Czasami tak jest, że trafiacie na dobrą serię, czytacie pierwszy tom, nawet go zrecenzujecie… a potem jakoś tak zapominacie o kolejnych. To dokładnie ten przypadek. Na szczęście Mucha Comics wydała historię Tima-21 po polsku i w ten sposób komiks do mnie wrócił. Przesiadłam się z angielskiego na nasze, z wersji elektronicznej na papierową… Spojrzenie na dowolną stronę zachwyca tak samo!

Ponowne spotkanie z pracami Dustina Nguyena to ogromna przyjemność. Descender to wciąż „coś innego” – lekkie pastelowe barwy, delikatna kreska i plama, wszystko akwarelowe i eteryczne. Malarstwo i szkic. Jednocześnie te rysunki wpisują się w tradycję realistycznego komiksu, wiernego anatomii także istot niekoniecznie ludzkich. Ma elementy twardego science-fiction: wszelkie mechanizmy, od robotów po statki kosmiczne, są oddane drobiazgowo i jak najbardziej wiarygodnie. Nguyen tworzy czasami modele, a co najmniej szkice 3D, żeby upewnić się, że jego pomysł miałby szansę na fizyczną realizację i nie złamałby się pod ciężarem złego designu.

Co z fabułą? W Blaszanych gwiazdach okazało się nie tylko, że żywcem wycięty z AI Spielberga Tim-21 może mieć coś wspólnego z ogromnymi Żniwiarzami, które zaatakowały ludzkość i przepadły w otchłaniach kosmosu, ale także, że nie został stworzony przez dr. Quona, jak ten utrzymywał. W poprzednim tomie zobaczyliśmy pozostałości po zamierzchłej cywilizacji, która tak naprawdę dała życie świadomym i emocjonalnym robotom… i pozostała zagadką. Jeszcze chwilę nią pozostanie, w Mechanicznym księżycu za dużo się wydarzy, żeby jakakolwiek archeologia przyszła bohaterom do głowy.

Tim-21 z zebraną wcześniej drużyną trafił na Gnish. Nie zginął tam marnie jako gladiator jedynie dzięki pojawieniu się agentów Hardware’u (czy to cytat z kina postapo?). Roboty-partyzanci zostawią za sobą niezłe zamieszanie w kosmicznej polityce i w głowie małego sztucznego chłopca, który ciągle jeszcze nie zaadaptował się do bycia wojennym dzieckiem i wybrańcem. W międzyczasie pojawi się jeszcze jeden bohater, kolejny łowca robocich głów – warto zwrócić baczniejszą uwagę na tę postać. Descender to mój ulubiony komiks Lemire’a, świetne połączenie opowieści o naiwnym dziecku chcącym dla wszystkich dobrze oraz bandzie dorosłych mających zupełnie inny pomysł na życie. Jestem jednak głęboko przekonana, że bez Nguyena nie byłoby ani tak autentyczny, ani do tego stopnia wzruszający.

Komiks wyszedł w tłumaczeniu Jacka Drewnowskiego, więc bardzo doświadczonego tłumacza, od lat związanego z Egmontem i Komiksem Gigantem. Niestety, wpływów Kaczora Donalda na Descendera nie słychać, dialogi są nieco sztuczne, trochę zbyt literackie. Bardzo dobrze oddaje to język robotów, dla których ludzki sposób mówienia może nie być najbardziej naturalną formą komunikacji, ale różnica między nimi i innymi rasami nie jest dla mnie wyczuwalna. Nawet dowcipy rzucane przez wspomnianego wyżej łowcę nie brzmią do końca sprawnie. To jednak nie znaczy, że tłumaczenie nie jest wierne, Lemire nie zawsze skupia się na sposobie mówienia postaci, przynajmniej nie w tym komiksie.

Duet Lemire i Nguyen w dobrym stylu kontynuuje opowieść o Timie-21, a we wspaniałym kreuje świat wokół niego. Widzieliśmy wielkie futurystyczne miasta, zagubione pustynne planety, kosmiczne śmietniska… Mechaniczny księżyc to nie tylko metafora, zobaczycie sami. Descender coraz wyraźniej staje się też komiksem all ages – możecie go kupić bratanicy, siostrzeńcowi albo zatrzymać dla siebie. Fan klasycznego sci-fi znajdzie w nim coś ciekawego, tak jak zwolennik fantasy, a już na pewno miłośnik kina z robotami w roli głównej. Odnajdzie może nawet trochę cytatów z klasyki.

Dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za egzemplarz recenzencki!

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Descender. Tom 2. Mechaniczny księżyc
Wydawnictwo: Image Comics (Mucha Comics w Polsce)
Scenariusz: Jeff Lemire
Rysunki: Dustin Nguyen
Typ: komiks
Data premiery: 2016 (2018 w Polsce)

Dodaj komentarz

avatar