And all that I need now is someone
With the brains and the know-how
To tell me what I want… anyhow

– Aimee Mann, Ghost World

Są takie opowieści, do omawiania których podchodzi się z klinicznym chłodem, i takie, do których zdecydowanie chce się zabrać z bardzo osobistego punktu widzenia. Ghost World w moim przypadku zalicza się do tej drugiej grupy, jednocześnie stanowiąc jedno z najwybitniejszych osiągnięć komiksowych w dziejach. Coś, co fanom superhero zapewne do gustu nie przypadnie, ale każdemu miłośnikowi ambitnych, zaangażowanych i dogłębnie poruszających powieści graficznych dostarczy prawdziwej uczty dla zmysłów i umysłu.

Enid i Rebecca to dwie nastolatki, które kończą właśnie liceum. Ponieważ nie wybierają się na studia, muszą w końcu porzucić swój młodzieńczy bunt i spoważnieć, poszukać sobie pracy, odnaleźć się w dorosłym życiu. Ale nie chcą, a na dodatek w małej mieścinie nie mają zbyt wielkich perspektyw. Może by więc tak stąd uciec? W tych ostatnich dniach ich młodzieńczej wolności, wśród nastoletnio-dorosłych spraw i w otoczeniu wszelkiej maści dziwaków, przekonują się, ile warte były ich marzenia, przekonania i przyjaźń, która je łączyła…

A zatem, zanim przejdę do właściwego omawiania Ghost World , pozwólcie na chwilę prywaty. Moja przygoda z tą opowieścią zaczęła się od udanej filmowej adaptacji Terry’ego Zwigoffa, w czasach, kiedy w miarę regularnie sięgałem po magazyn Premiery , do którego była dołączona płytka DVD właśnie z tą produkcją. Cóż, bardziej interesował mnie wówczas Słoń Gusa Van Santa dzielący z GW miejsce na dysku, niemniej i ta produkcja z jedną z nielicznych dobrych ról w karierze Scarlett Johansson jak najbardziej przypadła mi do gustu. Kiedy więc jakiś czas potem pojawiło się polskie wydanie komiksu, nie mogłem po niego nie sięgnąć. A że fakt ten mniej więcej zbiegł się z moją maturą, na której omawiać miałem temat Komiksy i ich filmowe adaptacje… Sami możecie się domyślić, co było dalej. Ghost World (zaraz obok Sin City – wybranego poniekąd z uwielbienia serii, a poniekąd z przekory wobec oczekiwań egzaminatorów – i The Ghost in the Shell ) stał się jedną z pozycji, na których skupiłem się najmocniej. Rzecz idealnie pasująca do egzaminu dojrzałości, bo o wkraczaniu w dorosłe życie opowiadająca. Poza tym sama matura była dobrą zabawą (choć raczej żenującą poziomem, bo nikt z komisji nie zadał sobie trudu choćby zapoznania się z opisami omawianych przeze mnie dzieł), temat i te historie stanowiły jedynie dodatki, ale wciąż, kiedy do nich wracam, budzą sentymenty związane z tamtym okresem.

Na sentymentach jednak daleko zajść się nie da. Do wielu historii żywię takie uczucia, ale nie jestem ślepy na ich błędy. W wielu przypadkach to koszmarki, które tylko dziecku mogły przypaść do gustu. Z Ghost World jest inaczej. Zachwyciło mnie przed laty i zachwyca nadal. To opowieść nostalgiczna, trochę smutna, trochę wesoła, czasem depresyjna, czasem pełna radości i podniecenia związanego z wkraczaniem na nieznaną ścieżkę. Ale przede wszystkim pełna obaw, co czeka nas za rogiem. I świadoma nudy, która płynie z monotonni dojrzałego życia. Bohaterki starają się zachować jak najwięcej z młodych siebie, coś z dzieci, coś z nastolatek. Nie chcą być dorosłe, ale muszą takie się stać. Rzeczywistość weryfikuje ich marzenia, plany… Chciałyby, aby ktoś rozwiązał to wszystko za nie, a jednocześnie chcą decydować o sobie. Kto z nas tego nie zna? Clowes wszystko to serwuje nam z realizmem, ale zarazem lekkością i genialnym wyczuciem materiału. Elementy poważne idealnie uzupełniają się z zabawnymi, bohaterowie – nie tylko główne bohaterki – psychologicznie są skrojeni na naprawdę świetnym poziomie, a całość, choć złożona z krótkich scenek obyczajowych, przegadanych niczym filmy Kevina Smitha, porusza, emocjonuje i wciąga dalece bardziej niż wszystkie epickie komiksy rozrywkowe.

Ale siła tej życiowej natury Ghost World wynika nie tylko z talentu autora, ale też i faktu, że zaadaptował tu rzeczy zaczerpnięte z własnej biografii. Do tego fikcyjne miasto z albumu to połączenie Los Angeles i San Francisco – czyli miejsc, w których Dan Clowes mieszkał. Sam tytuł zaczerpnięty został z graffiti, jakie autor widział kiedyś na murze budynku w Chicago. Do tego wszystkiego doszły inspiracje filmem Świat Henry’ego Orienta i powieścią Buszujący w zbożu (a przy okazji warto nadmienić, że komiks zainspirował, marną co prawda, ale jednak, piosenkę Aimee Mann, pod takim samym tytułem). A wszystko to absolutnie genialnie w swej prostocie zilustrowane, kreską czystą, świetnie oddającą wszystkie aspekty opowieści i pod wieloma względami przypominającą prace Charlesa Burnsa. Efekt finalny zwala z nóg i zachwyca niezależnie od tego, ile razy czyta się ten komiks, a po lekturze film staje się ciekawszym doświadczeniem. Jeśli więc jeszcze nie znacie Ghost World , teraz macie okazję nadrobić ten błąd. To wielkie dzieło, bliskie ideałowi. Coś, w czym każdy odnajdzie cząstkę siebie. Jeśli kochacie dobre powieści graficzne, nie wyobrażam sobie, byście mogli ominąć ten tytuł.

Dziękuję wydawnictwu Kultura Gniewu za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Szczegóły:

Tytuł: Ghost World
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Typ: komiks
Gatunek: obyczajowe
Data premiery: styczeń 2019
Scenariusz i rysunki: Daniel Clowes

Dodaj komentarz

avatar