W poszukiwaniu mechanicznych aniołów. Recenzja komiksu Clockwork Angels

Clockwork Angels Cover

Rock progresywny to gatunek, w którym gitarowe i klawiszowe solówki bywają dużo dłuższe niż wszystkie zwrotki. W kilkunasto-, kilkudziesięciominutowych utworach forma przeważa nad treścią, a płyty często przyjmują postać concept albumów – opowieści osnutych na motywach fantasy czy science fiction. Szczyt popularności tej muzyki przypada na przełom lat 60. i 70. XX wieku, kiedy tryumfy święciły takie grupy jak Jethro Tull, King Crimson bądź Yes (o Pink Floyd nie wspominając). Zespoły z tych zamierzchłych czasów, jeśli tylko występują i nagrywają obecnie (w wielokrotnie zmienionych składach), produkują płyty wtórne i skostniałe. Tym dziwniejszy staje się przypadek kanadyjskiego tria Rush, którego ostatni (jak do tej pory) studyjny album pod tytułem Clockwork Angels (wyd. 2012) został bardzo dobrze przyjęty tak przez publiczność, jak i krytykę. Autorem słów do wszystkich piosenek na longplayu jest Neil Peart – perkusista zespołu i jego naczelny tekściarz. W tym wypadku mamy do czynienia z rozbudowanym concept albumem, jednak, szczerze powiedziawszy, historia rozgrywająca się na przestrzeni poszczególnych utworów nie była dla mnie jakoś szczególnie absorbująca; wolałem słuchać muzyki.

Angel Clockwork essence

Pomysłodawca i główny twórca warstwy lirycznej albumu postanowił rozwinąć i pokazać szerszej publiczności powstały w swojej głowie koncept.W tym celu udał się do etatowego budowniczego literackich uniwersów – Kevina J. Andersona, znanego przede wszystkim z powieści rozszerzających świat Gwiezdnych Wojen oraz Diuny. Ten przekuł pomysły muzyka w pełnowymiarową powieść (wydaną w 2013 roku), na podstawie której powstała później omawiana tu graphic novel (2014) zilustrowana przez Nicka Roblesa.

Clockwork Angels voyage

W życiu Owena Hardy’ego – młodszego zarządcy sadu w Barrel Arbor – nie ma nic zaskakującego. Rytm jego dnia narzucany jest przez precyzyjne zegarki oraz edykty władcy przychodzące za pośrednictwem wiadomografu (newsgraph) i wysłuchiwane wieczorem nad kubkiem cydru w miejscowym pubie Tik-Tak. Wie dokładnie, o której będzie padać i kogo pojmie zażonę – tak bowiem postanowił Zegarmistrz (Watchmaker). Jednak nasz bohater jest marzycielem i ciągnie go w podróż po wielkim świecie. Gdy jego piękna – acz dość przyziemna – narzeczona nie pojawia się na romantycznej schadzce pod rozgwieżdżonym niebem, Owen daje się ponieść swemu Wanderlust – chce zobaczyć Miasto Koronne (Crown City), Akademię Alchemiczną oraz Mechaniczne Anioły (tytułowe Clockwork Angels), głoszące słowa Zegarmistrza. Zupełnym „przypadkiem”, niczym Bilbo Baggins, zostaje porwany przez przygodę, wciągnięty przez nieznajomego do magicznego pociągu liniowego pędzącego ku stolicy Albionu.

Clocwork Angels Anarchist

Bohatera czeka wiele perypetii i spotkań z interesującymi osobnikami – zobaczy Mechaniczne Anioły, przyłączy się do trupy cyrkowców, przepłynie ocean, będzie szukał siedmiu złotych miast, by wreszcie odnaleźć sens życia i prawdziwą miłość. Wszystko to dzieje się na tle konfliktu między Zegarmistrzem – figurą demiurgiczną – i diabolicznym (przynajmniej według oficjalnej albiońskiej propagandy) Anarchistą – alchemikiem renegatem. Ten pierwszy dwa wieki temu wydobył krainę Albionu z chaosu – teraz wszystko działa tam jak w dobrze naoliwionym mechanizmie. Po drugiej stronie stoi osobnik pragnący zniszczyć status quo. Wojna między siłami zamętu i porządku to jeden z wielu wykorzystanych w komiksie tropów. Zobaczymy tu ogromny asortyment motywów z arsenału fantasy i steampunku – pływającą kolonię, magiczne pociągi oraz sterowce, wyprawy w poszukiwaniu skarbów, automatony, olśniewającą stolicę świata, spokojną prowincjonalną wioskę czy portowe miasto bezprawia. Unikalnym, aczkolwiek zupełnie niewykorzystanym, wątkiem jest wielość równoległych światów i pochodzących z tych rzeczywistości książek, czytanych przez bohaterów.Na takim tle rozgrywa się prosta historia o naiwnym marzycielu-optymiście, który bierze udział w przygodzie swojego życia. Skojarzenia z Kandydem – powiastką filozoficzną Woltera – nasuwają się same, szczególnie że postacie co rusz, niczym zdarta płyta, powtarzają kwestię: „Wszystko dzieje się najlepiej” („All is for the best”), znaną ze wspomnianego wyżej utworu. Mamy też – oczywiście – morał. Koniec końców okazuje się, że największy skarb był w zasięgu ręki, a nie w obcych krainach i że nie trzeba opowiadać się ani po stronie rewolucji, ani reakcji – wystarczy „uprawiać własny ogródek”. Drogą do szczęścia nie jest tutaj ani destrukcja, ani konformizm – jedynie ucieczka w swój mały mikroświat. Być może taka postawa życiowa sprawdza się ostatecznie w naszym realnym świecie, jednak od wyimaginowanej opowieści oczekiwałbym raczej mocnego, dynamicznego konfliktu i poważnego wstrząśnięcia posadami rzeczywistości. Cały czas miałem wrażenie, że czytam bajeczkę dla dzieci – potęgowały je bardzo ładne (tutaj będzie to odpowiednie słowo) ilustracje Nicka Roblesa.

Clockwork Angels Carnies

W dzisiejszych czasach często mamy do czynienia z rozwijaniem w komiksowej formie światów znanych z filmów czy gier (na przykład Pacific Rim, Assassin’s Creed, Power Rangers), jednak rozszerzanie światów muzycznych nadal zdarza się dość rzadko. Niestety, jakkolwiek Clockwork Angels to mój ulubiony album Rush, na jego obrazkowej interpretacji mocno się zawiodłem. Bardzo prosta, efektownie opakowana historia o afirmacji życia i znaczeniu uczuć spłyciła dobrą płytę, a rozsiane po graphic novel nawiązania i cytaty z twórczości grupy nie są tutaj wystarczającą rekompensatą. Ponoć dużo lepsza (bo dłuższa i bardziej skomplikowana) jest powieściowa wersja tej opowieści oraz jej kontynuacja z roku 2015 – Clockwork Lives, również napisana przez Andersona.

Clockwork Angels Planets

Tytuł: Clockwork Angels
Scenariusz: Neil Peart, Kevin J. Anderson
Rysunki: Nick Robles
Wydawnictwo: BOOM! Studios
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 164

Marcin „Martinez” Turkot

Marcin „Martinez” Turkot

Jestem geekiem trzydziestego któregoś poziomu, a także niepoprawnym fanboyem Supermana. W magisterce pisałem o związkach komiksu superbohaterskiego z mitami. W życiu zajmowałem się redagowaniem czasopisma o grach fabularnych i planszowych, tłumaczeniami gier, moderowaniem forów, pisaniem tekstów dla największego polskiego portalu internetowego oraz do "Tygodnika Powszechnego". Obecnie pracuję w reklamie. Uwielbiam komiks, w szczególności frankofoński, oraz animacje wszelakiego rodzaju (może poza anime, na którym się nie znam). Od ponad 20 lat gram w erpegi. Na gry komputerowe nie starcza mi już czasu...