W poszukiwaniu straconej nadziei. Recenzja komiksu Hal Jordan and the Green Lantern Corps Volume 3: The Quest for Hope (Rebirth)

Quest For Hope cover

W uniwersum DC mętne przepowiednie to chleb powszedni, zwykle się jednak sprawdzają. Nic więc dziwnego w tym, że Hal Jordan, usłyszawszy w Szmaragdowej Przestrzeni (Emerald Space) z ust Abina Sura słowa „Znajdź nadzieję”, nie zastanawia się długo, tylko wyrusza na poszukiwanie jedynej we Wszechświecie Błękitnej Latarni – Saint Walkera, posiadającego władzę nad nadzieją właśnie. W misji pomaga mu drugi zamaskowany Ziemianin – Biała Latarnia, czyli Kyle Rayner. Temu tandemowi niestraszne w zasadzie żadne kosmiczne zagrożenie – Jordan posiada właściwie niewyczerpane pokłady woli, zaś jego kompan okiełznał wszystkie barwy emocjonalnego spektrum. Oczywiście nasi herosi będą musieli stawić czoła przeciwnościom, jednak moim zdaniem konfrontacja ta jest mało efektowna. O wiele większe znaczenie ma to, że w finale Quest for The Blue Lantern Rayner traci władzę nad wszystkimi pierścieniami poza zielonym. Jednym słowem – szeregi Korpusu zasila kolejny Ziemianin. Wydaje mi się, że nasza planeta jest tu nadreprezentowana, a przy tym homines sapientes zajmują w strukturze dowodzenia kluczowe stanowiska (nepotyzm?). Co na to inni członkowie kosmicznych sił policyjnych?

Quest For Hope 001

Gdy Hal oraz Kyle szukają nadziei, pozostali żołnierze Korpusu nie próżnują, w całym Wszechświecie pozostało bowiem wielu byłych podwładnych Sinestro. John Stewart i Soranik tworzą zatem dwuosobowe zespoły, każdy składający się z Zielonej i Żółtej Latarni. Ich zadaniem jest odnajdywanie rozproszonych członków Korpusu Sinestro i przedstawianie im wyboru: „albo będziesz pracować ramię w ramię ze swoimi dawnymi wrogami, albo czeka cię niezbyt przytulna cela na Mogo; możesz ewentualnie dobrowolnie zrzec się mocy”. Guy Gardner woli sprawą zająć się sam i… dezerteruje, zostawiając pierścień w kwaterze. Pozornie bezbronny wyrusza w poszukiwaniu Arkilla – jednego z najpotężniejszych (jeśli nie najpotężniejszego) poruczników fioletowego führera, by dowieść, kto jest największym twardzielem w całym Kosmosie. Ustawka bez sprzętu między tymi dwoma jest najciekawszym epizodem The Quest for Hope. Przebłyski z dzieciństwa rudowłosego Latarnika, kiedy to znęcał się nad nim ojciec, skonfrontowane z trwającym pojedynkiem świetnie pogłębiają rys psychologiczny postaci (nota bene mojego ulubionego członka Korpusu, choć niegdyś miałem go za bubka).

Quest For Hope 002

W tomie zmieściły się dwie spore historie – drugą z nich (po Quest for the Blue Lantern) jest The Prism of Time. Jak tytuł wskazuje, czeka nas spore zamieszanie w chronologii. Ale zacznijmy od początku. Dwóch świeżo dobranych partnerów – Gorin-Sunn (zielony) oraz Space Ape (żółty) – wykrywa energetyczną anomalię na niepozornej, kompletnie opustoszałej planecie. Strażnicy lądują zatem na jej powierzchni, by zbadać źródło tajemniczych odczytów. Jednocześnie na Mogo, kwaterze głównej połączonych Korpusów, praca wre – trwa budowa nowej żółtej baterii energetycznej. Nie obywa się przy tym bez konfliktów i rękoczynów (pierścienioczynów?); głosem rozsądku okazują się być rekonwalescenci Guy Gardner oraz Arkillo. Sztab zostaje z kolei nawiedzony przez przybysza z przyszłości – Ripa Huntera, przynoszącego kasandryczne wieści – Korpus Zielonych Latarni przestanie istnieć, a od rozpoczęcia procesu zagłady Johna Stewarta i spółkę dzielą godziny. Jak można się spodziewać, niezidentyfikowane promieniowanie odkryte na jałowej planecie powiązane jest z owym temporalnym kryzysem.

Głównym elementem The Prism of Time są mniej lub bardziej efektowne bitwy z użyciem napędzanych żółto-zieloną mocą dział oraz broni bardziej konwencjonalnej. Moim zdaniem John Stewart nie wykazuje się tutaj szczególnie rozwiniętym zmysłem taktycznym, choć nie sposób odmówić mu zdolności zagrzewania do walki i podnoszenia morale. I tak najważniejsze jest to, co zrobi Hal Jordan, który w pojedynkę może wygrać przecież każdą wojnę.

Quest For Hope 002

W całym tym zamieszaniu rozwija się również wątek relacji pomiędzy Kyle’em Raynerem a jego dawną miłością, Soranik Natu – Ziemianin jak gdyby nigdy nic powraca do flirtowania z córką Sinestro. To niefrasobliwe zachowanie składam na karb artystycznej natury tego Latarnika. Na koniec jednak okazuje się, że również on musi ponieść poważne konsekwencje ingerowania w osie czasu i wściubiania nosa w przyszłość.

Z pewnością historie z tego albumu bardzo wyraźnie wpłyną na dalsze losy pierwszo- i drugoplanowych bohaterów, a być może nawet całego uniwersum. Wydaje mi się, że obie opowieści są niejako niedokończone, stanowiąc jedynie preludium do kolejnej kabały, w którą na własne życzenie pakują się członkowie Korpusu. Brakuje mi także epickiego rozmachu, charakteryzującego chociażby Sinestro’s Law – zagrożenie ma skalę planetarną, nie zaś galaktyczną. Rozwinięto za to wątki osobiste postaci władających nie tylko zieloną barwą spektrum emocjonalnego – Saint Walkera, Raynera i Soranik oraz Gardnera i Arkillo (a być może też Tomara-Tu).

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Hal Jordan and The Green Lantern Corps Volume 2: The Quest For Hope (Rebirth)
Wydawnictwo: DC Comics
Typ: Komiks
Gatunek: Superbohaterowie
Data premiery: 22.08.2017
Scenariusz: Robert Venditti
Rysunki: Rafa Sandoval, Ethan Van Sciver, V. Ken Marion
Liczba stron: 192

Marcin „Martinez” Turkot

Marcin „Martinez” Turkot

Jestem geekiem trzydziestego któregoś poziomu, a także niepoprawnym fanboyem Supermana. W magisterce pisałem o związkach komiksu superbohaterskiego z mitami. W życiu zajmowałem się redagowaniem czasopisma o grach fabularnych i planszowych, tłumaczeniami gier, moderowaniem forów, pisaniem tekstów dla największego polskiego portalu internetowego oraz do "Tygodnika Powszechnego". Obecnie pracuję w reklamie. Uwielbiam komiks, w szczególności frankofoński, oraz animacje wszelakiego rodzaju (może poza anime, na którym się nie znam). Od ponad 20 lat gram w erpegi. Na gry komputerowe nie starcza mi już czasu...