Recenzja komiksu Fight Club 2

001

Fight Club – powieść amerykańskiego pisarza Chucka Palahniuka zaskarbiła sobie uznanie ludzi głównie przez świetną ekranizację z Edwardem Nortonem i Bradem Pittem w rolach głównych. Historia obraca się wokół bezimiennego narratora, który padł ofiarą rozgrywanego każdego dnia na naszych oczach „wyścigu szczurów”. Mimo dobrze płatnej pracy i ładnego mieszkania odczuwa niechęć do życia i wewnętrzną pustkę. Wszystko się zmienia, gdy poznaje Tylera Durdena – ucieleśnienie wszystkich swoich pragnień: braku przywiązania do pieniędzy, dystansu do świata i egocentryzmu. Gdy drogi obu panów się krzyżują, życie narratora obraca się o 180 stopni, zaś my doświadczamy dwóch godzin rewelacyjnego kina pokazującego walkę o samego siebie. Czas ten jednak się szybko kończy, a widz zostaje z uniwersalnym pytaniem o dalsze losy naszej postaci. I w tym momencie zaczyna się fabuła Fight Club 2.

Akcja komiksu, autorstwa samego Palahniuka, rozgrywa się dziesięć lat po finale pierwowzoru. Narrator, ochrzczony imieniem Sebastian, znowu prowadzi nudną, pozbawioną sensu egzystencję rozbijającą się między pracą, rodziną i kolejnymi blistrami przyjmowanych tabletek. Marla, żona bohatera, zawiedziona obecną postawą męża, postanawia znowu wprowadzić Tylera do jego życia. Nie jest jednak świadoma, że tym samym skazuje Ziemię na zagładę z rąk Durdena. Na dodatek dom Sebastiana zostaje spalony, zaś jego syn uprowadzony. Naszemu narratorowi nie pozostaje nic innego jak znowu zmierzyć się ze swoimi demonami i ocalić ludzkość przed diabolicznymi zamiarami Tylera.

012

Fight Club 2 został wydany w formie 10 zeszytów z rysunkami Camerona Stewarta i Davida Macka. W tej chwili musiałem przerwać na paręnaście minut pisanie tej recenzji, ponieważ ciężko mi było jakkolwiek odnieść się do tego, co dzieje się na kolejnych stronach opowieści. Dzieło Palahniuka to kolekcja coraz to większych absurdów, które byłyby dobrą podstawą do jakiejś taniej parodii, a nie psychologicznego thrillera. Pierwowzór miał swój unikalny, mroczny klimat. W komiksie niestety tego nie ma. Zamiast tego mamy głupoty- takie jak Marla walcząca na Bliskim Wschodzie, powiązania Tylera z ISIS czy też atak dzieci z progerią na twierdzę. Całość ma swoje fabularne tło, lecz poszczególne fragmenty nie kleją się i w całej historii łatwo się niestety pogubić.

Dodatkową rzeczą, która była ogromnym plusem oryginału, a nie zagrała w sequelu, jest sposób przedstawienia więzi między narratorem i Tylerem. Jeżeli nie oglądałeś filmu czy też nie czytałeś książki, polecam pominąć następne zdanie, gdyż odkrywa największy twist fabularny. Pierwotnie Palahniuk bawił się z nami przez większość czasu ukrywając fakt, że nasz bohater i Durden to ta sama osoba, momentami tylko dając subtelne aluzje pozwalające odkryć prawdę. Tutaj niestety autor w moim odczuciu znów zepsuł swoją robotę. Między postaciami nie ma żadnych powiązań, każda gra osobno – mimo, że cały czas mają ze sobą do czynienia. Doskonale rozumiem, że ciężko dwa razy zaskoczyć czytelnika tym samym zabiegiem, ale relację tej dwójki można było przedstawić w znacznie lepszy sposób.

Oddzielny akapit muszę poświęcić osobie Marli. Ta w Podziemnym Kręgu (w filmie rolę zagrała fenomenalna Helena Bonham Carter) stanowiła osobę odciętą od świata, może trochę szaloną, ale mimo wszystko roztropną i odnajdywała się w dziwactwach narratora. Miała też świadomość niebezpieczeństwa, jakie sprowadza ze sobą postać Tylera. Tak więc nie wiem, z jakiej racji Palahniuk uznał, że wiedząc o tym wszystkim lekkomyślnie ściągałaby Durdena z powrotem dla głupiej nadziei „romansu”. W związku z tym zdarzeniem w komiksie odgrywa postać negatywną, co nie pasuje do obrazu, jaki przedstawia sobą Marla Singer. Ogółem często można odnieść wrażenie, że przy Fight Club 2 autor chciał spróbować zagrać na tych samych emocjach innymi instrumentami i niestety poległ w tej walce; może nie na całej linii, ale dość dobitnie.

042

Nie mam za to żadnego zarzutu, jeśli chodzi o rysunki prezentujące się na kartach komiksu. Duet Stewart i Mack dał radę, postacie są ładne i przyjemne dla oka. Widać też próby odwzorowania szaleństwa ogarniającego Sebastiana i z radością powiem, że sztuka ta czasami rzeczywiście im się udała. Pracę twórców osobiście oceniam na plus, lecz polecam obejrzeć zamieszczone w recenzji rysunki i samemu zawyrokować o ich jakości.

Fight Club 2 miał ambicję zawojować swoim psychologicznym klimatem trzecie medium, zaraz po literaturze i kinematografii. Niestety tutaj autor serii się nie odnalazł, podchodząc do sprawy zbyt pokazowo, licząc, że fanów bardziej zainteresuje ciągła akcja na ekranie niż wewnętrzna walka głównego bohatera. Dla entuzjastów serii pozycja obowiązkowa – tylko dlatego, że pokazuje, jak prezentuje się ciąg dalszy wg Palahniuka. Natomiast całej reszcie polecam przeprowadzić poszukiwania dobrego komiksu gdzieś indziej.

 

 

Tomasz „Snah” Rosłon

W skrócie na mój temat: zmęczony student, zawzięty rzeźbiarz tekstów, entuzjasta dobrej książki, oddany gracz. Urodziłem się w 1995 roku i jestem rówieśnikiem takich filmów jak Desperado i Batman Forever. Wolny czas spędzam przy dobrym kryminale lub innej wciągającej produkcji. Swoją karierę recenzencką prowadzę nieprzerwanie od 2013 roku tworząc mniej lub bardziej udane oceny wszelkiej maści tytułów. Do ekipy NTG trafiłem przypadkiem i zostałem na dłużej. W chwili, gdy to czytasz jestem dumnym redaktorem bloga i troskliwym członkiem ekipy.