Początek końca, czyli recenzja komiksu Deadly Class Volume 4

Deadly Class tom 4

Recenzja może zawierać spoilery poprzednich części.

Powiadają, że tam gdzie jest dużo osób – tworzą się grupy. Jeśli są grupy, to musi być i lider. A jeśli liderów jest dwóch, zawsze dochodzi do konfrontacji i walki o wpływy. Te same reguły obowiązują od lat i nigdy się to nie zmieni. A gdy dodamy do tego jeszcze osobiste porachunki…

W sierpniu 2016 za sprawą wydawnictwa Image Comics zamknięto pewien rozdział w serii Deadly Class. Czwarty tom przygód dzielnego Marcusa, zatytułowany Die For Me – podobnie jak poprzednie części – okazał się wielkim hitem. Tym razem scenarzysta Rick Remender przeszedł samego siebie i stworzył istny dramat, okraszony zresztą jak zwykle scenami przemocy oraz nieprzewidywalnymi zwrotami akcji. Cała wizja Remendera ponownie została skrupulatnie zobrazowana przez Wesa Craiga, który rzecz jasna nie żałował szczegółowych i realistycznych kadrów, co jest jego znakiem rozpoznawczym. Nie warto zapominać też o Jordanie Boydzie – dzięki niemu rysunki Craiga nabrały koloru (ot taki żarcik sytuacyjny), tworząc specyficzny i elektryzujący klimat z domieszką noir.

Deadly Class

Po wydarzeniach z The Snake Pit Marcus z hukiem wpada do sali, gdzie właśnie odbywa się spotkanie z dyrektorem placówki. Jak na złość, za sprawą poleceń Mastera Li wszystko wokół przestaje funkcjonować jak należy i większość uczniaków rozpoczyna polowanie na głównego bohatera, który wcale nie pozostał sam. Wciąż może liczyć na bliskich znajomych. Jednak istne szaleństwo doprowadza do straszliwego podziału: kochankowie stają się dla siebie wrogami, brat bratu wbija nóż w plecy, a osoby godne zaufania bez zastanowienia sprzedają swoich bliskich za judaszowe srebrniki. W szkole wybucha krwawa anarchia. Anarchia mająca swojego stwórcę i kontrolera. Teraz każda zbyt pochopnie podjęta decyzja może być powodem tragicznego finału. Niektórzy wychowankowie wciąż wahają się czyją wybrać stronę, choć część z nich – nim obierze właściwą drogę – kończy żywot na szkolnych kafelkach, w kałuży krwi. Na domiar złego grupka uczniów kierowana przez charyzmatycznego i szalonego Wiktora rozpoczęła łowy na wszystkich bliskich Marcusa i chęć uśmiercenia choćby ostatniego z przyjaciół głównego bohatera sprawia, że nic nie jest w stanie ich zatrzymać. Dochodzi do straszliwej masakry, w której giną postronni ludzie, niemający nic wspólnego z całą sprawą. Do czego ostatecznie doprowadzi bratobójcza wojna? Jaką rolę odegra Marcus oraz co uczyni Saya po rozmowie z Masterem Li?

Deadly Class

Die For Me może nieco rozczarowywać swoimi finałowymi kadrami. Dlaczego rozczarowywać? Nie zamierzam tutaj spoilerować – po prostu przekonajcie się sami. Na szczęście scenarzysta Deadly Class zgodnie z zapowiedziami przygotował coś, co na pewno podsyci apetyt fanów serii. Musimy jeszcze na jakiś czas uzbroić się w cierpliwość, choć w sieci już krążą pogłoski o nowej idei Remendera.

Deadly Class

Deadly Class vol 4 to doskonałe uzupełnienie całej historii. Ukazanych zostaje wiele ciekawych wątków z przeszłości kilku kluczowych postaci, dochodzi do niespodziewanych sytuacji oraz dramatycznych decyzji głównych bohaterów. Przez komiks przelewają się hektolitry krwi, całe roje niewybrednych słów goszczą na niemal każdej stronie, ale to jest właśnie to, za co czytelnicy pokochali tę serię. Z niecierpliwością będę czekać na dalsze losy nieobliczalnych uczniów nietypowej placówki i ich młodzieńcze wybryki.

Die For Me polecam wszystkim tym, którzy wciągnęli się już na dobre w szalone wizje Remendera, choć jak wspomniałem wcześniej, końcówka czwartej odsłony przygód Marcusa może niejednego zaboleć. A zaboli na pewno… Mimo to warto poświęcić te kilkadziesiąt minut, śledząc wydarzenia, postaci oraz fabułę. A te na pewno zapisały się już na kartach historii komiksu.

Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec

Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec

Rocznik ’88. Fan komiksu, dobrej książki i filmu. Lubi posłuchać ostrzejszych brzmień. Swój gust muzyczny przyprawia klasyką oraz muzyką elektroniczną. Nie znosi owijania w bawełnę i jak ognia unika „niepracującej szlachty” czy „absolwentów szkół robienia hałasu”. W wolnych chwilach poluje na prawdziwe pokemony, włócząc się z wędką wzdłuż brzegów Królowej Rzek, zdradzając ją chwilami z innymi ciekami i bajorami. Nieuleczalny fanatyk futbolu. Wielbiciel dobrego piwa i whisky. Czasem popełnia recenzje, by innym razem nabazgrolić coś z zupełnie innej beczki. Podczas ostatniego remontu w jego domu, jeden z majstrów stwierdził, że ma nierówno pod sufitem.