Zwiń statek kosmiczny i tańcz! Recenzja komiksu Joyride Volume 1

Joyride 1

Jackson Lanzing, jeden z twórców Joyride, streścił ten komiks tak: „Mam nadzieję, że Joyride wpasuje się gdzieś pomiędzy Lumberjanes i The Wicked and The Divine. Gdy czytasz Wic Div, to jakbyś słuchał naprawdę dobrego Radiohead, a jeśli nasz ochotę na Taylor Swift – wskakujesz w Joyride” („I hope what Joyride can do is sit somewhere between Lumberjanes and The Wicked and The Divine. You are reading Wic Div and it’s like a really good Radiohead track and if you want to listen to a Taylor Swift song, you pop in Joyride.”). Tworzy ten energiczny pop razem z Collinem Kellym (pracują razem nad Graysonem) i Marcusem To (od Hactivist). BOOM! Studios znowu „podebrało” DC scenarzystów, żeby opublikować lekką, optymistyczną i mocno szaloną serię.

Tytuł Joyride nie jest ani trochę metaforyczny – dwójka nastolatków kradnie statek kosmiczny, żeby polatać sobie po kosmosie i pozwiedzać obce planety. Jednak w przeciwieństwie do samochodowego pierwowzoru takiej akcji, to co robią ani nie jest częste, ani spontaniczne. Realizują w ten sposób planowaną przez wiele miesięcy (a w przypadku głównej bohaterki, Uny, właściwie przez całe życie) ucieczkę z faszystowskiego, totalitarnego państwa Ziemia, otoczonego żelaznym niebem chroniącym ludzkość przed kosmosem – który według obowiązującej doktryny jest zagrożeniem bez żadnej dodanej wartości.

Una i Dawydd, a właściwie tylko ona, widzą świat inaczej. Wszechświat musi być największą możliwą przygodą! Z Ziemi nie widać gwiazd, bohaterka nie chce spędzić całego życia w miejscu pozbawiającym ją dostępu do tego piękna – a poza nim wolności, kolorów, spontaniczności. Nie chce być komórką kombinatu, ale już boleśnie nauczyła się, że opór niczego nie zmienia. Dlatego też organizuje sobie i przyjacielowi ucieczkę z tego ogromnego więzienia. Na przejażdżkę zabiera się z nimi w ostatniej chwili Catrin, przedstawicielka… czegoś w rodzaju miejscowego Hitlerjugend. Krótko mówiąc, szpieg na pokładzie, prawdopodobnie początek poważnych kłopotów.

Joyride 2

Joyride czerpie garściami ze Star Treka czy Autostopem przez Galaktykę – wszyscy bohaterowie są żądni wiedzy, wierzą w dobre intencje innych – ale liczą na siebie, są lekko szurnięci i nie znają słowa „niemożliwe”. Będziecie mieć także skojarzenia ze Strażnikami Galaktyki – sporo się tu tańczy, jak na razie raczej z radości niż z potrzeby skonfundowania przeciwnika. Lanzing przyznaje się też do inspiracji Gwiezdnymi Wojnami, ale w pierwszym tomie nie jest to prawie wcale odczuwalne – nie ma tu np. pustynnych miast (jak w Descender) ani jakichkolwiek mieczy, natomiast galeria obcych ras jest godna wszystkich wspomnianych klasyków. Tym, co je łączy poza różnorodnością myślących form jest generalnie optymistyczne i entuzjastyczne spojrzenie na kosmos, głoszące, że jeśli skądś trzeba zwiewać, za chwilę na pewno znajdzie się planetę, na której można się przyczaić i przeczekać pościg – w końcu tyle jest zdatnych do życia i shoppingu.

Pozytywna energia przebija także z bardzo kolorowych rysunków tworzonych przez Marcusa To i Irmę Kniivilę. Wysoki kontrast – ciemność przestrzeni kosmicznej, żółć, magenta czy pomarańcz na Unie i Dawyddzie, mnóstwo intensywnych błękitów – pamiętacie „high contrast” Windowsa XP? No to tu jest jeszcze ciekawiej. Trochę po prostu rockowo, trochę szalone lata 80. Pod tym względem Joyride jest bardzo blisko do filmowych Strażników. Kadry są pełne ruchu, ładnie skomponowanego choreograficznie zarówno przy braku ciążenia, jak i obecności grawitacji. Ucieczka Uny przez pełne obcych miasto (ze zwiniętym tajemniczym fantem w dłoni) jest jednym z popisów umiejętności To – można poczuć wiatr we włosach. Zupełnie inne odczucia budzą strony pokazujące ziemską armię – skąpane w czerwonym i zielonym świetle, z mniej wyraźnym pokazaniem twarzy i indywidualności postaci, zamknięte w monumentalnych wnętrzach.

Joyride 3

Jak Lumberjanes, ta historia także jest o przyjaźni i lojalności oraz o zderzeniu bardzo różnych osobowości w mocno kryzysowej sytuacji – ucieczka z Ziemi oznacza, że trójka bohaterów została jedynymi ludźmi w pełnym różnych ras Kosmosie. Przy tym obcy trzymają się razem, rozbudowali infrastrukturę handlową i prawo – tylko ludzkość wycofała się z tej globalizacji rakiem, jest więc uznawana za ostatni zaścianek, Ciemnogród i paskudztwo. Na szczęście (w każdym razie w kontekście pierwszego tomu) bohaterom trafia się pomocny starzec – odpowiednik Forda Perfecta z Autostopem, ale dużo bardziej egoistyczny, cyniczny i marudny. Lanzing nazywa go Tomem Waitsem swojego komiksu.

Joyride to porządna rozrywka, skrząca humorem może mniej niż na przykład książki Douglasa Adamsa, ale niewątpliwie pisana z myślą o fanach Arthura Denta czy Star Treka. Jest odpowiednio optymistyczna i szalona dla tej grupy docelowej. Nie polecam jej zatwardziałym realistom, raczej nie przesunie się też w kierunku dystopii – chociaż totalitarny ustrój rodzimej Ziemi nie zostawi trójki bohaterów w spokoju. Pierwszy tom pokazuje wyraźnie, że Lanzing, Kelly i To (który wymyślił ogólny zarys tej historii jeszcze w liceum) stworzyli bogaty, skomplikowany świat i dokładnie przemyśleli sposób, w jaki go pokazują. Bardzo szybko rozumiemy różnicę pomiędzy zamkniętą Ziemią i bezkresnym Kosmosem. Łatwo orientujemy się także, że każdy bohater ma swoje własne pomysły na życie, które wydają się wiarygodne, nawet jeśli osobiście nas denerwują, a ich przyczyny zostaną wytłumaczone dopiero za jakiś czas, kiedy postać otworzy się na resztę towarzystwa. Sposób opowiadania i rysowania Joyride naprawdę robi wrażenie, możemy więc być spokojni, że seria rozwinie się ciekawie i będzie przykuwać uwagę.

Joyride 4

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Joyride Vomume 1
Wydawnictwo: BOOM! Studios
Autor: Collin Kelly, Jackson Lanzing, Marcus To, Irma Kniivila
Typ: komiks
Gatunek: science-fiction, young adult
Data premiery: 21 września 2016

Agnieszka „Fushikoma” Czoska

Agnieszka „Fushikoma” Czoska

Mól książkowy, wielbicielka wilków i wilczurów. Interesuje się europejskim komiksem i mangą. Jej ulubione pozycje to na przykład Ghost in the Shell Masamune Shirow, Watchmen (Strażnicy) Alana Moora czy Fun Home Alison Bechdel, jest też fanem Inio Asano. Poza komiksami poleca wszystkim Depeche Mode Serhija Żadana z jego absurdalnymi dialogami i garowaniem nad koniakiem. Czasem chodzi do kina na smutne filmy, kiedy indziej spod koca ogląda Star Treka (w tym ma ogromne zaległości). Pisze także dla Arytmii (arytmia.eu).
  • Nie przepadam za komiksami, ale do “Joyride” mnie zachęciłaś. Rysunki są świetne, a fabuła także wydaje się być intrygująca. W sumie, czemu nie sięgnąć?

    • Agnieszka Czoska

      Bardzo się cieszę (i przepraszam, że nie zauważyłam komentarza wcześniej). Pierwszy tom tom masa pozytywnych emocji i całkiem poważna fabuła. Jestem bardzo ciekawa, jak zadziała jako pierwszy czy jeden z niewielu przeczytanych przez kogoś komiksów!