Recenzja komiksu Dragon Age: Zabójca magów #1

Dragon Age: Zabójca magów #1a

Kiedy w zeszłym roku wydawnictwo Dark Horse wypuściło na rynek nowy komiks z uniwersum Dragon Age, niewielu pozwoliło sobie na nadzieję, że trafi on także do Polski. W końcu wiele lat minęło już odkąd przetłumaczona została trzecia z pięciu książek, a wydawnictwo Fabryka Słów ogłosiło, że nie zamierza kontynuować swojej przygody z tym tytułem. Poprzednie komiksy, kompendia i artbooki także nie zostały zaszczycone spojrzeniami wydawców specjalizujących się w tego typu publikacjach. Kiedy ekscytacja związana z Inkwizycją i ostatnimi DLC zaczęła powoli opadać, a fani tracić nadzieję, wydawnictwo komiksowe Okami wyszło z zaskakującą inicjatywą – porwania się na wydanie najświeższego produktu związanego z uniwersum. Mowa oczywiście o komiksie Dragon Age: Magekiller, w polskim wydaniu – Zabójca magów.

Akcja komiksu rozpoczyna się niedługo przed pojawieniem się na niebie Wyłomu, początkowo nie jest więc w żaden sposób związana z Inkwizycją, dzięki czemu można go czytać niezależnie od stopnia znajomości gry. Nie da się jednak ukryć, że fanom uniwersum lektura przyniesie nieco więcej radości – autorzy postawili na przybliżenie nam Tevinteru, do tej pory znanego jedynie ze swojej niezbyt dobrej reputacji. Forma komiksu okazała się idealna do tego celu – poznajemy dzięki niej nie tylko suche fakty czy przekoloryzowane opowieści, ale, co najważniejsze, możemy sami zobaczyć ten kraj i poczuć klimat mrocznych podziemi jego stolicy. Dodatkowo umieszczenie akcji akurat tam jest świetnym zabiegiem dla samej historii – cóż może wzbudzić większy dreszczyk emocji niż obserwowanie, jak tytułowi zabójcy magów zostają wrzuceni w sam środek miasta przez magów rządzonego?

Dragon Age: Magekiller #2a

Protagoniści – Marius i Tessa – to dobrze skonstruowani bohaterowie, których da się lubić z jednego ważnego powodu: są dobrzy w tym, co robią. Wykonują swoją robotę precyzyjnie, nie będąc przy tym ani przesadnie pyszałkowaci, ani skromni. Ich motywacje są jasne, postępowanie konsekwentne, a podejmowane decyzje uzasadnione w wystarczającym stopniu, żebyśmy nie załamywali rąk nad ich głupotą. Kadry pełne są akcji i treści – zarówno tej podanej czytelnikowi na talerzu, w postaci narracji lub dialogów, jak i tej ukrytej w symbolice i kolorach. Ogromnym plusem jest to, że autorzy nie postanowili przedstawić czytelnikowi całego uniwersum, a jedynie jego elementy istotne dla fabuły lub będące oczkiem puszczonym w stronę fanów, tak jak wspomnienia o znanych im bliżej postaciach, miejscach czy organizacjach. We wszystko to tchnęli życie odpowiedzialny za scenariusz Greg Rucka i rysowniczka Carmen Carnero.

Polskie tłumaczenie komiksu jest bardzo dobre, choć miejscami, przynajmniej w mojej opinii, zmienia nieco charakter niektórych wypowiedzi, a przez to odbiór postaci. Nie są to jednak jakieś ogromne zmiany, przekaz pozostaje w gruncie rzeczy ten sam. Zdarzają się też drobne wpadki techniczne, jednak jest to nieuniknione przy praktycznie każdym pierwszym wydaniu, czy to komiksu, czy książki. Zaskoczyć może brak odmiany zastosowany przy nazwie stolicy Tevinteru – redakcja postawiła na interpretację nazwy Minratus w rodzaju nijakim, choć na przykład dla mnie, i podejrzewam, że nie tylko dla mnie, bardziej intuicyjny jest „ten” Minratus.

Dragon Age: Magekiller #3a

Śmiałym krokiem było wydanie Zabójcy magów w trybie zeszytowym zamiast w formie jednego kompilacyjnego tomu, tym bardziej, że rozdziały są dosyć krótkie – cały zeszyt to ledwie dwanaście kartek, nie licząc okładki. Choć niektórym cena 15 zł za zeszyt może wydawać się nieco wygórowana, nie odbiega ona zbytnio od standardowej ceny oryginału po przeliczeniu jej z dolarów na złotówki. Choć w ogólnym rozrachunku tom kompilacyjny mógłby wyjść nieco taniej niż prenumerata, co jednak pozostaje w sferze spekulacji, to dzięki wydaniu zeszytowemu będziemy mogli podziwiać niezwykle estetyczne okładki każdego rozdziału autorstwa Sachin Teng, zachwycające doborem kolorystycznym i symboliką. Przyciągają one wzrok zarówno fanów, jak i laików, i zachęcają do choćby przekartkowania komiksu.

Na korzyść polskiego wydawcy, a także czytelników, działa fakt, że Zabójcę magów mogą z równą przyjemnością przeczytać tak zagorzali fani serii, jak i osoby mające po raz pierwszy kontakt z uniwersum Dragon Age. Żeby ułatwić tym drugim zrozumienie mechanizmów rządzących przedstawionym światem, ekipa pracująca nad wydaniem polskiej edycji dołączyła skomponowany własnymi siłami minisłowniczek, wyjaśniający istotę wspomnianych przez bohaterów pojęć i miejsc, a nieobecny w wydaniu angielskojęzycznym. Na pochwałę zasługuje również to, że zeszytów nie wydano po kosztach – papier jest gruby, dobrej jakości, co uodparnia komiks na uszkodzenia zewnętrzne. Podejrzewam, że nawet po kontakcie z wilgocią nie pofaluje się, a farba nie rozpłynie. Kolory nie straciły w druku, nie stały się płaskie i wyblakłe, co jest niezwykle ważne – nałożone przez Michaela Atiyeh , są niezastąpioną częścią klimatu komiksu.

Dragon Age: Magekiller #4a

Czy warto kupić Zabójcę magów? Warto. Przede wszystkim jeśli jest się fanem uniwersum, ponieważ okazanie dostatecznego zainteresowania takim dodatkiem do świata Dragon Age może zachęcić wydawców do rozważenia wydania kolejnych produktów z tego uniwersum, które do tej pory dostępne są jedynie w języku angielskim. Warto również z bardziej trywialnego powodu – to po prostu dobry komiks. Wciągająca historia, dobre rysunki, piękne kolory i okładki, nieprzerysowane postacie. A do tego naprawdę piękny zapach użytej farby drukarskiej (dla fanów „sztachania się” takimi rzeczami)!

SZCZEGÓŁY:

Tytuł polski: Dragon Age: Zabójca magów #1
Tytuł oryginalny: Dragon Age: Magekiller #1
Wydawnictwo: Okami
Typ: Komiks
Gatunek: Fantasy
Data premiery: 11.01.2017
Scenariusz: Greg Rucka
Rysunki: Carmen Carnero
Kolory i malowanie: Terry Pallot i Michael Atiyeh
Okładka: Sachin Teng
Przekład: Dariusz Stańczyk
Redakcja wyd. polskiego: Marcin Waincetel
Redaktor naczelny wyd. polskiego: Rafał Maj

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji serdecznie dziękujemy wydawnictwu Okami

Dominika "Mara" Bieńkowska

Dominika "Mara" Bieńkowska

Ja to ta, co umie w polska języka na tyle, by pełnić tu funkcję naczelnego poprawiacza błędów mniejszych i większych. O swoim wieku nic nie mówię, bo to sprzyja szufladkowaniu. Głównie ulegam urokom fantastyki i fandomu m&a, trochę rysuję, trochę cosplayuję. Co do gier – kiedyś grałam dużo, teraz tylko w serię Dragon Age oraz w… gry, o których większość z was pewnie nie słyszała, nie usłyszy i NIE CHCE usłyszeć, więc nie pytajcie. W miarę lubię uczyć się języków obcych, tkwię pod urokiem japońskiego, nienawidzę francuskiego, nie lubię podróżować. Denerwują mnie tylko dwie rzeczy – głupota i brak kultury. Kiedyś zawładnę światem. Tylko poczekajcie.

  • ja to w ogóle jestem fanką Dragon Age, więc muszę się zgodzić z recenzentem 😀 nie ma mocnych, komiks ten zasługuje na wysoką notkę. <3