Recenzja komiksu Everafter Volume 1: Pandora Protocol

Everafter 1

Baśnie żyją długo i szczęśliwie, wypuszczając kolejne odrosty. Co prawda oryginalna seria już się zakończyła, podobnie jak jej spin-off Jack of Fables, ale Willingham i jego mniej czy bardziej nowi współpracownicy wciąż mają sporo pomysłów. Ostatecznie baśń jest wieczna…

Everafter to projekt pobłogosławiony przez twórcę Baśni i omówiony z nim, jednak póki co nowa ekipa ma wolną rękę. Za scenariusz odpowiada tu Lilah Sturges, która (wtedy w ścisłej współpracy z Willinghamem) konstruowała fabułę wspomnianego Jacka. Z tym że na tamtych okładkach znajdziecie ją jako Matthew Sturgesa. Drugim scenarzystą Pandora Protocol jest Dave Justus, przy czym oboje poznali się przy Wolf Among Us, opartym na grze pod tym samym tytułem. Pracowali tam razem z Travisem Moore, twórcą rysunków do Everafter. Jak widać, nowa odsłona baśniowego uniwersum zgromadziła ludzi już w nim porządnie rozgoszczonych, sprawdzonych i kochanych przez czytelników. To jednak nie oznacza, że nie będzie niespodzianek.

Everafter nie jest historią noir jak Wolf, nie do końca zachowuje także nastrój Baśni. Sprawia raczej wrażenie komiksu o superbohaterach lub superszpiegach, czegoś bliskiego może X-Menom, może science-fiction z elementami magii. Teraz będzie trochę spoilerów, więc jeśli jeszcze nie skończyliście oryginalnego cyklu, możecie chcieć ominąć resztę akapitu. Świat bardzo się zmienił, od kiedy upadł Baśniogród, wielu Baśniowców wróciło w strony rodzinne lub ruszyło odkrywać nowe światy. Tymczasem w naszym, opanowanym dotąd jedynie przez technologię świecie pojawiła się magia, zyskując od razu status największego zagrożenia – jak nowa, przesadnie potężna broń, która może łatwo wpaść w niepowołane ręce.

Everafter 2

Głównymi bohaterami Everafter są Bo Peep (kiedyś dziewczynka szukająca swojej owieczki), Peter Piper (młodszy brat Flecisty z Hameln) i Connor Wolf, syn Bigbiego i Śnieżki. Tworzą doborową drużynę tajnych agentów mających tropić i eliminować… magiczne abominacje? Nowych baśniowców? Zobaczycie, że bardzo wiele będzie zależało od sposobu nazywania zwykłych ludzi nagle obdarzonych mocą, choć wytyczne agencji są jasne: tropić i eliminować. W Pandora Protocol pojawi się także Hansel, wielki baśniowy inkwizytor, personifikacja wspomnianych instrukcji. O ile nałogowy palacz czarownic i młody wilk są ważnymi bohaterami oryginalnej serii, Bo i Peter zostali pożyczeni z jedynej powieści nie-graficznej towarzyszącej Baśniom, Peter and Max. Opowieść o Connorze ma kierunek jasno określony w ostatnim, sto pięćdziesiątym zeszycie Baśni – bo oprócz zakończenia zawiera on także migawki z przyszłości bohaterów. Pandora Protocol dzieje się dobrych kilka lat po oryginale, ale jeszcze przed zapowiedzianą w nim dorosłością wilczków. Sturges i Justus postawili na rozwijanie postaci z marginesów historii pisanych przez Willinghama, chcąc stworzyć własnych bohaterów – niekoniecznie zupełnie nowych, ale z czystą kroniką. Nadają im osobowości i przeszłości wiarygodne w kontekście pierwowzoru, jednak stanowczo autorskie. Poza tym pojawią się wymyślone już tylko przez nich dramatis personae.

Komiks Sturges, Justusa i Moora jest pełen akcji, jak na szpiegowską intrygę przystało. W pierwszych zeszytach pojawiają się zombie i ożywione miejskie legendy St. Louis, potem dochodzą do tego indiańskie artefakty, dawni bogowie i duchy przodków. Będą sceny walki, z dobrą choreografią, cwaniackie teksty i cięte riposty Connora, ale też rozważania nad naturą magii i tym, jak ją zdemaskować – a może kiedyś wpasować w zwykły świat. Bo Peep ma szansę stać się bardzo ciekawą, wielowymiarową postacią, już teraz wydaje się myślącą, samodzielną i nie biorącą niczego na wiarę bohaterką. Czasami kojarzyła mi się z Mockingbird, Barbarą Morse z Marvela, chociaż jej relacja z Peterem jest znacznie sympatyczniejsza niż związki Bobbi. Sturges obiecuje nam także ciekawe rozwiązania postaci Connora, który… to byłoby trochę za duży spojler, ale jeśli już przeczytaliście Baśnie, to wiecie, że jest chyba najzdolniejszym dzieckiem Śnieżki i Wilka. Poza tym dodatkowa, ostatnia historia o iluzjoniście Szymonie Nowaku ujawnia, że być może czeka nas wątek queer.

Everafter jest pełne akcji, energii i cwaniackiego, troszkę szczeniackiego humoru głównego bohatera. Póki co ten komiks wydaje mi się być bliżej rozrywki, a na pewno kina akcji, niż Baśnie. Gra nie tyle archetypami, co nowymi schematami z Bonda, Bourne’a czy nawet Kingsman. Pewne wątki obiecują jednak poważniejsze rozważania nad naturą magii, zwłaszcza wiążącymi się z nią zagrożeniami, a także przemianami, jakie z jej powodu zachodzą w tzw. zwykłym świecie. Pandora Protocol skupia się na historii polowania na pewną czarownicę, rozwiązanego fabularnie i filozoficznie naprawdę ciekawie i niejednoznacznie. Czytelnik zostaje w nim wrzucony w środek świata wielkich intryg i specjalistów, zupełnie dla niego nowy, jednak spójny i wiarygodny. Poza tym tę historię można spokojnie czytać nawet nie znając Baśni, ma funkcjonować w miarę niezależnie, znajomość oryginalnej serii jak na razie głównie pogłębia kontekst i nadaje nieco innego charakteru tej sensacyjnej opowieści.

Everafter 3

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Everafter Volume 1: Pandora Protocol
Wydawnictwo: DC
Autor: Lilah Sturges, Dave Justus, Travis Moore
Typ: komiks
Gatunek: fantasy
Data premiery: 9 maja 2017
Liczba stron: 137

Agnieszka „Fushikoma” Czoska

Agnieszka „Fushikoma” Czoska

Mól książkowy, wielbicielka wilków i wilczurów. Interesuje się europejskim komiksem i mangą. Jej ulubione pozycje to na przykład Ghost in the Shell Masamune Shirow, Watchmen (Strażnicy) Alana Moora czy Fun Home Alison Bechdel, jest też fanem Inio Asano. Poza komiksami poleca wszystkim Depeche Mode Serhija Żadana z jego absurdalnymi dialogami i garowaniem nad koniakiem. Czasem chodzi do kina na smutne filmy, kiedy indziej spod koca ogląda Star Treka (w tym ma ogromne zaległości). Pisze także dla Arytmii (arytmia.eu).