Recenzja komiksu Hinges Volume 1: Clockwork City

Hinges cover

Hinges, czyli zawiasy. A może punkty zaczepienia? Meredith McClaren stworzyła milczący, tajemniczy świat tykający jak nakręcany zegarek, w którym każdy musi znaleźć swoje miejsce, każda część ma swoje przeznaczenie. Chyba że coś się obluzuje…

Nie wiadomo, czy w Clockwork City, gdzie dzieje się akcja komisu, latają luźne części, czy pewna tajemniczość i groza są wkalkulowane w jego mechanizm. Poznamy je przez prawie pozbawioną słów historię Orio, nowej mieszkanki miasta – dziewczyny, androida, nakręcanej lalki? Wiemy, że pojawiła się już dorosła w czymś w rodzaju fabryki, żeby trafić pod opiekę pośredniczki przedstawiającej ją potencjalnym pracodawcom. I mimo że każdy „nowy” powinien pasować do którejś z wolnych posad, Orio nie może sobie znaleźć miejsca, jest niezborna, wszystko leci jej z rąk… Aż do momentu, kiedy objawi talent do łatania i zszywania. Towarzyszy jej niewielki kotek, rodzaj chowańca, który teoretycznie powinien jakoś jej pomagać, ale póki co wprowadza ogromny chaos, wszystko psuje i ma swój tajny plan na życie.

Hinges 1

Bohaterowie Hinges wyglądają trochę jakby ktoś poskręcał ich z grubej tektury: są nieco trójwymiarowi, ale jak powyginany, pospinany zawiasami sztywny papier. Ich otoczenie to szaro-brązowe, niewielkie (chyba) i stare miasto, w którym od czasu do czasu wyrastają epickie budowle z rotundami, absydami i kopułami, przypominające skomplikowane steampunkowe mechanizmy. Czy to element dekoracyjny, czy przebłysk prawdy o naturze świata – na razie nie wiadomo.

Pierwszy tom tego komiksu to bardzo (wręcz ciężko) milcząca historia złożona z samych niewiadomych. Czytelnikowi zostają pokazane miasto i jego mieszkańcy, ich zakłady rzemieślnicze, chowańce i nawet strachy przemierzające opuszczone dzielnice, ale to naprawdę nie znaczy, że dużo zrozumie. Mimo to Clockwork City wprowadza nas do wiarygodnego świata, o którym od razu wiemy, że rządzi się nieznanymi nam, ale na pewno mocnymi, logicznymi (jakąś logiką) prawami. Moim zdaniem świadczy to o naprawdę ogromnym talencie McClaren i świetnym prowadzeniu przez nią narracji – bo z tych wszystkich dziur i ubytków, niedopowiedzeń i przemilczeń stworzyła czytelną, mocną strukturę. W wywiadzie dla Image (https://imagecomics.com/features/meredith-mcclaren-explores-cobble-in-hinges-interview) autorka stwierdza, że chciała wzbudzić w czytelnikach empatię – by rozpoznali siebie, swoją codzienność w reakcjach Orio i innych postaci. Faktycznie, siła Hinges tkwi w ich emocjonalności, rozumiemy miny i postawy bohaterów, czujemy jak się poruszają, niemal wdychamy atmosferę zakurzonych magazynów i warsztatów.

Hinges 2

Nie jestem fanką komiksów pozbawionych słów, więc mimo tego, że Hinges mnie wciągnęło, nie byłam pewna, że kupiłabym tę książkę albo chciała czytać ją dalej. McClaren publikowała go pierwotnie na swoim blogu, więc zajrzałam trochę dalej… I już wiem, że cała historia jest zakończona (ma siedem rozdziałów, które chyba niekoniecznie, jak pierwszy, przełożą się na tomy – są różnej objętości), a Orio zacznie mówić, a razem z tym wykazywać więcej woli i samodzielności.

Milczący komiks wciągający czytelnika w swój tajemniczy świat pustych przestrzeni i zapracowanych ludzików. Przemyślany w każdym detalu, emocjonalny, ale nie dramatyczny. Pełen spokojnych szarości i sepii przykrywających niejasne przeczucie grozy. Wreszcie, prawdopodobnie historia o dorastaniu i usamodzielnianiu się w miasteczku, gdzie na każdego czeka jego miejsce w równo tykającym mechanizmie. Nawet jeśli czasem irytowały mnie milczenie i bezsilność Orio, zapamiętałam całość jako wciągającą, intrygującą i pełną subtelnego piękna.

Hinges 3

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Hinges Volume 1: Clockwork City
Wydawnictwo: Image
Autor: Meredith McClaren
Typ: komiks
Gatunek: obyczajowy, steampunk
Data premiery: 25 lutego 2015

Agnieszka „Fushikoma” Czoska

Agnieszka „Fushikoma” Czoska

Mól książkowy, wielbicielka wilków i wilczurów. Interesuje się europejskim komiksem i mangą. Jej ulubione pozycje to na przykład Ghost in the Shell Masamune Shirow, Watchmen (Strażnicy) Alana Moora czy Fun Home Alison Bechdel, jest też fanem Inio Asano. Poza komiksami poleca wszystkim Depeche Mode Serhija Żadana z jego absurdalnymi dialogami i garowaniem nad koniakiem. Czasem chodzi do kina na smutne filmy, kiedy indziej spod koca ogląda Star Treka (w tym ma ogromne zaległości). Pisze także dla Arytmii (arytmia.eu).