Recenzja komiksu Cry Havoc Volume 1

Cry Havoc 1

„Wojna i życie krzyczą – Grab i pal! Lecz nadal rama trzyma. Rama to jest przeświadczenie, że heroiczne czyny ducha i ciała są same z siebie rzeczami pięknymi, że sława przeważy przemijającą grozę śmierci i żadna katastrofa, nawet upadek Troi, nie jest ostateczna”.
– George Steiner, Homer and the Scholars, “The Atlantic Monthly”

Istnieją opowieści, które zmieniają nasze postrzeganie rzeczywistości. Historie, które przekazywane z ust do ust wędrują ponad czasem i kontynentami. Wszystkie te wspólne dla całej ludzkości przekazy, niezależne od szerokości geograficznej albo kultury, w której się wychowałeś. To jedne z najbardziej uniwersalnych prawd, jakich człowiek doświadczył przez całe swoje istnienie. Mit, który żyje własnym życiem, jest czymś więcej niż tylko przekazem, który wędruje z ust do ust w pierwotnym kręgu. To opowieść, która jest jedną wielką zbiorową historią. Joseph Campbell nazwał ją monomitem.

Cry Havoc 2

Cry Havoc chciałoby być właśnie takim komiksem. Rewolucyjnym, odkrywczym, zmieniającym perspektywę odbiorcy. Komiksem, który czerpie z najlepszych wzorców literatury i kultury. Niewątpliwie ostatnimi laty to właśnie Image Comics tworzy tytuły, które takie właśnie są. Dla komiksu jako medium są tym, czym Iliada i Odyseja dla kultury wysokiej. Dziś opowieści graficzne poruszają tematy tak samo ważne i doniosłe, jak każda inna forma sztuki. Komiksy są przedmiotem debat akademickich i analizowane jako wielkie działa klasycznej literatury. Człowiek bowiem od zawsze porozumiewał się z drugim człowiekiem za pomocą opowieści. To one kształtują nasze spojrzenie na świat, jak również nas samych.

Monomit jest rodzajem opowieści, który mówi o podróży. W rzeczywistości, każda historia zaczyna się właśnie tak. Bohater wyrusza w nieznane, pokonuje przeciwności losu, przechodzi przez kolejne progi, zmienia się, poznaje siebie, odkrywając nową, nieznaną mu prawdę o świecie. Cry Havock jest taką właśnie opowieścią, podróżą bohatera. Osadzoną w dzisiejszym świecie, czerpiącą z tradycji i wielkich dzieł literatury. Patetyczną, doniosłą i całkowicie nieudaną. Wszystkie nadzieje, jakie wiązano z tym tytułem, nie sprawdziły się. Zamiast oryginalnego dzieła, które będzie kwestionować status quo, odbiorca otrzymuje produkt całkowicie wtórny. Nie ma w nim nowej perspektywy na tematy poruszane przez autorów. Idee, które odpowiadają za obecny kształt komiksu jako medium, od lat są odtworzone, to główny grzech całego przemysłu. Cry Havock wpisuje się w nurt, który był kształtowany przez takie tytuły jak Baśnie czy Unwritten i nie proponuje niczego nowego. Nie jest też najlepszym tego rodzaju komiksem dostępnym na rynku. Zamiast tego epatuje nieuzasadnionym patosem i jest rażącym przykładem przerostu formy nad treścią.

Cry Havoc 3

Każdy z kolejnych rozdziałów – etapów podróży bohaterki – jest poprzedzony cytatem, który nawiązuje do uniwersalizmu opowieści, archetypów czy prac chociażby Carla Gustava Junga. Po takim otwarciu, niewątpliwie spodziewać by się można, że sama opowieść nadąży za wyśrubowanymi standardami. Za każdym razem czeka nas jednak gorzkie rozczarowanie. Jest ono tym bardziej dotkliwe, że widzimy, jak na każdym kroku autorzy tak bardzo starają się na różne sposoby nie dopuścić do katastrofy. Ich wysiłki są jednak daremne. Niezależnie od tego, czy burzą narracje poprzez budowanie opowieści szkatułkowej, czy używają trzech różnych styli graficznych, żeby nadać głębi opowiadanej historii, czy próbują nas zszokować brutalnością i obcesowością świata przedstawionego. Efekt jest zawsze ten sam: koszmarny. Szkoda tylko zmarnowanego potencjału, jaki mogła nieść ze sobą ta opowieść, gdyby była odrobinę inna.

Komiks od zawsze zmagał się ze swoimi problemami. Nigdy nie był uznawany za w pełni wartościowy, przyczepiano mu łatki wtórnego, ogłupiającego czy demoralizującego. W ciągu kolejnych epok, jakie przeżywało to medium, uczyniono wiele, żeby zerwać z krzywdzącym wizerunkiem. Cry Havock powiela najgorsze schematy i utrwala negatywny obraz, pełny krzywdzących uprzedzeń, którymi komiks był obarczany przez Comics Code Authority w latach 50. ubiegłego wieku. Przemoc występuje tu bez głębszego uzasadnienia, nie można nawet nazwać tego karykaturą. Nagość, seks i cielesność są traktowane bezrefleksyjnie i raczej głupkowato, a co najsmutniejsze – banalnie. Wszystko to, o co komiks oskarżał Fredric Werthaman, można znaleźć w Cry Havoc i nie jest to dobra rzecz, bo tym razem wydaje się, że oskarżenia są uzasadnione.

Cry Havoc 4

Jedna rzecz martwi mnie jednak najbardziej: seria została przyjęta za oceanem z ogromnym entuzjazmem. Słowa pochwał spływały ze wszystkich stron, a krytycy przerzucali się słowami pochwał dla niego. Tam, gdzie ja osobiście widzę jedynie zmarnowany potencjał opowieści, która mogła być wielka, oni widzą właśnie to – dzieło rewolucyjne, na miarę naszych czasów, obok którego żaden fan komiksu nie powinien przejść obojętnie. Osobiście najlepsze materiały w komiksie znalazłem poza kadrami i fabułą. Były to notatki autorów na temat archetypów, likantropii, folkloru, mitów i opowieści. Inspiracje, które były wezwaniem do podjęcia podróży. Zaowocować miała ona przemianą, stworzeniem czegoś niezapomnianego. Ja niczego takiego w Cry Havoc nie znalazłem.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Cry Havoc Volume 1
Wydawnictwo: Image Comics
Typ: Komiks
Gatunek: Horror
Data premiery: 17.08.2016
Scenariusz: Simon Spurrier
Rysunki: Lee Loughridge, Nick Filardi, Ryan Kelly
Okładka: Cameron Stewart, Emma Price, Ryan Kelly
Liczba stron: 160

Dziękujemy Image Comics za przekazanie egzemplarza do recenzji.

Rafał Pośnik

Rafał Pośnik

Komiksowy geek i fan twórczości przedstawicieli brytyjskiej fali. Nowy w Nie tylko gry. Silnie zaangażowany w środowisko RPG, etatowy mistrz gry na najważniejszych konwentach w Polsce. Zapalony zwolennik szkoły Karen Berger. Po latach spędzonych z tytułami Vertigo przekonał się do image Comics. Niewątpliwie uwielbia dobry horror. Prowadzi silnie emocjonalne sesje w systemach takich jak : Wampir Maskarada, Mroczne Wieki, Mag Przebudzenie i Wstąpienie. Ceni nurt graficznego Hiperrealizmu, uważa się za Dziecko twórczości Lovecrafta, Gaimana oraz Mignoli. Lubi pracować dla Imperium Zła. Piszę również dla KZ – Magazynu Miłośników Komiksu.