Najjaśniej pod Latarnią. Recenzja komiksu Justice League Volume 4: Endless (DC Rebirth)

Justice League Endless cover

Pierwszy album zbiorczy Justice League z DC Rebirth (DC Odrodzenie) – The Extinction Machines (Maszyny Zagłady) zniechęcił mnie do tej serii. Do Endless, do którego powróciłem po przerwie, podszedłem zatem z rezerwą – tym większą, że tytuł sugerował nawiązanie do Sandmana, a profanacji postaci Snu, Śmierci i reszty Nieskończonych mogłem nie zdzierżyć. Na szczęście obawy moje okazały się płonne – w czwartym tomie Justice League nie ma odwołań do stworzonej przez Neila Gaimana mitologii.

Endless to zbiór kilku w miarę samodzielnych historii nawiązujących do wydarzeń z poprzednich tomów oraz innych serii DC Rebirth, aczkolwiek ich dokładna znajomość nie jest wymagana. W pierwszej, tytułowej opowieści głównym bohaterem jest Flash, a zatem można spodziewać się igrania z czasem. Barry Allen umawia się z Jessiką Cruz na śniadanie, lecz nie dane będzie im zjeść w spokoju, bowiem napatacza się rozwścieczony intruz, niszczący wszystko dookoła. Wraz ze Szkarłatnym Sprinterem przeżywamy coś na kształt Dnia Świstaka, oglądając śledztwo prowadzone pod prąd biegu wydarzeń. Historyjka nie jest zbyt zajmująca, ma jednak swoje plusy – przede wszystkim antagonista nie jest ani moralnie, ani psychicznie jednoznaczny – owszem, czyni zło, lecz ma ku temu ważkie powody. W finale Liga otrzymuje ostrzeżenie o nadciągającej zagładzie – nie jest to pierwsza taka przestroga, więc Batman wzmaga swoją Bat-czujność.

Justice League Endless 001

Akcja A Thousand Little Things rozgrywa się w przestrzeni pozaziemskiej. Jessica i Simon niszczą rój asteroidów, mogący zagrażać naszej planecie. Okazuje się jednak, że to nie skalne odłamki są niebezpieczne, lecz to, co na nich się znajduje. W tym samym czasie do Strażnicy przybywa Lois Lane z Jonathanem, by przeprowadzić wywiady z członkami Ligii. Chodzi tutaj przede wszystkim o zarysowanie relacji między bohaterami – Latarnie ćwiczą z Wonder Woman, Cyborg bawi się z synem Supermana, a Batman nie przybija piątki z Bazem. Jest to lekki, nic nie wnoszący do uniwersum przerywnik.

W Fear Itself powracamy na Ziemię, do Nomalii – jakiegoś bliskowschodniego, ubogiego kraiku, gdzie niejaki Black Shield ze swymi pomagierami prowadzą krucjatę przeciw terroryzmowi, siejąc terror wśród cywilnej ludności – stosują przy tym odpowiedzialność zbiorową oraz broń masowego rażenia. Cieszę sie, że twórcy komiksów zabierają w ten sposób głos w sprawie bieżących problemów realnego świata. Uwaga znów skupia się na Jessice, przeżywającej moralne rozterki co do słuszności swych działań, po tym, jak ujrzała przestrach w oczach niewinnej miejscowej dziewczynki. Wonder Woman (silna psychicznie i pewna swych umiejętności) po raz kolejny służy Latarniczce wsparciem i radą, gdy ta zmaga się z całym szeregiem problemów, znanych również z naszego niesuperbohaterskiego świata – protekcjonalnym traktowaniem przez mężczyzn (przeciwnik zwraca się do niej per „Sweetie”), niewiarą we własne siły, obawami przed wyrządzeniem krzywdy postronnym, obniżonym poczuciem własnej wartości. O bohaterstwie nie stanowią nadludzkie moce, lecz przezwyciężanie swoich wewnętrznych ograniczeń (podobną historię znajdziemy w Green Lanterns: Polarity).

Justice League Endless 002

Kolejna, krótka opowieść służy wprowadzeniu do zespołu nowej osoby. Liga powstrzymuje katastrofalne tsunami o nadnaturalnym pochodzeniu. Okazuje się, że winę ponosi tu Mera, usiłująca przebić barierę otaczającą Atlantydę. Do tej pory w Endless nie zobaczyliśmy małżonka tej bohaterki (choć nie powiem, by jego brak był szczególnie odczuwalny), zaś teraz dowiadujemy się, jaka jest przyczyna owej absencji (jeśli nie czytaliśmy Aquaman Volume 3: The Crown of Atlantis) – ze względu na podwodne zawirowania polityczne Arthur zostaje pozbawiony tronu. Struktura Fury jest bardzo typowa dla takich historii – początkowo dochodzi do nieporozumienia i walki, podczas której Mera pokazuje Lidze i czytelnikom, że posiada poziom mocy odpowiednio wysoki, by zastąpić Aquamana, a potem bez zbędnych formalności zostaje przyjęta do drużyny.

W zamykającym tom Reborn uwaga skupia się przede wszystkim na drugim z ziemskich Latarników – Simonie. Staje on w obliczu kosmicznego zagrożenia, pochodzącego spoza milionów lat – tak zwykłych, jak i świetlnych. Od zmagań Ligi z przeciwnikiem, chcącym zamienić ludzkość w bezwolne zombie (skąd my to znamy?), ważniejsze jest prowadzone przez Batmana przesłuchanie Molly (znanej z Justice League: Timeless). Ta opowiada Mrocznemu Rycerzowi o Wiecznym Powrocie i koncepcji mitycznego czasu – cykli narodzin i umierania – który ma rządzić uniwersum. Wszystkie wydarzenia, rozgrywające się na kartach DC Rebirth, są predeterminowane i powtarzają się w kolejnych iteracjach. Jak można się spodziewać, Batman nie zgadza się na bycie pionkiem w rękach nieznanych, kosmicznych sił (a w bogów i tak nie wierzy). Ta idea wydaje mi się dość adekwatna – mimo kolejnych kryzysów i przemian multiwersum prędzej czy później status quo zostaje przywrócony. O ile pomysł jest interesujący, to przedstawiony został w niezmiernie nieciekawy sposób – Molly po prostu mówi, Batman słucha – kadry przedstawiające ich twarze rozpychane są przez ściany tekstu, zamiast ilustrować w atrakcyjny sposób całą koncepcję.

Justice League Endless 003

Sądzę, że Endless z powodzeniem mógłby stanowić kolejny tom Green Lanterns, bowiem pierwsze skrzypce grają Jessica oraz Simon, podczas gdy pozostali członkowie Ligii są jedynie statystami. Mnie to nie przeszkadza, gdyż nowych ziemskich Latarników lubię, jednak seria nosi tytuł Justice League, a fani innych bohaterów mogą czuć się zawiedzeni. Nacisk powinien być położony na działania drużynowe, a akcenty równo rozłożone między poszczególne postacie.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Justice League Volume 4: Endless (Rebirth)
Wydawnictwo: DC Comics
Typ: Komiks
Gatunek: Superbohaterowie
Data premiery: 7.10.2017
Scenariusz: Dan Abnett, Tom DeFalco, Shea Fontana, Bryan Hitch
Rysunki: Ian Churchill, Tom Derenick, Daniel Henriques, Bryan Hitch
Liczba stron: 142

Marcin „Martinez” Turkot

Marcin „Martinez” Turkot

Jestem geekiem trzydziestego któregoś poziomu, a także niepoprawnym fanboyem Supermana. W magisterce pisałem o związkach komiksu superbohaterskiego z mitami. W życiu zajmowałem się redagowaniem czasopisma o grach fabularnych i planszowych, tłumaczeniami gier, moderowaniem forów, pisaniem tekstów dla największego polskiego portalu internetowego oraz do “Tygodnika Powszechnego”. Obecnie pracuję w reklamie. Uwielbiam komiks, w szczególności frankofoński, oraz animacje wszelakiego rodzaju (może poza anime, na którym się nie znam). Od ponad 20 lat gram w erpegi. Na gry komputerowe nie starcza mi już czasu…