Deadpool 4 Okładka

Łatwy fach to pisanie recenzji. Dostajesz albo kupujesz komiks, czytasz go z większą lub mniejszą przyjemnością, robisz jakiś research, jeśli jest konieczny i skrobiesz sobie tekścik popijając kawkę. Banalna sprawa, dopóki nie dostaniesz takiego Deadpool Classic. Pomimo mojej sympatii do postaci i uwielbienia dla prostego superhero, czwarty tom tej serii okazał się dramatycznie ciężką lekturą i jeszcze trudniejszym obiektem jakichkolwiek prób opiniotwórczych.

Czwóreczka kontynuuje i kulminuje absurdalny i kompletnie nieistotny w ogólnym rozrachunku wątek deadpoolowego mesjanizmu objawionego w postaci epickiej walki z kosmicznym paskudnikiem. Streszczanie tej historii nie ma najmniejszego sensu, bo nie wnosi ona absolutnie nic ważnego do życiorysu tej postaci, a jedynie nieskutecznie stara się nadpisać ustalone wcześniej fakty. Właściwie cały run Joe Kelly’ego tak wygląda, mieszanina nietrafionych pomysłów, które (na całe szczęście) bardzo szybko zatarte zostały w Cable & Deadpool i miałkim, choć i tak lepszym, runie Daniela Way’a.

Deadpool Classic 4 Skan 1

Dobra, ale co tu właściwie jest nie tak? Prym na podium nieprzystępności wiedzie wstęp, wzięty z Deadpool/Death Annual. Oprócz dręczących całą serię bolączek skrajnej zapominalności każdej postaci i wątku, siada tutaj głównie skupiona na retrospekcji narracja. Wade i jego byli współtowarzysze eksperymentowej niedoli, teraz objawiający się jako duchy, zostali poddani nieludzkim mękom, a w scenariuszu nie ma nic, co pozwoliłoby odczuć w stosunku do nich cokolwiek innego niż niezdrową niechęć. Drętwe dialogi, tak samo wymuszone jak obecność w komiksie Pani Śmierć, utrudniają przebrnięcie z kadru na kadr, a strawne pochłonięcie całości czynią prawie niemożliwym. Potem, na szczęście, robi się troszeczkę znośniej.

Przy tak niskim poziomie może powinienem przemilczeć nawet minimalnie wygórowane wymagania, ale nie mogę. W Deadpoolu zawsze najbardziej kręcił mnie potencjał dramatyczny tej postaci, targające nim rozterki i ambicje, w których spełnieniu zwykle przeszkadza ten, hehe, przekorny los. Powinienem być zadowolony, bo tutaj mowa właściwie wyłącznie o tym motywie. Główny bohater tłucze po gębie znanego doskonale szerszej widowni Francisa i musi porzucić marzenia o bohaterskim stylu życia, bo złego złola trzeba złem pokonać, czyli zamordować. W następstwie tych wydarzeń decyduje się jednak ocalić Ziemię przed najgorzej zaprojektowanym kosmitą w historii fikcji i znowu jest smutny, bo pojawia się konieczność zabijania. To jest dokładnie tak prostackie, jak brzmi. Może i jest to komiks stosunkowo stary, ale Kelly nawet nie spróbował potraktować tej problematyki poważnie. Prezentując ten dualizm charakteru pyskatego najemnika na tak abstrakcyjnym gruncie, zrobił z niego kolejny nieudany żart i zatłukł jakiekolwiek szanse na zmianę tego stanu rzeczy na długie, długie lata. Jeżeli mamy traktować szaleństwo Deadpoola poważnie, to zróbmy to porządnie – na przykład, nie wiem, podrzucając mu jakieś prawdziwe wybory moralne. Tak, jak zrobił to Rick Remeneder w Uncanny X-Force, wydobywając z szalonego zabójcy zaskakujące pokłady ludzkiego ciepła i smutku. W innym przypadku lepiej nie robić tego wcale i skupić się na żartach.

Deadpool Classic 4 Skan 2

Może wtedy udałoby się wpleść do komiksu więcej naprawdę zabawnych kwestii, takich pozbawionych znamion irytującej żenady. Typowe przełamywanie czwartej ściany wychodzi jeszcze w miarę naturalnie. Nie zaburza ciągłości narracji (którą przecież ciężko byłoby bardziej zepsuć) i przypomina, że mamy do czynienia z bohaterem, jakby nie patrzeć, wyjątkowym. Szkoda, że cała reszta mocno przypadkowych, niespójnych, leniwie przetłumaczonych gagów i odniesień kulturowych rujnuje jakąkolwiek wiarygodność i integralność poczucia humoru, z którego przecież znany jest Wade. Pal licho całą tę niezapadającą w pamięć menażerię, największym grzechem Kelly’ego jest napisanie Deadpoola tak, że po prostu nie sposób go lubić.

Robi się dużo lepiej, gdy tylko znika ta forsowana, potraktowana po macoszemu powaga. Praktycznie nieistotna wycieczka do Monte Carlo jest tylko (i aż) sympatyczna, a to wystarcza do wybicia się ponad resztę wątków. Dzięki temu grający w niej główne skrzypce Monty (czyli jasnowidz o ghulowatym wyglądzie) stał się jedyną postacią zdolną do obudzenia we mnie choćby szczątkowej empatii. Nawet skrajnie idiotyczny, zamykający tom Deadpool #0, jakimś cudem uniósł do góry kąciki moich ust, widocznie wystarczyło nie kombinować. Czterech z pięciu rysowników też nie dało ciała, choć styl żadnego zupełnie nie odpowiada moim upodobaniom – zwłaszcza szkicowane przez Waltera McDaniela pucołowate policzki i kultowe już muskuły posiadające swoje własne muskuły. Da się na to patrzeć, jest pastelowo, dynamicznie i dosyć szczegółowo. Szkoda tylko tego początku, bo rysując go Steve Harris odwalił fuszerkę wahającą się między kiepską budżetówką i pijackimi bazgrołami. Te pierwsze 20 stron lepiej byłoby po prostu usunąć, a album tylko by na tym zyskał.

Deadpool Classic 4 Skan 3

Osiemset osiemdziesiąt słów w recenzji, do której za nic nie mogłem się zabrać. To za dużo krytyki, nawet pomimo wszystkich mankamentów czwarty tom Deadpool Classic nie zasługuje na aż tak emocjonalną, ostrą negację. To po prostu tytuł na wskroś nijaki. Właśnie przez to narosła we mnie niechęć, a za nią cała gama powiązanych pretensji. Tym razem jednak wybór kozła ofiarnego nie był przypadkowy, padło na dosyć ważny i reprezentacyjny zbiór zeszytów z serii forsującej krzywdzącą miałkość i śmieszkowanie wywołujące, zamiast szczerzenia zębów, jedynie ich zgrzytanie. Patrzę z nadzieją na przyszłość Wade’a Wilsona, ale do jego klasycznych przygód już wracać nie będę.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Deadpool Classic tom 4
Wydawnictwo: Marvel Comics / Egmont
Autorzy: Joe Kelly, James Felder, Steve Harris, Walter McDaniel, Pete Woods, Anthony Williams, Yancey Labat
Typ: komiks
Data premiery: 14.03.2018
Liczba stron: 288

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Jay Recent comment authors
najnowszy najstarszy oceniany
Jay
Gość

Chyba go kupię! 😀