Lekko znużony, choć nadal usatysfakcjonowany podszedłem do ostatniej już części historii Dave’a Lizewskiego. Zahartowany lekturą dwóch poprzednich tomów spodziewałem się ostrych przegięć, nieliniowej fabuły, dużo dwuznaczności oraz pasjonujących zwrotów akcji, a niestety komiks konkretnych elementów albo nie przedstawił, albo zrobił to w dosyć rozczarowujący sposób.

Wiele się naczytałem w sieci o nieudolności Marka Millara jako scenarzysty i wiara w tamte twierdzenia przychodziła mi z trudem, bo dotychczas miałem styczność jedynie z jego dobrymi pozycjami. Cóż… ten komiks pozwolił mi zrozumieć wiele z zarzucanych mu grzechów. Przede wszystkim podstawowa kwestia jest taka, że cała historia zawarta w jednym tomie mogłaby być spokojnie przedstawiona w dwóch, maksymalnie trzech zeszytach, bo pomijając jej prozaiczność w głównym wątku, to wprowadzane dodatkowe elementy nie dość, że nie są interesujące, to jeszcze do niczego nie prowadzą. Pierwszą połowę komiksu można tak naprawdę pominąć, bo oprócz sztucznie utworzonego konfliktu, który nawet się nie zaognia, tylko zostaje w najprostszy możliwy sposób zakończony, a także pseudo superbohaterskich działań doprowadzających do tego, że protagonista odnajduje dziewczynę, nic w tej części się nie dzieje. Od środka natomiast występuje najgorsze 20 kartek, tak, kartek, nie stron komiksu, pokazujących (w tej kolejności) – kopulację głównego bohatera z partnerką, egzekucję postaci znanych z drugiego tomu oraz wspomnienia Mindy, jak wyglądał jej trening. O ile dwa ostatnie aspekty mają jakiekolwiek przełożenie na historię, to pierwszy oprócz w pełni obrzydliwego, artystycznego wydźwięku, mającego na celu zajęcie kilku stron i możliwe, że zapewnienie uciechy trzynastoletnim czytelnikom, nie stanowił żadnej wartości dodanej. Po dosyć długiej stagnacji mającej miejsce przez ponad połowę historii, nareszcie nasi ulubieńcy czyli Kick-Ass oraz Kick Girl muszą wziąć się do roboty, tylko że zanim to nastąpi musi się ona wydostać z więzienia. Dzieje się to za sprawą.. ja wiem, że to co teraz stwierdzę jest może lekką hiperbolą, ale za sprawą Chrisa Genovese, który w tym komiksie jest jedną wielką deus ex machiną motywowaną jakąś objawioną znikąd zmianą. Po tym następuje już rozwiązanie akcji, które nie jest niczym innym niż pokazem brutalności oraz umiejętności rysowniczych w zakresie ran, krwi oraz wybuchów.

Skoro już o oprawie graficznej zacząłem mówić, to nie ma tu nic innego do dodania, niż było w dwóch poprzednich tomach. Widząc, jaka zmiana wystąpiła pomiędzy pierwszym a drugim oraz okładką trzeciego, liczyłem na jakąś ambitniejszą zmianę kierunku artystycznego, a tymczasem nie wystąpiła żadna. Stała już ekipa kolorystów wykonała także swoją pracę w stylu identycznym jak poprzednie, więc praktycznie nie ma się o czym rozpisywać w kwestii grafiki.

Chciałbym teraz lekko podsumować zwieńczenie tej sagi – mianowicie, bez zdradzania szczegółów, jest ono bardzo dobre. Każdy z bohaterów odnajduje odpowiednią dla siebie ścieżkę i w taki sposób opuszcza już tę historię. W tytule zawarłem tezę „Niby to samo, ale jakoś gorzej”. W ramach całego komiksu autor dokonuje zabiegów znanych z poprzednich tomów, takich jak dekonstrukcja mitu superbohaterskiego, odniesienia do swoich innych produkcji, szokowanie oraz ukazywanie rzeczy uznawanych za tabu. Niestety tutaj jest tego dużo mniej i nie ma w tym żadnego polotu i finezji.

Finałowy odcinek przygód Dave’a Lizewskiego może sam w sobie nie jest złym komiksem, ale w porównaniu do poprzednich wypada bardzo blado i nijako. Jedyne, co może ucieszyć czytelnika, to końcówka, ponieważ idealnie wpisuje się w te postacie. Analizując ten komiks, ma się wrażenie, że większość została napisana, byleby zapełnić ramę wydawniczą. Wielka szkoda, że scenarzysta nie potrafił skończyć tej historii równie stylowo, jak zaczął.

Serdecznie dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Kick-Ass Tom 3
Wydawnictwo: Mucha Comics
Autorzy: Mark Millar, John Romita Jr.
Typ: komiks
Data premiery: 2014
Liczba stron: 224

Dodaj komentarz

avatar