Nie wywołuj rekina z lasu, czyli recenzja komiksu GrizzlyShark

GrizzlyShark cover

Teoria ewolucji, przedstawiona w przeszłości przez sławnego przyrodnika Karola Darwina, wywróciła świat nauki do góry nogami. Dzieło O powstaniu gatunków (ang. On the Origin of Species) stało się pozycją obowiązkową na wszystkich uczelniach, jak i innych, podobnych im instytutach. A co jeśli na Ziemi żyją nieznane nam – ludziom gatunki, które nie tylko przeszły zaawansowaną metamorfozę, ale mogą równie dobrze stanowić brakujące ogniwo w darwinowskiej teorii?

 GrizzlyShark 6y6

Na rynku trafić można na komiksy nudne. Nie brakuje również tych wywołujących niedosyt, pomimo mocnego wstępu czy doskonałej fabuły. Zdarzają się też pozycje łamiące wszelkie schematy, groteskowe, wręcz makabryczne, zapewniające rozrywkę dla fanów gatunku. GrizzlyShark bez wątpienia zalicza się do tych ostatnich. Image Comics bez wahania wypuściło w tym roku na rynek krwawą i wręcz ocierającą się o kicz wizję Ryana Ottleya (znanego wcześniej choćby z Haunt czy też ze współpracy z Robertem Kirkmanem przy The Walking Dead). Osoba ta odpowiada nie tylko za scenariusz, ale również za walory wizualne. Na całość kompozycji składają się trzy powiązane ze sobą historie: GrizzlyShark, GrizzlyShark Returns oraz perełka w tym zestawieniu – GrizzlyShark vs SeaBear.

Powiadają, że królem dżungli jest lew – mimo że ten wielki kot jej nie zamieszkuje… Albo taki władca lasu. W zależności od szerokości geograficznej „korona z owoców leśnych” należy do żubra lub niedźwiedzia. A jeśli powiem wam, że prawdziwym królem tych dzikich terenów jest… ryba. I to w dodatku bardzo niebezpieczna ryba. Na pewno mi nie uwierzycie!

 GrizzlyShark 7i7

Co może zakłócić spokojną rodzinną atmosferę w pozamiejskiej głuszy? Niedźwiedź? Nie. Puma? Też nie. A może kosmici? Tak, ale nie w tej historii. Donnie wraz z ojcem, chcąc nieco ocieplić swoje relacje, wybierają się na męski wypad do lasu. Nieoczekiwanie natrafiają na leśnego… rekina! W dodatku bardzo głodnego rekina, dla którego świeże ludzkie mięso stanowi szczyt piramidy żywienia. Czy jest jakiś sposób, aby uchronić się przed tą maszyną do zabijania? Jakich zagrań trzeba się dopuścić, aby zwyciężyć w walce zwierzę czujące się pośród drzew jak ryba w wodzie (What The Fish?)?! Tytułowy GrizzlyShark to koszmar każdego dziecka i mokry sen niejednego myśliwego. Czy może być coś bardziej porąbanego od ryby skaczącej z drzewa na drzewo niczym Mowgli, oddychającej tlenem jak małpy i pojawiającej się znikąd, gdy miniaturowy atom krwi wymiesza się z powietrzem? A i owszem… cała ławica grizzlysharków! O tym jednak dowiadujemy się z drugiej części GrizzlyShark Returns, w której główny bohater Donnie wraz z nowym przyjacielem robią wszystko, by wydostać się z niebezpiecznej rafy, tfu, znaczy lasu. Walka z licznym wrogiem to nie przelewki. Na szczęście nie bez powodu homo sapiens znajduje się najwyżej w klasyfikacji ssaków i nasi bohaterowie szybko znajdują sposób na pozbycie się przerośniętych makreli. Z pomocą niemowlaka kanibala (a no!) konstruują pułapkę. Ale o tym dowiecie się z ostatniej, trzeciej części GrizzlyShark vs SeaBear. Zdradzę tylko tyle, że walka pomiędzy dwoma tytułowymi drapieżnikami będzie bardzo wyrównana. W międzyczasie, jak to we wcześniejszych częściach, poleje się krew w ilości przekraczającej wielką dolewkę znanej sieci gastronomicznej. Nie zabraknie też suchych kawałów, czarnego humoru i przede wszystkim… dobrej zabawy!

 GrizzlyShark 8i8

GrizzlyShark jest dla mnie czymś więcej niż tylko komiksem. To hołd oddany wszystkim horrorom klasy C, D, E etc. Scenariusz Ottleya jest prosty, choć pokręcony. Nie brakuje w nim absurdu i makabreski. To samo się tyczy jego rysunków, choć dodam jeszcze, że są w pełni wyraziste, a ich autor nie szczędzi szczegółów, by jak najlepiej odzwierciedlić nam swoją chorą wizję.

GrizzlyShark otrzymuje ode mnie wysoką notę, a wynika to z mojego umiłowania do takich produkcji. Więc jeśli, drogi czytelniku – podobnie jak ja – uwielbiasz czarny humor w jego najciemniejszym odcieniu, widoki latających kończyn i hektolitrów krwi nie obrzydzają cię tak jak teletubisiowe przytulanki, a specyficzne żarty, które z reguły wywołują zażenowanie, wprawiają cię w iście szampański nastrój – mogę podać ci rękę i zagwarantować, że historia o leśnym rekinie jest stworzona z myślą o tobie. Miłej lektury!

Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec

Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec

Rocznik ’88. Fan komiksu, dobrej książki i filmu. Lubi posłuchać ostrzejszych brzmień. Swój gust muzyczny przyprawia klasyką oraz muzyką elektroniczną. Nie znosi owijania w bawełnę i jak ognia unika „niepracującej szlachty” czy „absolwentów szkół robienia hałasu”. W wolnych chwilach poluje na prawdziwe pokemony, włócząc się z wędką wzdłuż brzegów Królowej Rzek, zdradzając ją chwilami z innymi ciekami i bajorami. Nieuleczalny fanatyk futbolu. Wielbiciel dobrego piwa i whisky. Czasem popełnia recenzje, by innym razem nabazgrolić coś z zupełnie innej beczki. Podczas ostatniego remontu w jego domu, jeden z majstrów stwierdził, że ma nierówno pod sufitem.