Melancholijny absurd postapokalipsy. Recenzja komiksu Motro Volume 1

Przykuwający uwagę, zastanawiający i nieoczywisty – tak opisałabym ten komiks Ulisesa Farinasa (główny autor), Erica Freitasa i Ryana Hilla (kolory). To jednocześnie absurdalne i poważne podejście do tematów przemocy, losu, własnego mitu założycielskiego. Rysunki są niezwykłe, barwy dodają im głębi, a styl Farinasa ewoluował z zeszytu na zeszyt, bo tworzy on Motro od (powoli już ponad) dziesięciu lat. Brzmi jak materiał na absolutne arcydzieło? I prawie tak to jest, z kilkoma uwagami, zwłaszcza edytorskimi.

Motro to fantasy, inspirowane Conanem Barbarzyńcą, Mad Maxem, Tolkienem. Mimo zamiłowania do tego gatunku Farinasowi zdarza się w wywiadach krytykować jego wtórność – zawsze elfy, krasnoludy, smoki… Chcąc zrobić coś oryginalnego, stworzył gadające bestie-maszyny (mogące się kojarzyć z – jakby nie było mówiącymi – fushikomami z Ghost in the Shell), żabich czarodziei, paradoksalnego smoka… Główny bohater, nieludzko silny Motro, upiera się podążać za swoim przeznaczeniem obrońcy słabszych, a jednocześnie chwytać porwane nitki swojej przeszłości, w której ten wielki i ciężki los został złożony na jego barki przez umitycznionego ojca. Ten ostatni wątek przywodzi na myśl skłonność osób z patologicznych domów do uwznioślania i uzasadniania brutalności czy aspołeczności rodziców przez nadanie im głębszego sensu, uznanie za modelowe metody wychowawcze czy chociaż postępowanie „dla dobra dzieci”. Zwłaszcza że słabsi nie bardzo chcą pomocy, nie zawsze im też ona wychodzi na dobre. Motro ma jedynie ogromną wytrzymałość i nieograniczoną siłę, co niekoniecznie czyni z niego rozsądnego przywódcę czy szlachetnego rycerza. W każdym razie nie od razu, jak to w fantastyce, jego opowieść będzie także o dorastaniu i zmienianiu się. W kogo – do końca jeszcze nie wiadomo, to dopiero pierwszy tom zbiorowy.

Ten komiks jest piękny, pełen żółci (głównie za sprawą lwiej grzywy głównego bohatera), fioletów i złamanych szarości. Cienka, wyraźna kreska konturów minimalistycznie oddaje twarz Motro, ale robi się realistyczna i drobiazgowa już przy portretach jego dziecięcego przyjaciela – miniaturowego motoru, Wheeliebeast. Liternictwo jest subtelne, sprawia wrażenie odręcznego. Zimowe tła wyglądają na zmarznięte na kość i pełno w nich ostrych szkieletów uśpionych drzew. Aż nagle w tym wszystkim pojawiają się badass rodem z Mad Maxa, mężczyzna o kwadratowej głowie, kolejny – łysy i ciastowaty, a za nimi gadające czołgi (wyrażają się za pomocą emotikon i infografik, jasno i precyzyjnie; Wheeliebeast mówi tym samym językiem). To pierwsza warstwa absurdalności tej historii. Druga opiera się na tym, że choć wydarzenia opowiedziane są z grubsza chronologicznie (z krótkimi wstawkami porwanych wspomnień antagonisty), relacje pomiędzy kolejnymi scenami nie zawsze są przejrzyste. Przedstawiony tu świat rządzi się swoimi prawami opowieści – bliskich ludowej, archaicznej narracji, idealnie pasującej do zamieszkujących go plemiennych społeczności. Im dalej w las, tym bardziej przypominał mi się Epos o Gilgameszu, zwłaszcza w ostatnim epizodzie, czarno-białym i niemal pozbawionym cieniowania, przez co kreska staje się bardziej brutalna, „pierwotna” (to jedna ze zmian w stosunku do kolorowych wydań zeszytowych).

Dlaczego więc Motro nie jest arcydziełem? Narracja jest w nim mocno porwana, nieco hermetyczna. Ma to uzasadnienie – pierwszy epizod to tak naprawdę pamiętnik głównego bohatera, który spisuje swoje czyny w formie rysunkowego eposu. W kolejnych zrobi się z tego cały Codex, a na jego kartach będzie można zobaczyć twarz Farinasa – wszechmocnego i nieugiętego Stwórcy. Jednak będziemy to widzieć jako leżące gdzieniegdzie luźne kartki, sama historia jest bowiem opowiadana z zewnętrznej perspektywy. Poza tym kolejne odsłony opowieści o życiu Motra dzieli zwykle dziesięć lub więcej lat, a żadna nie jest opatrzona wstępem. Przypuszczam, że nie miałabym z tym żadnego problemu, gdybym czytała wydania zeszytowe – ta forma jest według autorów idealna (nie tylko dla ich komiksu). Jednak wydanie Omni Press (a w każdym razie jego elektroniczna wersja z NetGalley) nie uwzględnia tych podziałów – jeden rozdział przechodzi w kolejny bez żadnego śródtytułu, nie mówiąc o okładce zeszytowej. Jeśli nie ma wyraźnej różnicy w stylu, można czasami zorientować się w chronologii dopiero po kilku stronach (w zależności od tego, jak szybko pojawi się twarz coraz starszego bohatera).

Farinas stwierdził, że poleciłby swój komiks miłośnikom fantasy znudzonym powtarzalnością motywów oraz wszystkim, którzy chcą poczytać o gadających czołgach. Jak najbardziej można go podsunąć także miłośnikom Mad Maxa – byleby nie spodziewali się dokładnie tego samego. Na pewno jest tu postapokaliptyczny klimat, poza tym – sporo zaskoczeń. Motro jest często przedstawiany jako brutalny komiks – co nie do końca wydaje mi się prawdą. Owszem, pokazuje przemoc, także dokonywaną przez głównego bohatera, ale jako czyny zupełnie nie heroiczne, lecz smutne. To po trosze nieme pytanie: czy warto stosować siłę, zwłaszcza mając pewność, że się wygra. Oraz: jak należałoby reagować w sytuacjach, kiedy otoczenie domaga się takiego pokazu mocy. Główny bohater podejmuje swoje własne decyzje w tych kwestiach, czasem nieoczywiste, ale czy najlepsze?

Komiks Farinasa, Freitasa i Hilla bywa trudny w odbiorze, czasem przez swoją niesztampowość, czasem przez niejasność rozwiązań narratorskich czy redakcyjnych. Zachwyca rysunkiem (zwłaszcza kolorowym), emanuje smutkiem. Jako nietypowe fantasy pokazuje nie tylko czołgi zamiast smoków, ale także bohatera, który niekoniecznie jest herosem podejmującym zawsze trafne decyzje. To świetny materiał do rozmyślań, wart uwagi bez względu na niedociągnięcia. Farinas mówi o Motro, że to jego dzieło życia – nie wiadomo, czy najwybitniejsze, ale powracające co jakiś czas i wielokrotnie rozwijane. Jednak nie czekajcie na kolejne wydanie (może za dziesięć lat), poznajcie je już teraz, w formie zeszytówek lub tomu zbiorowego dostępnego od 28 czerwca 2017.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Motro Volume 1 1
Wydawnictwo: Omni Press
Scenariusz: Ulises Farinas, Eric Freitas
Rysunki: Ulises Farinas
Kolory: Ryan Hill
Typ: komiks
Gatunek: fantasy
Data premiery: 28 czerwca 2017

Agnieszka „Fushikoma” Czoska

Agnieszka „Fushikoma” Czoska

Mól książkowy, wielbicielka wilków i wilczurów. Interesuje się europejskim komiksem i mangą. Jej ulubione pozycje to na przykład Ghost in the Shell Masamune Shirow, Watchmen (Strażnicy) Alana Moora czy Fun Home Alison Bechdel, jest też fanem Inio Asano. Poza komiksami poleca wszystkim Depeche Mode Serhija Żadana z jego absurdalnymi dialogami i garowaniem nad koniakiem. Czasem chodzi do kina na smutne filmy, kiedy indziej spod koca ogląda Star Treka (w tym ma ogromne zaległości). Pisze także dla Arytmii (arytmia.eu).