Nabici w butelkę. Recenzja komiksu Hal Jordan and The Green Lantern Corps Volume 2: Bottled Light (Rebirth)

Green Lantern Corps

Historie o Szmaragdowych Rycerzach stanowią mocny punkt DC Rebirth. Kiedy Jessica i Simon zajmują się ziemskimi sprawami (The Extinction Machines, Rage Planet, The Phantom Lantern), w kosmosie policyjna praca wre. W poprzednim tomie w eksplozji Świata Wojny zginęli Sinestro oraz Hal Jordan. Soranik – córka tego pierwszego wraz z garstką żółtych dezerterów sprzymierzyła się z Zielonymi Latarniami pod wodzą Johna Stewarta, by zmazać winy swojego despotycznego tatusia. Nie ma nawet czasu na opłakiwanie największego spośród Latarników, bowiem do odbiorników Korpusu dociera sygnał SOS z planety Xudar – ojczyzny ptasiogłowego Tomara-Tu, syna znanego polskim czytelnikom Tomara-Re. Mieszkańcy globu atakowani są przez nikogo innego jak Starro – kosmiczną jednooką rozgwiazdę, produkującą setki tysięcy dronów-pasożytów przejmujących kontrolę nad każdym, do kogo twarzy przylgną.

Bottled Light 001

John Stewart rzuca do obrony miasta wszystkie siły, pod strażą żyjącej planety Mogo – głównej kwatery Korpusu – pozostawiając Soranik oraz jej podwładnych. Ci jednak nie zagrzewają tam miejsca, bowiem chęć udowodnienia swych dobrych zamiarów jest silniejsza od lęku przed konsekwencjami. Zresztą byli żołnierze Sinestro okiełznali przecież strach, więc nie będą obawiać się jakiegoś tam ciała niebieskiego (a może… zielonego?). Atak Starro okazuje się natomiast niezbyt wysublimowanym podstępem – Zielone i Żółte Latarnie zostają dosłownie nabite w butelkę. Przyznam, że po dowódcy wszechświatowych sił policyjnych i byłym marine spodziewałem się dużo większej taktycznej zapobiegliwości. To, kto i dlaczego zastawił tę pułapkę, pozostawiam waszym domysłom. Z historii uniwersum DC znacie jednak co najmniej kilku kosmicznych kolekcjonerów okazów galaktycznej flory i fauny, chowających je pod szklanymi kopułami.

Bottled Light 002

W tym samym czasie, gdy Latarnicy próbują się wydostać z opałów, odwiedzamy szmaragdowe zaświaty. Hal Jordan spotyka tam wielu swoich starych znajomych (poległych Green Lanternów), nie zabawia jednak zbyt długo. Ocaleli z holokaustu zgotowanego przez Sinestro Strażnicy Wszechświata do spółki z Białą Latarnią – Kyle’em Raynerem – postanawiają bowiem przywrócić go do świata żywych. Powodem jest przepowiednia o nadchodzących trudnych czasach (jakby obecne były mało ciekawe). Jak zwykle w komiksach śmierć jest tylko stanem przejściowym – w tym przypadku wyjątkowo krótkim.

Bottled Light 003

Soranik i jej towarzysze udowadniają swą przydatność i dobrą wolę, dlatego pewnie zagoszczą w serii na dłużej – to akurat uważam za duży plus, otwierający drogę do wielu potencjalnych konfliktów fabularnych. Dobrze poprowadzone są postacie drugoplanowe, jak pozbawiony zmysłu wzroku (za to dysponujący słuchem absolutnym) Rot Lop Fan, poróżniony z matką Tomar-Tu, analityczny i logiczny Salaak, stary, dobry Kilowog oraz Kyle Rayner (chociaż skrzywdzono go na okładkowej grafice). W tomie znalazła się również jednoczęściowa historia ukazująca inwazję Starro z perspektywy zwykłych mieszkańców Xudaru, co mogłoby stanowić bardzo udany zabieg, brak tutaj jednak ładunku emocjonalnego – ot, potwory najeżdżają, a Latarnicy przybywają z odsieczą. Zero dramatyzmu. Jedynym interesującym elementem są przebłyski z przyszłości Korpusu – opowieść snuta jest bowiem wiele lat po wydarzeniach z Bottled Light.

Do tej pory chwaliłem wszystkie tomy z Green Lanternami z DC Rebirth; ba, ziemscy Latarnicy ratowali nawet słabiutką fabułę Justice League Volume 1. Tutaj jednak dostrzegam spadek formy Roberta Vendittiego – całą historię swobodnie można by zmieścić w jednym zeszycie (góra trzech), rozciągnięto ją aż do pięciu. Po efektownym początku nowego uniwersum przyszedł czas na odgrzewanie kotletów i przypominanie znajomych adwersarzy, zachowujących się niezmiernie przewidywalnie. Tym razem zawiodłem się na Szmaragdowych Rycerzach.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Hal Jordan and The Green Lantern Corps Volume 2: Bottled Light (Rebirth)
Wydawnictwo: DC Comics
Typ: Komiks
Gatunek: Superbohaterowie
Data premiery: 31.05.2017
Scenariusz: Robert Venditti
Rysunki: Jordi Tarrogona, Rafa Sandoval, Ethan Van Sciver, V Ken Marion, Dexter Vines, Ed Benes
Liczba stron: 188

Marcin „Martinez” Turkot

Marcin „Martinez” Turkot

Jestem geekiem trzydziestego któregoś poziomu, a także niepoprawnym fanboyem Supermana. W magisterce pisałem o związkach komiksu superbohaterskiego z mitami. W życiu zajmowałem się redagowaniem czasopisma o grach fabularnych i planszowych, tłumaczeniami gier, moderowaniem forów, pisaniem tekstów dla największego polskiego portalu internetowego oraz do “Tygodnika Powszechnego”. Obecnie pracuję w reklamie. Uwielbiam komiks, w szczególności frankofoński, oraz animacje wszelakiego rodzaju (może poza anime, na którym się nie znam). Od ponad 20 lat gram w erpegi. Na gry komputerowe nie starcza mi już czasu…