraz mniej zważając na postępującą utratę swojego własnego człowieczeństwa. Na rozterki (jak i na radość z nowej miłości) nie ma jednak czasu, bo szybko okazuje się, że nie jest on jedynym nosicielem usiłującym wchłonąć pozostałe robociki, panoszące się w krwi przypadkowych statystów.

Bloodshot Odrodzenie 01

Tempo w drugim tomie widocznie przyspiesza, a narracja zmienia swój introspektywny charakter. Bloodshot z rosnącą intensywnością robi to, za co go poprzednio pochwaliłem – działa zdecydowanie, z miną zawziętego twardziela nie pozwala licznym wątpliwościom zmniejszyć swojej skuteczności w podejmowaniu i egzekwowaniu trudnych decyzji. Dzieje się trochę więcej i częściej, bohater rzuca się na głęboką wodę w swoich relacjach ze znacznie młodszą towarzyszką niedoli, a postacie poboczne zostają zepchnięte na bok. Coraz mniej tu specyficznej dla Jeffa Lemire psychologii, a coraz więcej ołowiu i testosteronu przyprawionego nanorobotami. Przyznam, że na początku nie byłem specjalnie zachwycony takim obrotem spraw.

Bloodshot Odrodzenie 02

Potem zrozumiałem, z czego wynika dysonans poznawczy. Od lektury poprzedniej części minęło już trochę czasu, a tę historię trzeba traktować jako całość. Wyciszenie wewnętrznych, targających bohaterem sztormów perfekcyjnie obrazuje wpływ nanitów na jego psychikę. Mocno odklejony od rzeczywistości rozdział, czyli ten zamykający pierwszy tom, warto interpretować jako moment przełomowy w walce z ubranymi w haluny demonami przeszłości. Polowanie opowiada o tym etapie życia najemnika, w którym godzi się on ze swoją prawdziwą naturą i postanawia wreszcie żyć, a w tym celu musi najpierw wypić to już wcześniej uwarzone, pełne goryczy piwo. Ostateczny twist, choć trochę przewidywalny, też wpisuje się w taką kanwę i pozwala Valiantowej wersji Logana odpowiedzieć sobie na kilka bardzo ważnych pytań. Takie całościowe spojrzenie pomaga przychylniej spojrzeć na odmienność drugiego tomu, przypomnieć sobie, jak magnetyczny jest protagonista i ponownie cieszyć się technologicznym dreszczykiem i na wskroś amerykańską akcją.

Bloodshot Odrodzenie 03

Warstwa graficzna to już niestety zupełnie inna para kaloszy. Pierwszy tom porywał dynamiką ilustracji Mico Suayany i zakończył się w przepięknym, psychodelicznym stylu dzięki Raulowi Allenowi i Patricii Martin. Było świetnie, mogło być nadal, ale ktoś zdecydował dać szansę Jacksonowi „Butchowi” Guice. Po wyszukaniu jego nazwiska w Google obrywamy w oczy porcją całkiem atrakcyjnych grafik. Grafik, których próżno szukać w Polowaniu. Jego robota to w większości przypadków bardzo statyczny, bezczelny tracing. Czasem, głównie przy scenach spowitych mrokiem, wygląda to naprawdę dobrze, ale częściej po prostu jak przefiltrowane, odrysowane zdjęcia. Tona czerni i mocne kontury są w stanie dużo ukryć, ale zarówno kresce, jak i kadrom, brakuje fantazji i polotu. Nawet jeśli niektórym taki styl odpowiada, a i trzeźwo patrząc, wszystko jest raczej poprawne technicznie, to drugi tom przynosi zdecydowany spadek wizualnej atrakcyjności. Marnotrawstwo kolorystycznego talentu Davida Barona, ale może to tylko moja osobista, czysto subiektywna nienawiść do takiej stylówy.

Estetycznie się zawiodłem, fabularnie z początku też. Szybko jednak zorientowałem się, jak doskonale Bloodshot Odrodzenie Tom 2: Polowanie chwyta i rozwiązuje wcześniej rozpoczęte wątki. Faktem jest, że jako samodzielna pozycja ten komiks zdaje się płytki i prostacki, ale kto by interpretował album z dwójką w tytule bez ogólnego kontekstu? Okazuje się, że ja, co było błędem. Brutalny thriller, toczący się z łoskotem po odludnych, amerykańskich bezdrożach i karmazynowa kropka na końcu nieco oklepanej, ale absolutnie wciągającej historii flagowego zabijaki Valianta. Pomimo pewnych mankamentów warto wcisnąć ten tom na swoją półkę i z nadzieją czekać na następny. Z nadzieją, że ktoś inny będzie go rysował.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Bloodshot Odrodzenie Tom 2: Polowanie
Wydawnictwo: Valiant Comics / Wydawnictwo KBOOM
Autorzy: Jeff Lemire, Butch Guice, David Baron
Tłumaczenie: Adam Rzatkowski
Typ: komiks
Data premiery: 26.04.2019
Liczba stron: 108

Dodaj komentarz

avatar