Ludzkość na dnie. Recenzja komiksu Low Volume 1: The Delirium of Hope

Low komiks

Nasze Słońce umrze na pewno, stając się białym, a następnie czarnym karłem. Jednak, nim to się stanie, przejdzie przez etap czerwonego olbrzyma – sczerwienieje i spuchnie, pochłaniając Merkurego i Wenus, czyniąc życie na powierzchni naszej planety niemożliwym. A to ze względu na temperaturę oraz radiację, oddziałujące na pozbawioną atmosfery Ziemię (która być może również zostanie pożarta). Taka apokaliptyczna wizja spełnia się w komiksie Low autorstwa Ricka Remendera (scenariusz) oraz Grega Tocchiniego (grafika).

Ludzkość wyemigrowała pod powierzchnię oceanów, budując na dnie, pod kopułami milionowe miasta. Od tamtego czasu minęło wiele tysiącleci – liczne kolonie upadły bądź słuch o nich zaginął. Rozesłano sondy międzygwiezdne w poszukiwaniu planety zdatnej do zamieszkania dla człowieka. Do tej pory nie odkryto jednak ciała niebieskiego, które mogłoby stać się drugą Ziemią. O tym wszystkim nie dowiadujemy się z tradycyjnej kilkustronicowej ekspozycji, lecz mimochodem z dialogów między postaciami.

Low Volume 1 spread

Mimo wszystko Stel Caine nie traci nadziei. To (chciałoby się powiedzieć: „niepoprawna”) optymistka – uważa, że jeśli jesteś na dnie, to możesz płynąć tylko w górę. Chociaż większa część ludzkości ulega apokaliptycznej panice, pogrążając się w spleenie, narkotyczno-seksualnych orgiach bądź morzu krwi i przemocy, Stel nie porzuca wiary w lepsze jutro. Niekiedy oderwane od rzeczywistości kwestie bohaterki irytują, ale na szczęście zauważają to również pozostałe postacie, zaś wydarzenia nie biegną zgodnie z pozytywnym modelem myślenia. Rodzina Caine – mąż Johl oraz trójka dzieci – stanowią błękitnokrwistą, najwyższą arystokrację podmorskiego miasta Salus; są Sternikami – tylko oni mogą pilotować ostatni antyczny pancerz wspomagany, sprzężony z DNA rodu. Optymizm Stel wielokrotnie wystawiany jest na próbę, ponieważ los nie oszczędza ani jej, ani jej krewnych. W wyniku splotu okoliczności i knowań wrogów Caine’owie muszą – chcąc nie chcąc – porzucić w miarę bezpieczną kopułę i wyruszyć w odyseję prowadzącą w nieznane. W czasie tej podróży spotykają krwiożerczych, bezlitosnych korsarzy, płetwiaste, mackowate i pancerne lewiatany, oszalałych tyranów, skorumpowanych polityków oraz rzesze biednych, pozbawionych nadziei szaraczków. Scenarzysta do spółki z rysownikiem odmalowali sugestywny obraz posthistorycznego społeczeństwa oraz obcej dla współczesnego czytelnika podmorskiej cywilizacji przyszłości, podwodnych krajobrazów i fauny głębinowej, splecionych z rozpadającymi się wytworami technologii. Wiarygodni bohaterowie, którzy w różny sposób reagują na nadchodzącą zagładę ludzkości, a także przemyślana, fatalistyczna fabuła sprawiają, że Low czyta się z wypiekami na twarzy. Każdy z pięciu odcinków umieszczonych w Volume 1 kończy się niespodziewanym cliffhangerem, więc z niecierpliwością przewracamy kolejną stronę, by dowiedzieć się, co stało się dalej. Remender wykazuje się tutaj ogromnymi zdolnościami kompozycyjnymi, a ponadto nie cacka się nawet z najsympatyczniejszymi bohaterami.

Low Volume 1 helmswoman

Na wyróżnienie zasługują oryginalne grafiki Brazylijczyka Tocchiniego. Są bardzo szkicowe i niekiedy dopiero bliższe przyjrzenie się pozwala wyodrębnić szczegóły – to surrealistyczne rozmycie podkreśla dodatkowo obcość świata przedstawionego. Kontrastowe zestawienia ostrych barw oraz wykorzystanie białej przestrzeni przydają komiksowi artystycznego sznytu – poszczególne ciągi kadrów, splashe oraz rozkładówki (których jest sporo) tworzą kompozycje godne powieszenia na ścianie pokoju fana komiksów. Nie każdemu taka „niewyraźna” kreska przypadnie do gustu, dla mnie jednak to powiew świeżego powietrza w amerykańskim światku – Low bliżej pod tym względem do serii europejskich, tworzonych przez Loisela, Andreasa bądź Rosińskiego.

Jest to jedno z bardziej estetycznie satysfakcjonujących popkulturowych studiów postapokaliptycznego rozpadu technologii, społeczeństwa oraz moralnych fundamentów człowieczeństwa. Low śmiało można wymieniać jednym tchem wraz z Y: Ostatnim z mężczyzn, The Walking Dead, Tank Girl, Mad Maxem, Wall-e’im bądź Snowpiercerem. A Wodny świat się nie umywa.

    Tytuł: Low Volume 1: The Delirium of Hope
    Scenariusz: Rick Remender
    Rysunki: Greg Tocchini
    Wydawnictwo: Image Comics
    Rok wydania: 2015
    Liczba stron: 144

Marcin „Martinez” Turkot

Marcin „Martinez” Turkot

Jestem geekiem trzydziestego któregoś poziomu, a także niepoprawnym fanboyem Supermana. W magisterce pisałem o związkach komiksu superbohaterskiego z mitami. W życiu zajmowałem się redagowaniem czasopisma o grach fabularnych i planszowych, tłumaczeniami gier, moderowaniem forów, pisaniem tekstów dla największego polskiego portalu internetowego oraz do “Tygodnika Powszechnego”. Obecnie pracuję w reklamie. Uwielbiam komiks, w szczególności frankofoński, oraz animacje wszelakiego rodzaju (może poza anime, na którym się nie znam). Od ponad 20 lat gram w erpegi. Na gry komputerowe nie starcza mi już czasu…