Recenzja komiksu Descender Volume 1: Tin Stars

Descender

Komiks Jeffa Lemire'a i Dustina Nguyena zbiera wiele klasycznych już motywów. To historia małego chłopca, który jest robotem czy humanoidem, dziejąca się na kilkunastu planetach zamieszkałych przez bardzo zróżnicowane rasy. Dlatego w recenzjach najczęściej pojawiają się odniesienia do A.I., Gwiezdnych Wojen (będzie nawet pustynny glob), trochę rzadziej do Star Treka. Moim zdaniem brakuje w nich wzmianki o Battlestar Galactica – a w końcu TIM-21, główny bohater Descendera, obudził się pewnego dnia w świecie, w którym roboty są masowo mordowane (więc dodajmy do skojarzeń jeszcze odległe echo Dzihadu Butleriańskiego), ale części z nich prawdopodobnie udało się gdzieś ukryć.

Lemire i Nguyen powołali do życia opowieść sklejoną z wielu znanych elementów, ale bardzo świeżą. Descendera wypatrzycie na półce z komiksami s-f z daleka, jego szata graficzna sprawia, że jest zupełnie wyjątkowy. Nguyen maluje go akwarelami, dzięki czemu rysunki są lekkie i żywe, jak lubią podkreślać obaj twórcy – niemal „organiczne”. Subtelny kontur i delikatne kolory układają się w wielkie, wielopoziomowe miasta i skomplikowane techniczne detale humanoidów i wielkich mechów: osiągających rozmiary Gwiazdy Śmierci Harvesterów (Kombajnów).  Nguyen ma doświadczenie w pracy designera, studiował architekturę, jest fanem Transformersów, a cała ta wiedza i dziecięca radość z tworzenia robotów są wyraźnie odczuwalne dla czytelnika.

Akcja komiksu zaczyna się na planecie Niyrata, w olśniewająco białym mieście przypominającym trochę stację kosmiczną Yorktown z najnowszego Start Treka (W nieznane), w momencie nagłego, przez nikogo nieprzewidzianego ataku Harvestera. Pojawia się tu najsłynniejszy w galaktyce człowiek, twórca współczesnej robotyki, doktor Quon. To jedna z ważniejszych postaci Descendera, jego Gaius Baltar: geniusz, kombinator i tchórz, ulubiony bohater Lemire'a. TIM-21, największe dzieło Quona, obudzi się dziesięć lat później, zupełnie sam, na leżącym na krańcach skolonizowanego kosmosu górniczym księżycu Dirishu-6. Wróci do życia jako najbardziej poszukiwany robot świata… W Tin Stars TIM-21 spotka ponownie swojego twórcę i zacznie uciekać przed nienawidzącymi humanoidów hyclami. W jego „drużynie” znajdą się między innymi robot-pies Bandyta, wojownicza maszyna górnicza Driller, żołnierka Telsa. Razem odwiedzą wielkie złomowisko – siedzibę przywódców ruchu antyrobotycznego, planetę Gnish. Wysłuchają też wspomnień Quona tłumaczących jego sukcesy naukowe.

Descender został na razie rozplanowany na 28 lub więcej zeszytów, co oznacza około pięć tomów. Lemire i Nguyen wiedzą, jak się skończy, jak wygląda zamieszkana część galaktyki (kilkanaście planet, z których dziewięć zostało pokazanych już w Tin Stars) i co czeka TIMa-21. Jego historia ma być tak fascynująca, że zanim ukazał się pierwszy rozdział komiksu, prawa do jego ekranizacji wykupiło Sony. Filmu można spodziewać się w 2017 lub 2018 roku. Obaj autorzy to bardzo zajęci ludzie, pracują dla DC, ten pierwszy tworzy równolegle z Descenderem kilka innych projektów i w międzyczasie skończył na przykład miniserię Plutona. Poza tym w kwietniu 2017 ma ukazać się nowela Lemire'a Roughneck, nad którą pracował w weekendy niezajęte w całości Descenderem. Mimo to udaje im się regularnie wypuszczać kolejny zeszyt akwarel, w tym miesiącu (styczeń 2017) opublikują 18 numer historii TIMa-21, zgromadzili już trzy tomy zbiorowe.

Ten komiks opowiada historię masowej nagonki na roboty, ucieczki i wojny z punktu widzenia dziecka – nawet jeśli sztucznego. Są momenty, kiedy czytelnik zapomina o pochodzeniu TIMa-21, ale on sam podkreśla czasem, że robi coś, bo tak został skonstruowany. Co na pewno stworzy wiele okazji do rozmyślań o samodzielności, byciu osobą, wolności. Ze względu na dziecięcą perspektywę chciałoby się polecić ten komiks młodszym czytelnikom, zawiera jednak elementy przemocy, więc nie do końca jest to pozycja „all-ages”. Z drugiej strony całość ma głęboki sens, a w brutalniejszych momentach nie chodzi o to, żeby sięgnąć po czerwoną farbkę. Podczas pierwszego czytania kwestia „do kogo się tu mówi” czy „po co?” trochę mnie zajmowała. Krótko mówiąc, Descender nie zachwycił mnie od razu. Wspomniane na początku klasyczne motywy, wizualne podobieństwa Gnish do Jakku (i nie tylko), narzucające się  skojarzenia z A.I. i Asimovem czasami psuły mi zabawę. Ale już druga lektura… Spojrzenie na Tin Stars z perspektywy wszystkich epizodów pokazało mi, jak ciekawy to komiks – dobrze skonstruowany, pozostawiający wiele miejsca na dalszy rozwój postaci, ukrywający mnóstwo subtelnych wskazówek. A przede wszystkim ta historia jest pięknie narysowana i dokładnie przemyślana. Lemire wspomina zresztą w wywiadach (na przykład tym), że w s-f najbardziej fascynujące dla twórcy są możliwość tworzenia światów i mówienia wielkimi, filozoficznymi metaforami.

Agnieszka „Fushikoma” Czoska

Agnieszka „Fushikoma” Czoska

Mól książkowy, wielbicielka wilków i wilczurów. Interesuje się europejskim komiksem i mangą. Jej ulubione pozycje to na przykład Ghost in the Shell Masamune Shirow, Watchmen (Strażnicy) Alana Moora czy Fun Home Alison Bechdel, jest też fanem Inio Asano. Poza komiksami poleca wszystkim Depeche Mode Serhija Żadana z jego absurdalnymi dialogami i garowaniem nad koniakiem. Czasem chodzi do kina na smutne filmy, kiedy indziej spod koca ogląda Star Treka (w tym ma ogromne zaległości). Pisze także dla Arytmii (arytmia.eu).
  • Warto zaznaczyć, że Descender zajął 15. miejsce w opublikowanym niedawni rankingu 100 najlepszych komiksów 2016 roku według cbr.com – jest moc 🙂