Justice League vs Suicide Squad 1

Ostatnimi czasy mogliśmy zauważyć nowy trend w sposobie przedstawiania superbohaterów w kinematografii. Występy solo nie są już „cool”, więc – wzorem komiksowych pierwowzorów – filmy coraz częściej serwują nam przygody wielu herosów walczących pod wspólnym sztandarem. Mieliśmy już trochę pozycji poświęconych Avengersom, zeszły rok przyniósł nam crossover Batmana i Supermana, a także całkiem udany Legion Samobójców, zaś w listopadzie będziemy mieli przyjemność gościć na ekranie facetów w majtkach na rajtuzach i Wonder Woman Ligę Sprawiedliwych. Pewnie wielu z was zastanawiało się, jak wyglądałaby konfrontacja dwóch ostatnich zespołów. Możliwe też, że nikogo to nie ciekawiło. Tak czy owak, odpowiedź na to pytanie (choć nie do końca) pojawiła się w styczniu tego roku wraz z premierą Justice League vs Suicide Squad.Czy takie połączenie mogło wypalić? Zapraszam do lektury.

Pod względem fabuły odpuszczono sobie powolne wprowadzanie czytelnika w wydarzenia i rozpoczęto z grubej rury. W trakcie wykonywania misji przez Legion Samobójców, prowadzonej przez Amandę Waller grupy skazańców wykonującej pozornie niemożliwe zadania w zamian za zmniejszenie wyroku, ich istnienie zostaje odkryte przez Ligę Sprawiedliwych. Ci, niezadowoleni z faktu, że złoczyńcy, których udało im się aresztować, biegają bezkarnie po ulicach, postanawiają wsadzić z powrotem grupę za kratki. Jednak sama Waller, świadoma zagrożenia, jakie czyha na jej osobę, wydaje Legionowi rozkaz stoczenia walki z Ligą, gdy zostają przez nich przyskrzynieni. W taki sposób docieramy do tytułowego starcia dwóch stron konfliktu. Szybko okazuje się, że w międzyczasie gdzieś indziej rosło znacznie większe niebezpieczeństwo, zaś zaciekli wrogowie muszą połączyć siły, by świat po raz kolejny został uratowany przez zniszczeniem.

Justice League vs Suicide Squad 2

Z reguły w trakcie recenzji skupiam się wpierw na pozytywach, by skończyć na negatywach. Tym razem zrobię jednak wyjątek, ponieważ jedyny większy minus zirytował mnie na tyle, że choćbym chciał, to najwyższej noty komiksowi postawić nie mogę. Problem prezentuje się następująco: dlaczego pozycje z „vs” w nazwie muszą być napisane tak, że w gruncie rzeczy powinny zamiast tego zawierać „&”? Weźmy pod lupę chociażby Batman vs Superman: Świt sprawiedliwości. Osoby, które jakimś cudem nie orientują się w fabule tego filmu, przestrzegam przed spoilerami. Od obrazu Zacka Snydera oczekiwałem jedynie dwugodzinnego seansu zakończonego epicką bitwą dwóch superbohaterów. Łamanie kości, wybuchy, ciosy wyrzucające oponenta kilometr do tyłu – moje nadzieje nie były zbyt wygórowane. Jednak nie, trzeba było stworzyć jakiegoś innego przeciwnika czyhającego w tle, który na koniec wyskoczy z czymś, z czym żaden z herosów sam sobie nie poradzi, więc to logiczne, że dwie zwaśnione strony muszą się zjednoczyć. W Justice League vs Suicide Squad jest dokładnie tak samo. Jedna potyczka, pojawiające się znienacka zagrożenie i niespodziewany sojusz. Może ma to pełnić funkcję moralizatorską, tego nie wiem. Uciążliwe jest jednak to, że takie nastawione na reklamę tytuły nie odnoszą się zbytnio do treści. Nazwa Justice League and Suicide Squad moim zdaniem również zachęciłaby czytelnika do lektury, a lepiej by zobrazowała to, czego można oczekiwać.

Po wylaniu soczystej porcji pomyj pora na omówienie plusów. Ważne dla mnie było to, by recenzja skończyła się pozytywami, bo komiks Williamsona (scenariusz) i Faboka (ilustracje) jest rewelacyjną, wartą przeczytania pozycją. Na stronach zeszytu bezustannie coś się dzieje, walka praktycznie nigdy się nie kończy, lecz największym atutem jest liczba pojawiających się postaci z uniwersum. Batman, Superman, Deadshot, Wonder Woman, Killer Frost, Harley Quinn, a później także Lobo, Rustam czy też Johnny Sorrow. Znanych i lubianych bohaterów jest tu mnóstwo, a każdy z nich ma pewien wkład w ostateczną jakość komiksu. Przyznam jednak, że mimo jasno określonych czarnych charakterów jedyną osobą, której życzyłem tego, co najgorsze, była Amanda Waller. Viola Davids, która zagrała jej postać w Legionie Samobójców, nie zdołała mimo usilnych prób wzbudzić we mnie tak negatywnych emocji jak komiksowy pierwowzór. Dlatego też zdrowo parsknąłem śmiechem na widok sceny zaprezentowanej na jednej z ilustracji. Niemniej wspomniana bohaterka jest przykładem ciekawie nakreślonej przez scenarzystę postaci.

Justice League vs Suicide Squad 3

Pochwalić chciałbym również warstwę artystyczną komiksu. Wprawdzie nie znalazłem nic, czym mógłbym się zachwycić, lecz trzeba przyznać, że rysunki Faboka dobrze oddają chaos bitew, jednocześnie nie pogrążając w nim ilustracji. Może podobać się też całkiem spora liczba dużych, dwustronicowych kadrów obrazujących większe wydarzenia. Wprawdzie ten efekt znika w trakcie lektury cyfrowej kopii, ale mimo to całość cieszy oko.

Justice League vs Suicide Squad to istny przegląd postaci z uniwersum DC. Sama Liga Sprawiedliwych i Legion Samobójców składają się na dużą liczbę (anty)bohaterów, a dochodzą także inne postaci, takie jak Killer Frost, która ostatecznie w komiksie odegra dużą rolę, a także Lobo, mój nowy ulubieniec. Historia ani przez moment nie zwalnia tempa, co chwilę serwując nam nagłe zwroty akcji i ekscytujące potyczki. Warstwa artystyczna również daje radę, choć po pewnym czasie nie mogę sobie przypomnieć żadnego konkretnego kadru. Jednak do dzisiaj dostaję szczękościsku na myśl o nieuzasadnionym niczym tytule. Mimo że ostatecznie widz nie jest okłamywany, liczę, że z czasem tytuły będą bardziej zgodne z tym,co znajdziemy w komiksach. Używanie zwrotu „vs” dla chwilowej potyczki, która nie będzie miała znaczenia w dalszej części historii jest tak samo mylące jak stosowanie podtytułu „Game of the Year” dla jakiejkolwiek pozycji wydanej w pakiecie z dodatkami. Mimo tego – komiks polecam każdemu fanowi opowieści o superbohaterach.

Szczegóły:

Tytuł: Justice League vs Suicide Squad
Wydawnictwo: DC Comics
Autor: Jason Fabok
Ilustracje: Joshua Williamson, Tony S. Daniel
Typ: Komiks
Gatunek: Superbohaterowie
Data premiery: 27.06.2017
Liczba stron: 336
ISBN: 9781401272265

Dodaj komentarz

avatar