Ex Machina 1

Fantastyczna sytuacja na rynku komiksowym w Polsce, jakiej obecnie doświadczamy to stan, o którym kilka lat temu można było jedynie pomarzyć. Tym bardziej cieszy mnie fakt, że wśród prawdziwego zalewu tytułów wydawanych każdego miesiąca, wydawnictwo Egmont mocno promuje komiksy z linii wydawniczej Vertigo. Jednym z takich tytułów jest recenzowany Ex Machina. Tytuł ten nad Wisłą przeszedł nieco bez echa, a więcej rozgłosu zyskały wydane w podobnym okresie 100 naboi czy TransMetropolitan. Niniejszą recenzją postaram się odpowiedzieć na pytanie czy i dlaczego warto się dziełem Briana K. Vaughana zainteresować.

Scenariusz kręci się wokół dość interesujących postaci i wydarzeń, które niezbyt często widuje się na kartach komiksu. W wyniku pewnych wydarzeń inżynier Mitchell Hundred zyskuje zdolność komunikacji z maszynami i wydawania im poleceń. Sama zdolność daje pole do szerokiego popisu, jednak autor Sagi idzie dalej, szybko przekształcając głównego bohatera z zamaskowanego superherosa w burmistrza Nowego Jorku. Dopiero tutaj, przy politycznych niuansach i zawiłościach seria nabiera rumieńców. Pierwszy tom stanowi natomiast bardzo interesujący i wciągający wstęp do dłuższej serii, jaką jest Ex Machina. Czytelnicy dostają więc zarówno superhero, jak i wątki polityczne, często aktualne również dziś, choć sama seria ma na karku kilka dobrych lat. Codzienność polityka bywa równie problematyczna co działalność zamaskowanego herosa i takie właśnie wydarzenia, jakie ukazuje Vaughan, potrafią niezwykle wciągnąć. Karty komiksu przewraca się w zawrotnym tempie w celu poznania dalszych losów bohaterów. Muszę jednak przyznać, że momentami polityczne niuanse potrafią być lekko nużące. Sposób przedstawienia historii oraz narracja również są nieco nietypowe dla gatunku, i scenarzysta umiejętnie przeplata ze sobą linie czasowe i stosuje liczne retrospekcje w odpowiednim celu. I to działa, również mając wpływ na przystępność komiksu oraz chęć do jego dalszego zgłębiania.

Ex Machina 2

Rysunki Tony’ego Harrisa świetnie przedstawiają historię stworzoną przez scenarzystę. Są one bardzo dobrym elementem składowym całości. Początkowo barwy i użyta paleta wydawały mi się zbyt jasne, a kolory bez większego nasycenia i kontrastu wręcz wyblakłe. Jednak w połowie tomu przestałem zwracać na to uwagę, nieustannie podziwiając szczegóły i pieczołowitość detali, jaką oddał rysownik. Emocje na twarzy postaci, wszelkie cienie czy zmarszczki są tu bardzo wyraźne. Ba, na upartego da się nawet policzyć zarost jednego z bohaterów. Spora w tym zasługa bliskich kadrów i zbliżenia na twarz, których w komiksie jest sporo. Ma to swoje zastosowanie przy sporej momentami liczbie dialogów. Nie sposób pomylić tu ze sobą różnych ludzi, co w innych komiksach może się zdarzać. Cieniowanie momentami zawiera drobne nieścisłości (wszystko rzuca cień, momentami aż zbyt wiele), a tła bywają momentami puste, jednak to drobne mankamenty. Na uwagę zasługują również świetnie oddane efekty pogodowe.

Ex Machina 3

Warto więc moim zdaniem zapoznać się z serią Ex Machina. To niezbyt często eksploatowana w komiksie tematyka, podana przy tym w całkiem dobry sposób. Jeżeli lubisz superhero w temacie lekkiego cyberpunku, zawiłości fabularne, w tym i polityczne, to zdecydowanie jest to seria dla Ciebie. Na tom pierwszy składa się pierwsze jedenaście zeszytów serii. Całość została wydana w twardej oprawie, z częściowo lakierowaną okładką. Tom zawiera także sporo dodatków, takich jak szkice czy komentarze twórców, a także przedmowę autorstwa Brada Meltzera. Nie wyłapałem żadnych wpadek w tłumaczeniu, a jakość samego papieru jest zadowalająca.

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu Egmont.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Ex Machina
Wydawnictwo: Egmont
Autorzy: Brian K. Vaughan (scenariusz), Tony Harris, Tom Feister (rysunki)
Typ: komiks
Gatunek: fantastyka
Data wydania: 17.05.2018
Liczba stron: 276

Dodaj komentarz

avatar