Yellow is the New Green. Recenzja komiksu Hal Jordan and the Green Lantern Corps Volume 1: Sinestro’s Law

Hal Jordan and the Green Lantern Corps

Każdy dyktator ceni sobie porządek i bezpieczeństwo. Jednak potrafi egzekwować je jedynie za pomocą siły i strachu. Takim wzorowym tyranem jest Sinetro – największy chyba wróg Hala Jordana, pierwszego ziemskiego Green Lanterna. Konflikt między tymi dwoma pasuje jak ulał na historię wprowadzającą powierników zielonych pierścieni w erę DC Rebirth.

Strażnicy Wszechświata zostali wymordowani, a ich siedziba – planeta Oa – zniszczona przez Relica. Wszyscy członkowie Zielonych Latarni wpadli jak kamień w wodę. Rolę kosmicznej policji przejmuje zatem Korpus Sinestro, a za kwaterę główną w sektorze zero służy mu Świat Wojny, opuszczony przez poprzedniego lokatora – Darkseida. Niestety, założyciel i przywódca armii posługującej się mocą strachu umiera. Schedę po wodzu przejąć ma córka Soranik, której altruistyczna postawa dowiodła mieszkańcom wszechświata, że także Żółte Latarnie mogą wykorzystywać swoją potęgę do dobrych celów. Brzmi zbyt pięknie, by było prawdziwe, nieprawdaż?

Sinestros Law Gardner

Ten idealny stan nie trwa długo – zresztą seria nazywa się Hal Jordan and the Green Lantern Corps, więc tytułowi bohaterowie rychło muszą powrócić na kosmiczną scenę. Szybko okazuje się, że plotki o niechybnym zgonie fioletowego führera były mocno przesadzone, zaś „Prawo Sinestro” oznacza rządy terroru i przemocy. Hal Jordan, wykuwszy sobie nowy pierścień, wyrusza na poszukiwania towarzyszy broni; podczas tej wędrówki natrafia na dwójkę siepaczy Korpusu Żółtych Latarni. W przeciwieństwie do adwersarzy z Rage Planet, ci dwaj mają unikatowe cechy – jeden to szkielet zatopiony w błękitnawej ektoplazmie, porozumiewający się za pośrednictwem dziwnych bazgrołów widocznych w dymkach, drugi zaś ma trzy twarze, a każda wyraża odmienne reakcje wobec jednej i tej samej sytuacji.

Sinestros Law Sinestro

Równolegle rozgrywa się historia zaginionego Korpusu Zielonych Latarni, na czele którego stoi John Stewart. Powracający z innego wymiaru kosmiczni policjanci pojawiają się poza granicami znanego wszechświata. W celu rozpoznania bieżącej sytuacji na zwiad zostaje wysłany Guy Gardner, bowiem jedynie on jest uparty na tyle, by nie dać się zabić. Możemy więc liczyć na sporo ostrych tekstów z jego niewyparzonej gęby.

Scenarzysta Robert Venditti ma rękę do kreowania postaci – zarówno bohaterowie, jak i adwersarze są wyraziści i przekonujący. Sinestro w tej serii to jeden z najciekawszych złoczyńców, jakich widziałem na kartach komiksów. Ma jasny plan, który realizuje nie przebierając w środkach, a jednocześnie uważa się za zbawcę wszechświata. To udany portret kosmicznego dyktatora, na niektórych kadrach jako żywo przypominającego pewnego austriackiego malarza.

Sinestros Law Hal

Fabuła prowadzona jest bardzo wartko – nie ma właściwie przestojów ani rozwlekłych dialogów. Znajomość mitologii uniwersum DC i Korpusu nie jest wymagana, bowiem każdy z wątków z przeszłości wprowadzany jest wraz z wyjaśnieniem – mowa tu przede wszystkim o Paralaxie, Świecie Wojny czy postaci Soranik. W komiksie debiutuje również Przewielebny Lash, przywódca zakazanego (i ponoć wyplenionego) kultu Sakramentu, który powraca wykorzystując zmianę wszechświatowej koniunktury. Za graficzną oprawę serii odpowiadało na zmianę dwóch rysowników. Kreska Ethana van Scivera jest bogata w mroczne detale – szczególnie w scenach rozgrywających się w Świecie Wojny. Rafa Sandoval natomiast lepiej sobie radzi w scenach akcji, zwłaszcza przy ilustrowaniu mentalnych konstruktów otrzymywanych dzięki mocy pierścieni.

Całość przypomina dobry film science-fiction w rodzaju Gwiezdnych Wojen, gdzie jasna i ciemna strona zastąpione zostały przez zieleń i żółć. Mnóstwo tu zwrotów akcji oraz efektownych walk. Z tej racji fabuła jest dość przewidywalna, niemniej jednak dostarcza dużo bezpretensjonalnej rozrywki.

    Tytuł: Hal Jordan and the Green Lanterns Volume 1: Sinestro’s Law (Rebirth)

    Scenariusz: Robert Venditti

    Rysunki: Rafa Sandoval, Ethan Van Sciver

    Wydawnictwo: DC Comics

    Rok wydania: 2017

    Liczba stron: 183

Marcin „Martinez” Turkot

Marcin „Martinez” Turkot

Jestem geekiem trzydziestego któregoś poziomu, a także niepoprawnym fanboyem Supermana. W magisterce pisałem o związkach komiksu superbohaterskiego z mitami. W życiu zajmowałem się redagowaniem czasopisma o grach fabularnych i planszowych, tłumaczeniami gier, moderowaniem forów, pisaniem tekstów dla największego polskiego portalu internetowego oraz do "Tygodnika Powszechnego". Obecnie pracuję w reklamie. Uwielbiam komiks, w szczególności frankofoński, oraz animacje wszelakiego rodzaju (może poza anime, na którym się nie znam). Od ponad 20 lat gram w erpegi. Na gry komputerowe nie starcza mi już czasu...