Recenzja komiksu Lara Croft and the Frozen Omen

Lara Croft and the Frozen Omen

Lara Croft, archeolożka i główna bohaterka serii Tomb Raider, jest ikoniczną postacią branży elektronicznej rozgrywki. Premiera pierwszej gry z jej udziałem przyniosła ze sobą rewolucję w kwestii rozwoju grafiki, zaś ona sama stała się seksbombą, do której śliniło się wielu starszych i młodszych posiadaczy konsol i komputerów. Od tamtego czasu doczekaliśmy się wielu kontynuacji, ekranizacji z Angeliną Jolie w roli głównej, a także publikacji licznych książek i komiksów rozszerzających uniwersum. Tym raz zabiorę się za krytykę zeszytów z serii Lara Croft and the Frozen Omen. I słowo „krytyka” jest najkrótszym podsumowaniem tego, co przeczytacie poniżej.

Przedstawiona fabuła umieszczona została w tych samych realiach, co gry Lara Croft and the Guardian of Light i Lara Croft and the Temple of Osiris(warto zwrócić uwagę, że wszystkie trzy pozycje nie posiadają zwrotu Tomb Raider w nazwie). Główna bohaterka posunęła się w latachwzględem odsłon z głównego cyklu i nabrała większego doświadczenia w swojej robocie. Tym razem musi połączyć siły ze swoim rywalem, Carterem Bellem i rozpocząć morderczą walkę z czasem w wyścigu o starożytne artefakty. I to nie byle jakie, gdyż są one kluczem przesądzającym o istnieniu naszej planety. Naszej bohaterce depcze po piętach złowroga grupa kultystów chcących wykorzystać potężne przedmioty do swoich diabolicznych celów. W trakcie poszukiwań zwiedzimy różne zakątki globu, takie jak Belize czy Gorski Kotar w Chorwacji.

053

Skończyły się suche fakty, czas na subiektywne wylewanie pomyj. Fabuła stworzona przez Corinnę Bechko jest zwyczajnie kiepska. Zdarzenia na kartach komiksu nie wzbudzają żadnych emocji, dialogi są nijakie, zaś proporcje między realizmem a fantastyką zostały momentami poważnie zaburzone. Zaprezentowane postacie nie mają głębi, nie wiemy o nich zupełnie nic ponad to, co dzieje się w trakcie lektury. Uważam, że równie dobrze autorka mogła odpuścić sobie licencje i sprzedać tę samą historię we własnoręcznie stworzonym uniwersum.Wyszłoby jej to nawet na dobre, ponieważ dorabiając swojemu dziełu łatkę znanej marki jednocześnie stawia sobie wysoko poprzeczkę, czasem nawet aż za bardzo.Czytając przeróżne komiksy, nawet te nisko przeze mnie oceniane, zawsze byłem ciekaw, co stanie się dalej, jakie przygody czekają bohaterów. Tutaj tego zabrakło – jedynym, na co liczyłem, było dobrnięcie do finału opowieści i zajęcie się czymś ciekawszym.

Zgoła odmienną opinię mam natomiast w temacie strony artystycznej. Frozen Omen jest naprawdę ładnie wykończony, rysunki wykonano i pokolorowano z dbałością o detale, zaś bogata paleta użytych barw cieszy oko. Warto jednak zwrócić uwagę na sposób, w jaki została nakreślona nasza słynna pani archeolog. Ekipa tworząca zeszyty w pewnym momencie musiała uznać, że sprzedaż zapewnią ikoniczne atrybuty panny Croft. Nie mówię w tym momencie o dwóch pistoletach, a o dość nienagannej i miejscami zbytnio uwypuklonej sylwetce. Lara, jak to Lara, ma się czym pochwalić i twórcy nie omieszkali z tego skorzystać ubierając bohaterkę w znane wszystkim krótkie szorty i obcisłe bluzki, na każdym kroku podkreślając walory postaci. Patrząc na miałkość zeszytu jako ogółu można jednak odnieść wrażenie, że próbowano takimi widokami sztucznie podbić sobie sprzedaż. W innym przypadku uznałbym to po prostu za urok Lary Croft, ale tym razem muszę potraktować taki zabieg jako tanie rozwiązanie, zakrywające braki w scenariuszu.

070

Podsumowując, Lara Croft and the Frozen Omen to kolejny przykład kiepskiego produktu na znanej licencji. Przedstawiona fabuła została zaprezentowana w bardzo mizerny sposób i równie dobrze mogłaby stanowić tło do każdego innego komiksu o tematyce przygodowej. Nie ma co liczyć na efekt „wow” czy też nagłe skoki adrenaliny. Pewną odskocznią od tej smutnej rzeczywistości są bardzo ładne ilustracje upiększające zeszyt, z rysunkowymi wdziękami panny Croft na czele. Jednak jest to jeden plus wśród wielu niedoróbek, przy których nawet taka zaleta traci na znaczeniu. Poszukiwania idealnego komiksu trzeba przeprowadzić kompletnie gdzie indziej.

Tomasz „Snah” Rosłon

Tomasz „Snah” Rosłon

W skrócie na mój temat: zmęczony student, zawzięty rzeźbiarz tekstów, entuzjasta dobrej książki, oddany gracz. Urodziłem się w 1995 roku i jestem rówieśnikiem takich filmów jak Desperado i Batman Forever. Wolny czas spędzam przy dobrym kryminale lub innej wciągającej produkcji. Swoją karierę recenzencką prowadzę nieprzerwanie od 2013 roku tworząc mniej lub bardziej udane oceny wszelkiej maści tytułów. Do ekipy NTG trafiłem przypadkiem i zostałem na dłużej. W chwili, gdy to czytasz jestem dumnym redaktorem bloga i troskliwym członkiem ekipy.