Recenzja komiksu Dead Letters: Volume 1

Dead Letters 1

Wprowadzenie to jeden z elementów recenzji potrafiących często przysporzyć autorowi niemałych problemów. Gdy jest taka możliwość, rozpisuję się na temat znanego uniwersum. w którym dzieję się akcja komiksu. Tym razem mamy do czynienia z zupełnie nową marką, dlatego też nie mogę tego zrobić. Ostatnią deską ratunku jest podkreślanie wybitności produktu i jego licznych atutów. Przy Dead Letters nie miałoby to racji bytu, gdyż twór ten nie jest dziełem wybitnym ani nawet dobrym. Przyznam szczerze – coś poszło nie tak. Poparciem tych słów niech będzie fakt, że jest to pierwszy produkt, do którego musiałem się zmuszać już po pierwszym zeszycie. Ale po kolei.

Głównym bohaterem komiksu jest niejaki Sam. Budzi się on w obskurnym motelu, nie pamiętając kim jest ani w jaki sposób trafił do miejsca, gdzie się znajduje. Po chwili zostaje ostrzeżony przed czyhającymi na jego życie osobnikami spod ciemnej gwiazdy. Kierowany nieznanymi odruchami z przeszłości Samuel podejmuje się ucieczki, ostatecznie jednak nieudanej. Pewnie wyobrażacie sobie teraz tortury na bohaterze i jego późniejszą spektakularną walkę o swoją wolność. Nic z tych rzeczy. Otrzymuje on natomiast ofertę pracy w charakterze specjalisty od brudnej roboty. Po takim wstępie całość zapowiada się co najmniej ciekawie, lecz niestety prawda jest zupełnie odmienna.

Dead Letters 2

Nim zmieszam Dead Letters z błotem, chciałbym się do czegoś przyznać. Z całych sił starałem się skupić na jego lekturze od początku do końca – mimo wielu momentów zwątpienia. Jednak obecny w komiksie chaos powodował, że co chwila byłem zmuszony wracać do poprzedniej strony, by przypomnieć sobie, co przed momentem przeczytałem. Wydarzenia sprawiają wrażenie losowo do siebie dopasowanych, zaś niektóre niedociągnięcia fabularne wołają o pomstę do nieba. Warto byłoby w tym momencie przytoczyć jakiś przykład. Niech będzie nim fakt, że nasz bohater jest takim specjalistą, że nie musi się zbytnio starać podczas odgrywania roli podwójnego agenta dla zwaśnionych sił konfliktu. Zaś te wyjątkowo skutecznie wypierają wszelkie podejrzenia dotyczące lojalności swojego podopiecznego. Parę takich niedoróbek by się jeszcze znalazło, lecz nie to jest głównym zarzutem wobec Dead Letters. Jest nim wspomniana losowość zdarzeń, wszędobylski chaos, a zarazem zwykła nuda. Ktoś coś robi, nagle robi coś innego, zaś odbiorca drapie się po głowie poszukując w tym wszystkim sensu i logiki. Jedynym plusem jest pewien twist pod koniec pierwszego zeszytu. Mianowicie dowiadujemy się, że [Pokaż spoiler]. Nie poprawia on jednak odbioru komiksu jako całości, może tylko przedłuża na parę chwil ciekawość czytelnika. Warto kończąc temat wspomnieć, że scenarzystą jest Christopher Sebela. Kojarzyć go można między innymi jako współtwórcę serii Captain Marvel.

Dead Letters 3

Częścią artystyczną zajął się Chris Visions i co do jego wkładu mam bardziej mieszane uczucia. Rysunki mogą się podobać, choć czasami stoją na równi z fabułą, jeśli chodzi o poziom chaosu. Postacie nie grzeszą detalami, choć można dostrzec pewną celowość tego zabiegu. W skrócie: nie jest najgorzej, całość ma swój unikalny klimat; z pewnością znajdą się entuzjaści zaprezentowanego stylu graficznego. Ja niestety się do nich nie zaliczam, choć może to wynikać ze znużenia lekturą oraz chęci jak najszybszego pożegnania się z Dead Letters i znalezienia lepszego zajęcia. Wiem, że na temat rysunków nie rozpisałem się zbytnio (jakby nie patrzeć – to jeden z najważniejszych elementów każdego komiksu), lecz w tym przypadku jestem zdania, że dołączone ilustracje będą bardziej wymowne niż sam tekst.

Podsumowując, czytanie o przygodach Sama nie było dla mnie przyjemnością. Fabuła została pogmatwana tak mocno, że wciąż nie jestem przekonany, czy dobrze ją zrozumiałem. W połączeniu z nudą oraz niedociągnięciami fabularnymi scenariusz wzbudził we mnie wyłącznie dwa rodzaje emocji: znużenie i zagubienie. Jedyny ciekawy twist fabularny nie zdołał ocalić historii. Jeśli chodzi o rysunki – jest to kwestia gustu, mi osobiście do niego nie przypadły w żaden sposób. Chciałbym skłamać mówiąc, że przynajmniej mam tę recenzję z głowy, lecz czeka mnie lektura jeszcze dwóch następnych tomów. Pierwszego nie mogę polecić nikomu. Jest wiele innych rzeczy, na które można spożytkować pieniądze.

Szczegóły:

Tytuł: Dead Letters Volume 1
Wydawnictwo: BOOM! Enternainment
Scenariusz: Christopher Sebela
Rysunki: Chris Visions
Typ: komiks
Gatunek: horror, kryminał
Data premiery: 02/09/2014
Liczba stron: 112

Tomasz „Snah” Rosłon

Tomasz „Snah” Rosłon

W skrócie na mój temat: zmęczony student, zawzięty rzeźbiarz tekstów, entuzjasta dobrej książki, oddany gracz. Urodziłem się w 1995 roku i jestem rówieśnikiem takich filmów jak Desperado i Batman Forever. Wolny czas spędzam przy dobrym kryminale lub innej wciągającej produkcji. Swoją karierę recenzencką prowadzę nieprzerwanie od 2013 roku tworząc mniej lub bardziej udane oceny wszelkiej maści tytułów. Do ekipy NTG trafiłem przypadkiem i zostałem na dłużej. W chwili, gdy to czytasz jestem dumnym redaktorem bloga i troskliwym członkiem ekipy.