Frankenstein Underground1

Hellboy po kilkudziesięciu latach komiksowej walki o ocalenie świata i własnej tożsamości został przez swego twórcę, Mike’a Mignolę, wysłany na emeryturę. Trudno mi uwierzyć, jak i zapewne większości fanów, że piekielny chłopiec opuścił nas na dobre. Kończąca jego dotychczasową historię Karta śmierci sugeruje, że nie musi to być jednocześnie ostatnia karta w talii, jaką posługiwał się do tej pory z wielką wprawą amerykański twórca. Ci, którzy śledzili jej kolejne rozdania, znają ją niemal na wylot, a mimo to wiedzą, że potrafi odsłonić niespodziewaną sekwencję, każdorazowo niesie zaś emocje, jakich spragnieni są miłośnicy grozy. Mity, podania, apokryfy, symbole w źródłowej i pulpowej postaci złożyły się na pojemne, a przy tym spójne uniwersum. Na jego obszarze drogi Hellboya i postaci o jednym z najbardziej rozbudowanych przez popkulturę CV – potwora Frankensteina – przecięły się tylko raz.

Moment zawarcia tej przelotnej znajomości prezentuje historia, która w Polsce ukazała się pod tytułem Hellboy w Meksyku i weszła w skład tomu Piekielna narzeczona i inne opowieści. I może to właśnie pogawędka z Hellboyem tuż po stoczonej z nim na zapaśniczym ringu walce pomogła potworowi w podjęciu decyzji o wyrwaniu się z rąk wykorzystujących go dręczycieli. Jaką drogę otworzył przed nim ten krok? Odpowiedzią jest miniseria Frankenstein Underground, sygnowana nagłówkiem From the Pages of Hellboy i, oczywiście, nazwiskiem odpowiedzialnego za scenariusz Mignoli. Rysunki są dziełem Bena Stenbecka, z którym Mignola współpracuje z dobrym skutkiem przy serii Baltimore, zaś kolor – niekwestionowanego mistrza w swoim fachu – Dave’a Stewarta, od początku związanego z Hellboyem.

Frankenstein Underground2

Akcja ma miejsce w 1956 roku w Meksyku. Ranny podczas ucieczki potwór trafia do wznoszącego się pośród lasów zigguratu, gdzie spotyka starą kobietę, przez miejscową ludność uważaną za wiedźmę. Ona to zwraca uwagę zbiega na nieprzypadkowość jego pojawienia się w tym właśnie miejscu o tej właśnie porze i wysłuchuje wyznań udręczonego własnymi czynami monstrum. Doraźną terapię przerywa żeński demon, mający za zadanie przejęcie dzieła Frankensteina i dostarczenie go do siedziby znanego w świecie Hellboya okultysty i kolekcjonera osobliwości, Marquisa de Fabre’a. Wprawdzie misja zostaje przerwana, ale wskutek utarczki z demonem kobieta umiera, zostawiając potwora z wzmagającym się poczuciem winy za jej śmierć. Rzucając wyzwanie bogom, których monumentalne rzeźby świadkowały całemu wydarzeniu, potwór doprowadza do zawalenia się części świątyni i trafia do miejsca, które w swym zakładającym zasłużoną karę przekonaniu utożsamia z piekłem. Utwierdzają go w tym dalsze wydarzenia, gdy po spotkaniu z piekielnymi stworami zostaje pojmany przez demony i, zakuty w kajdany, wraz z szeregiem innych potępieńców przywiedziony przed oblicze samego diabła. Taki obraz sugeruje znana potworowi chrześcijańska wizja pośmiertnej sprawiedliwości.

Fakty przedstawiają się jednak inaczej. Domniemane piekło okazuje się rozległym światem, wypełniającym wnętrze ziemi, nieprzyjazne demony zamieszkującą go pierwotną rasą, Lucyfer zaś nazywa się William Rose i jest emisariuszem z ramienia okultystycznego towarzystwa z siedzibą w Paryżu. Powierzone mu zadanie kolonizacji podziemnego terytorium nie zakończyło się zgodnie z proroctwem królowej bractwa – ekspedycja dociera do ruin miasta zaginionej, hyperboreańskiej cywilizacji zdziesiątkowana. Miejsce emanuje aurą zdolną przywracać życie (wskrzeszona zostaje zmarła podczas wyprawy córka Rose’a) ale oprócz dowodów minionej świetności skrywa w sobie też znacznie mroczniejszy sekret, świadectwo zwyrodnienia, które doprowadziło do jego upadku. Teraz ponownie, wykorzystując osobę Rose’a, demoniczna, pradawna moc szykuje się do zniszczenia świata mieszczącego się zarówno pod, jak i na powierzchni ziemi. Czy obecność potwora zmieni coś w układzie sił?

Frankenstein Underground3

Powyższy opis wszystkim zaznajomionym z historią Hellboya musi wydać się znajomy. Mignola całkiem serio spełnia złożoną na okładce obietnicę – zarówno świat, jak i konflikt skupiają w sobie to, co jest esencją jego stylu. Zestawienie wątków biblijnych i teozofii, odkurzanie motywów będących niegdyś pożywką świadomości masowej i ich literackich czy paranaukowych opracowań, ukłony w stronę dziedzictwa popkultury, kontynuacja linii lovecraftiańskiej grozy – Frankenstein Underground ma to wszystko. Mignola tym razem posiłkuje się teorią pustej Ziemi autorstwa żyjącego na przełomie XVIII i XIX wieku amerykańskiego filozofa przyrody, Johna Clevesa Symnesa. Pojęcie vrilu (uniwersalnej, współtworzącej świat energii) przyswaja od poprzedzającego Lovecrafta Brytyjczyka, Edwarda Bulwer-Lyttona. Cały świat czyni zaś pokrewnym temu, jaki w swym cyklu o Pellucidarze przedstawił Edgar Rice-Burroughs. Podobnie jak w swych filmach Tarantino, Mignola podkreśla te zależności, zachęcając czytelnika do samodzielnego poszerzania kontekstów.

Frankenstein Underground4

Kluczowe dla prezentowanej fabuły pozostaje wszak autorskie opracowanie historii potwora Frankensteina. Jej bieguny wyznacza literacki pierwowzór i popkulturowy wizerunek związany z aktorską kreacją Borisa Karloffa. Mignola, zgodnie z podawanymi w wywiadach wyjaśnieniami, celuje gdzieś pomiędzy. I rzeczywiście – jego wersja monstrum nie posuwa się do tak złożonej autoanalizy, jaką zawiera powieść Mary Shelley, ale nie jest też umysłowym klocem. Ściera się ze swym „nieludzkim” pochodzeniem i prezentuje przy tym „ludzkie”, choć nie zawsze szlachetne uczucia. Mając na uwadze historię Hellboya czy jego kolegów z B.B.P.O., to jest Abe’a Sapiena i homunkulusa Rogera, nie jest to niczym nowym, ale w połączeniu z ikonicznym wizerunkiem wciąż działa.

Duża w tym zasługa konsekwentnie stosowanej stylistyki graficznej – Stenbeck sprawdza się (podobnie jak w wypadku samego Hellboya Duncan Fegredo) jako nieodrodny uczeń mistrza. Oczywiście chciałoby się, żeby sam Mignola narysował więcej niż okładkę (miniseria liczy pięć zeszytów, których okładki zostały włączone do wydania zbiorczego), ale patrząc na charakterystyczne ujęcia budowli, ich detali i powracających w kadrach reliefów oraz rzeźb, nie ma się czego przyczepić. Kreska Stenbecka nadaje postaciom miększe rysy i jest bardziej szczegółowa, za to układ kadrów, sposób opowiadania, operowanie plamą czerni i konturem noszą bez wątpienia mignolowski sznyt, perfekcyjnie służący klimatowi grozy.

Frankenstein Underground5

Podsumowując – Frankenstein Underground to obowiązkowa pozycja dla wszystkich fanów Hellboya. Ci zaś, którzy nie znają sztandarowej serii Mignoli, mogą spokojnie potraktować komiks jako rozbudowany teaser. Oczywiście potwór Frankensteina to nie Hellboy, nie ma co liczyć na charakterystyczne riposty i czarny humor (choć polski czytelnik z pewnością uśmiechnie się na wiadomość, że towarzysz Rose’a to doktor o nazwisku Lubitsch!) ale w prezentowanej objętości historia nie nabiera przesadnego patosu. Finał powinien usatysfakcjonować każdego, komu bliski jest literacki pierwowzór, a pasjonaci Mignolowskiego uniwersum odkryją kilka nowych faktów na temat jego apokaliptycznego monopolisty, Ogdru Jahada.

Dla tych ostatnich stojący za prezentowanym tytułem autorski duet opracował już kolejny spin-off. Nosi on tytuł Koshchei the Deathless. Pierwszy z planowanych sześciu zeszytów już ukazał się w USA. Cóż… Czekamy!

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Frankenstein Underground
Wydawnictwo: Dark Horse Comics
Scenariusz: Mike Mignola
Rysunki: Ben Stenbeck
Kolory: Dave Stewart
Typ: Komiks
Gatunek: Horror
Data premiery: 08.12.2015 r.
Liczba stron: 144

PRZEGLĄD RECENZJI
NASZA OCENA
8.0
KOREKTADeneve
Poprzedni artykułPod osłoną nocy, czyli recenzja komiksu Moon Knight Tom 1: Z martwych
Następny artykułRecenzja książki Zmiana (trylogia Silos 2)
Łukasz
Dzieciństwo spędziłem przy komiksach TM-Semic, konsoli Pegasus i arcade’owych bijatykach. Od kilkudziesięciu lat sukcesywnie podnoszę stopień czytelniczego wtajemniczenia, nie obierając przy tym szczególnej specjalizacji. Fascynują mnie mity, folklor, omen, symbole – wszystko, co tworzy panoptyczny rdzeń ludzkiej wyobraźni. Estetycznie i duchowo czuję się związany z modernizmem, ale dzięki dzieciom i znajomym udaje mi się utrzymywać niezbędny poziom cywilizacyjnej ogłady. Nałogowo wizytuję antykwariaty książkowe i sklepowe działy słodyczy. Piszę też dla wortalu i czasopisma Ryms.

Dodaj komentarz

avatar