Recenzja komiksu Dragon Age: Those Who Speak

1

Od razu uprzedzam, że w tekście zabraknie większości teoretycznych kwestii odnośnie komiksu. Nie będę tutaj pisała o wspaniałej kresce Chada Hardina (która istotnie jest wspaniała), czy talencie literackim Davida Gaidera, bo one się nie zmieniły. Pisałam o nich w ostatniej recenzji The Silent Grove. Będzie za to krótko, zwięźle i na temat. Skupię się na najważniejszych i nowych punktach, pojawiających się w komiksie Dragon Age: Those Who Speak.

Wracając jeszcze do Gaidera – był on przyczyną, dla której do przeczytania najnowszego komiksu z uniwersum Dragon Age, podchodziłam jak do śmierdzącego jajka. Po lekturze jego ostatniej powieści – Dragon Age: Rozłam, delikatnie mówiąc, zraziłam się do pisarstwa scenarzysty BioWare i nie miałam ochoty zapoznawać się z jego kolejną wesołą twórczością. Ale mus to mus, kiedyś przełamać się trzeba.

2

Komiks Those Who Speak opowiada nam dalszy ciąg perypetii trójki bohaterów: króla Alistaira, krasnoluda Varrika i piratki Izabeli. Przygody owa trójka rozpoczęła na kartach pierwszej części, czyli The Silent Grove, więc siłą rzeczy są one kontynuowane. Teraz los gna naszych, szukających prawdy o pochodzeniu Alistaira, bohaterów w kolejne dalekie krainy. Mamy znaną już Antivę (w której trafiamy na słynny, charakterystyczny dla tamtejszej tradycji bal z udziałem szlachty i magistrów!), mamy także wyspę okupowaną przez Qunari – Seheron, z tłumem wyznawców Qun. Jest także obietnica kolejnych lądów, do jakich uda się wesoła gromadka, co zapowiada się ciekawie.

A sam komiks, moje wrażenia? Najpierw to, co najbardziej rzuca się w oczy – walka. Dużo, duuużo walki. Świetne kadry, genialne uchwycenie ruchu, akcja na poziomie Marvela. Dynamizm pierwsza klasa, jak w poprzedniej części, może nawet lepszy. Siekanie, skakanie, ślizganie, uniki, finty i sztychy. Tylko krwi trochę mało jak na taką ilość zadawanych ran, ale nie czepiam się, komiks ma być przystępny także dla czytelników w młodszym wieku, nie wypaczamy młodych umysłów. Kilka kadrów nawet wydrukuję i zrobię z nich kozackie zakładki do książek. Słowem – dzieje się!

3

Ale swoim kosztem. W recenzji The Silent Grove dałam upust swojej ekscytacji, pisząc, że fajnie się rozkręca, daje dobry wstęp, ciekawe co będzie dalej. A dalej? I tutaj pojawia się problem. Dalej to samo. Siepanka na całego, z fabułą trochę gorzej. Nie dostajemy żadnych odpowiedzi na pytania postawione w poprzedniej części, czy w innych produkcjach serii. Gorzej! Stawiamy nowe znaki zapytania i ostatecznie wiemy jeszcze mniej niż przed przeczytaniem komiksu.

Przyznaję, dowiadujemy się co nieco o wcześniejszym życiu Izabeli i ode mnie za to plus. Naszą dobrze znaną piratkę zaczynam postrzegać trochę inaczej – nie jest to tylko wywijająca na prawo i lewo sztyletami (oraz tyłkiem) Pani Kapitan, ale postać bardziej złożona. A przynajmniej pozostaje mi mieć taką nadzieję. Ciekawostką jest, że w komiksie pojawia się także scenka, w której poznajemy prawdziwe imię Izabeli. Spotykamy też starego znajomego z Dragon Age: Początek – Stena.

4

Dodatkowo (tak jak w poprzedniej części) ci, którzy są zaznajomieni z wcześniejszą historią ze świata Dragon Age, odnajdą kilka smaczków, przypomną sobie starego znajomego, zobaczą go w nieco innej odsłonie. Nawet Alistair zaczyna łapać niektóre dowcipy. Ba, nawet sam próbuje żartować. Oczywiście to wszystko się chwali, ale jakiś niedosyt pozostaje.

Dopuszczam także możliwość, że zamysłem twórców jest stopniowe budowanie napięcia i sprzedanie nam wielkiej, zaskakującej, wywracającej nasze życie do góry nogami bomby w postaci ostatniej części komiksu. Specjalnie wam teraz nic nie powiemy, na koniec spadniecie z krzeseł! Ok, siedzę wygodnie i jestem gotowa na to uderzenie. Bring it on! I lepiej niech zakończenie rzeczywiście powala…

5

Przyznaję szczerze i bez bicia, że Those Who Speak łyknęłam w jednym kawałku. Oderwałam się dopiero, kiedy skończyłam czytać całość. Wiem, wiem.. Mogę w recenzji biadolić o tym, jak to twórcy nie zaszczycili nas złożoną, dojrzałą fabułą, itd. ale pytanie czy tak naprawdę ktoś tego potrzebuje, ktoś oczekuje? Komiks nie jest po to, żeby zaspakajać jakieś wyższe emocjonalne potrzeby odbiorcy. Ma to być raczej kawał dobrej nawalanki, bo to się sprzedaje, to się dobrze czyta. Jeśli ktoś chce uniesień, to odsyłam do klasyków, jak na przykład Jane Austen i jej Dumy i uprzedzenia – tak uniesie, że aż uśpi. A tutaj, jeśli ktoś się wczuje, usnąć się nie da.

Korzystając ze świątecznego nastroju, na koniec mam jedno życzenie (postaram się je wyrazić bez oczywistych spoilerów). Wiem, że biorąc pod uwagę wszystkie możliwe zakończenia Dragon Age: Początek, do takiego spotkania dojść by nie mogło, ale może by tak mała konfrontacja po latach, przyjaciół z pierwszej części powieści?

6

Tak czy siak, czekam na kolejną odsłonę przygód. Czas pokaże, czy w recenzji losów powyższej trójki będę piała z zachwytu czy wyła ze złości. A tymczasem – Wesołych Świąt! 🙂

P.S. Jeszcze jeden plus (nie wiem czy dla wszystkich, ale na pewno dla mnie) dla komiksu. W jednym z kadrów dostajemy niezbity, rozstrzygający sprawę dowód dla rozwiązania „tajemniczej tajemnicy tajemnych dziejów Thedas”! Mianowicie: Izabela jednak nosi majtki!

Ocena: 8/10

Plusy
+ świetne kadry ze scenami walki
+ historia Izabeli
+ pojawienie się postaci znanych z gier

Minusy
– zamiast wyjaśniać zagadki porzedniego tomu, ten tworzy kolejne

Autor: Agnessa

Sebastian „Severan” Kuryło

Sebastian „Severan” Kuryło

Jestem założycielem i pomysłodawcą tego blogaUwielbiam gry RPG z serią Dragon Age na czele, lecz nie pogardzę także i klasycznymi grami “bez prądu”. Prowadzę także wortal związany z serią Dragon Age. Uwielbiam czytać kryminały i książki fantasy. Każdą wolną chwilę w swoim życiu poświęcam rodzinie oraz serialom – pochłaniam ich zdecydowanie za dużo, no ale z nałogu tak łatwo wyjść się nie da :).