Dragon Age: Zabójca magów #3 okładka

Proces produkcyjny czwartej gry z serii Dragon Age trwa w najlepsze, lecz trudno szukać teraz jakichkolwiek konkretnych informacji poza kilkoma tajemniczymi tweetami członków teamu. Na szczęście jest kilka pozycji, które umilą fanom oczekiwanie na następną grę. Aby zaspokoić czymś cierpliwość można zapoznać się z komiksem Dragon Age: Knight Errant, wydanym niedawno w formie jednego tomu przez wydawnictwo Dark Horse, i recenzowanym u nas przez Pottero, czy też wydawanym w Polsce w formie zeszytów przez wydawnictwo Okami komiksem Dragon Age: Zabójca magów (oryg. Dragon Age: Magekiller). Kontynuując tradycję recenzowania każdego z produktów z wieku smoka, w tym tekście przybliżę wam nieco trzeci zeszyt Zabójcy magów, który ekipa Nie tylko gry objęła swoim patronatem.

Akcja trzeciego zeszytu dzieje się analogicznie z wydarzeniami przedstawionymi w grze Dragon Age: Inkwizycja. Przez Wyłom na niebie na powierzchnię Thedas wychodzą różnego rodzaju bestie i kreatury, o których dotychczas słyszano tylko w legendach. Świat kolejny raz chyli się ku upadkowi, wymuszając na jego mieszkańcach walkę o przetrwanie. Nie wiadomo jednak, czy uda się to powstrzymać tak jak Plagę, ponieważ Szarych Strażników jest coraz mniej, a Ferelden nie podniósł się jeszcze w pełni po wydarzeniach sprzed dziesięciu lat. Całość zeszytu skupia się na samodzielnej walce głównych bohaterów – Mariusa i Tessy – z przybyłymi z Pustki demonami. Tempo akcji zwalniają nieco sceny, w których pokazane są relacje łączące bohaterów i to, co między nimi rośnie – Tessa staje się bardziej opiekuńcza w stosunku do Mariusa i można odczuć, że łączy ich nie tylko współpraca partnerska i wspólne biznesy. Mam jednak nadzieję, że w przyszłych częściach nie dostaniemy rozbudowanego wątku romansowego, bo mogłoby to nieco zaburzyć odbiór całej serii.

Dragon Age: Zabójca magów #3 kadr 1

I w tym zeszycie nie zapomniano o postaciach znanych nam z gier. Zgrabnie wpleciono je w fabułę w różny sposób – czy to przez przywołanie nazwiska, ukazanie charakterystycznej sylwetki, czy też bezpośrednio, przez umieszczenie postaci na drodze naszych głównych bohaterów.

Na szczególną uwagę zasługuje też oprawa graficzna. Wykonane przez Carmen Carnero szkice, i nałożone przez Michaela Atiyeha kolory zaciekawiają i przykuwają wzrok, budując przy tym odpowiedni klimat. Zachęcam wszystkich do zerknięcia na bardzo malownicze kadry ukazujące sceny walki. Zdecydowanie widać, że w tym zeszycie zupełnie zmieniła się kolorystyka. W porównaniu z poprzednimi dwoma mrocznymi komiksami tu mamy przyjemniejsze i bardziej przyjazne kolory, potem ciepłą atmosferę w karczmie, zupełny odskok od poprzedniej stylistyki. Nie bez znaczenia jest również to, że w tym zeszycie zmienił się papier, na którym wydrukowano komiks w polskim wydaniu – dzięki temu kolory stały się pełniejsze i bardziej wyraziste niż w poprzednich zeszytach.

Dragon Age: Zabójca magów #3 kadr 2

Nie chcę się zbytnio powtarzać, bo już kiedyś miałem przyjemność przygotowywać recenzję zeszytu w wersji angielskiej, przejdę więc do naszego polskiego wydania, przygotowanego przez wydawnictwo Okami. Tłumaczenie Dariusza Stańczyka jest poprawne i z zachowaniem terminologii znanej nam z gry (nad czym czuwała również fanka serii, Anna Janiszewska). Dzięki odpowiedniej realizacji nie ma się tak naprawdę do czego przyczepić – tłumaczenie jest dobre, bez dziwnych baboli, które mógłby pojawić się w jego trakcie lub podczas nanoszenia tekstu na kadry. Zawarty na końcu zeszytu słowniczek, o którym wspominaliśmy już podczas poprzednich recenzji, idealnie dopełnia całość i pozwala zanurzyć się w świecie wieku smoka nawet tym, którzy w grę nie grali. Bardzo dobra robota.

Słowem podsumowania: jeśli jesteś fanem serii Dragon Age, z niecierpliwością czekasz na kolejną odsłonę serii, lub po prostu chciałbyś umilić sobie czas jakimś fajnym komiksem z gatunku fantasy, to zachęcam do sięgnięcia po Zabójcę magów.

Dodaj komentarz

avatar