Recenzja komiksu Fables Volume 3/Baśnie: Kroniki Miłosne

Baśnie: Kroniki Miłosne

Na farmie już pozamiatane po rewolucji, Róża dogląda nowych, lepszych Świnek, Śnieżka wróciła do zarządzania miastem… Co jednak nie znaczy, że w Baśniogrodzie panuje spokój. Po pierwsze, magii grozi demaskacja przez tropiciela teorii spiskowych i wampirów. Po drugie, Złotowłosa kręci z Sinobrodym. Chociaż, gdy pomyśli się o jego przeszłości, nie wiadomo, kto tu jest w opałach. A po trzecie – jakaś chemia działa między Śnieżką i Bigbim.

Jak widać, w trzecim tomie sporo się dzieje, a to tylko streszczenie wątków z jego głównej części i (trochę niezależnego) opowiadania narysowanego przez Lana Medinę. Pierwszy rozdział komiksu to jednak coś z zupełnie innej beczki: przygody Jacka (niejakiego Pogromcy Olbrzymów) podczas wojny secesyjnej. Za grafikę odpowiada tu Brian Talbot, znany na przykład z The Red Virgin and the Vision of Utopia. Także ostatni odbiega od głównego wątku: to historia liliputów, którzy wykradają z biura  magiczne nasiona w nadziei, że wyrosną z nich malutkie (i przychylne) dziewczęta, zilustrowana przez Lindy Medley. Zebrane tu epizody mają różnych rysowników i nastrój: te wspomniane wyżej są lekkie i komediowe, podczas gdy kontynuacja głównego wątku Baśni to pełna akcji sensacja.

Skoro sensacja, musi być reporter. Tommy Sharp odkrył, że w Nowym Jorku żyją istoty nieśmiertelne i niestarzejące się – krótko mówiąc, wampiry. Niezależnie od tego, czy Baśniowcy zostaliby zdemaskowani jako to, kim są, czy jako krwiopijcy, sytuacja zrobiła się niebezpieczna. Zamieceniem wszystkiego pod dywan zajmie się Wilk, z pomocą jednej z tajnych magicznych broni, Śpiącej Królewny, Pinokia (jeśli się wyda, Tommy będzie potrzebował domu w Europie jak Polański) oraz Sinobrodego. Co do wielokrotnego wdowca, wszyscy wiedzą, że jest przebiegłym gangsterem i nie ceni subtelnych rozwiązań, ale nikt nie potrafi mu na razie nic udowodnić. Stąd niegasnąca niechęć między nim i Bigbim, starającym się trzymać swoją watahę w możliwie największej praworządności.

Tan męski konflikt raczej nie będzie początkiem pięknej przyjaźni. Jak wspomniałam, Siwobrody działa wspólnie ze Złotowłosą. Wyraźnie uznała ona, że kapitalista też może przydać się rewolucyjnej sprawie… Albo on, że sprawa przyda się jemu. W każdym razie tworzą zgrany łajdacki duet, przed którym Bigby i Śnieżka muszą uciekać do lasu. Ta część trzeciego tomu jest, moim zdaniem, najlepsza. Willingham i Buckingham umieszczają tę dwójkę w jednym namiocie, co jest dla bohaterów wyjątkowo skomplikowane. Może i mają się ku sobie, ale nie są nastolatkami na obozie. Muszą współpracować, bo grozi im śmierć, ale każde jest bardzo samodzielnym dorosłym człowiekiem, który nie oddaje łatwo swojej prywatności. Napięcie spada, gdy Wilk pokazuje swoją prawdziwą postać: jest wielki, piękny, ma lśniące czarne futro, emanuje siłą i naturalną pewnością siebie. Każda dziewczyna chciałaby z takim biegać po puszczy: syn Północnego Wiatru i wilczycy to czysta wolność. Bohaterowie zostaną jednak odnalezieni przez zamachowca, pobyt w lesie skończy się więc długą bójką wyraźnie i boleśnie pokazującą, jak trudno pokonać sławnego Baśniowca.

A potem… potem wszyscy będą musieli żyć dalej. Ucieczka ma konsekwencje, które wpłyną na dalsze losy całego Baśniogrodu. Nie wydarzy się „żyli długo i szczęśliwie”, być może dlatego, że Bigby ma swoje przekonania i model męskości każący mu czasem skłamać dla czyjegoś dobra. Ta historia jest przełomowym punktem całego komiksu, Willingham przyznaje, że pokazane tu decyzje, błędy i emocje określiły dalszy rozwój akcji prawie do finału. W tym tomie, mimo że jest poskładany z tak różnych elementów, widać wreszcie, czym Baśnie mają być. Na przykład, że ich bohaterowie, po tylu wiekach i rozmaitych doświadczeniach, mają wielowymiarowe osobowości. Przykładem są nie tylko Śnieżka i Wilk, ale także Książę, który okazuje się niekoniecznie (jedynie) babiarzem i egoistą.

Willingham powiedział (w wywiadzie), że opowiada o tym, co się stało z naszymi przyjaciółmi z dzieciństwa. Przez dłuższy czas o nich nie myśleliśmy, zupełnie zniknęli nam z oczu, żadnych plotek, cisza. A teraz wracają, a my nic nie wiemy. „Pojawiają się pewnego dnia, siadacie razem przy stole w kuchni i nadrabiacie wszystko, co się ostatnio wydarzyło” („They show up one day and you're going to sit around the kitchen table and catch up on what's happened lately.”). To oczywiste, że po tylu latach jest tego mnóstwo, a oni się zmienili. „'Och, zadziwiające, jak bardzo się zmieniłeś'. To tu opowiada się historię z Baśni” („'Oh I'm surprised that you changed that much. That's where the Fables story is told.”). Na pewno nie wierzą już naiwnie w szczęśliwe zakończenia, a zwłaszcza w „już na zawsze”. Nie są już też tamtym kujonem, okularnikiem, grubaskiem, ani nawet klasową maskotką. Chcą dla siebie nowych opowieści, które sami napiszą.

Agnieszka „Fushikoma” Czoska

Agnieszka „Fushikoma” Czoska

Mól książkowy, wielbicielka wilków i wilczurów. Interesuje się europejskim komiksem i mangą. Jej ulubione pozycje to na przykład Ghost in the Shell Masamune Shirow, Watchmen (Strażnicy) Alana Moora czy Fun Home Alison Bechdel, jest też fanem Inio Asano. Poza komiksami poleca wszystkim Depeche Mode Serhija Żadana z jego absurdalnymi dialogami i garowaniem nad koniakiem. Czasem chodzi do kina na smutne filmy, kiedy indziej spod koca ogląda Star Treka (w tym ma ogromne zaległości). Pisze także dla Arytmii (arytmia.eu).