Recenzja komiksu Nieskończoność

Nieskończoność komiks

„They’ll hunt you down there’s nowhere you can hide
(…)
We must help to prevent this genocide
Have we created, our own demise
Their out to kill, using their minds
You’ll feel the chill, run down your spine
Tell me, since when has being human been a crime?

Gonna hunt you, gonna get you, Your time is up
It seems the time has come for the human race
Gone for good, vanishing without a trace”

– Sum 41

Nieskończoność już od dawna była zapowiadana jako największe marvelowskie wydarzenie roku. Przygotowania do niego trwały, opublikowano zarówno preludium, jak i spin-offową miniserię. Teraz nadszedł czas na główną opowieść i związane z nią historie o Avengersach. Ale trzeba powiedzieć to już na wstępie – do Ery Ultrona, która w pewnym sensie zapoczątkowała przedstawione tu wydarzenia, Nieskończoność nawet się nie umywa.

 1

Budowniczowie wszechświata przybywają. Kiedy kontinuum zostało rozdarte w wyniku podróży w czasie dokonanej przez Wolverine’a i Invisible Woman (Era Ultrona), a bomby genezy nie zdołały uleczyć Ziemi (Avengers: Preludium Nieskończoności), w kosmos poszedł sygnał, a w odpowiedzi nadchodzą oni. Przedwieczna, raczej nieśmiertelna rasa, która chce zniszczyć naszą planetę. Avengers łączą siły z przedstawicielami innych światów, żeby stawić im czoła. Ale podczas ich nieobecności sytuację wykorzystuje Thanos, przybywając na Ziemię w jednym celu – chce, by Inhumas wydali mu jego ostatniego żywego potomka…

Patos, patos, patos… i dużo walk w stylu Star Wars – tak w skrócie przedstawia się fabuła Nieskończoności. W komiksie dzieje się dużo, trup pada gęsto, a herosi toczą bój na śmierć i życie, ale tak naprawdę niewiele z tego wynika. I jeszcze mniej zmienia się po wszystkim. Dobry event powinien wstrząsnąć uniwersum, powinien zmienić status quo postaci albo chociaż sprawiać takie wrażenie – w tym wypadku nic z tego nie ma miejsca. Zostaje space opera pełna bohaterów, z których naprawdę wielu nie ma racji bytu, bo drużyna Kapitana Ameryki składa się zarówno z tych mogących stawić czoło kosmicznemu najeźdźcy, jak również z tych niemających z nim żądnych szans. Co tu robią? W czym mogą pomóc? Trudno przejrzeć zamysł scenarzysty. Tak jak trudno uznać Budowniczych za takie wielkie zagrożenie, skoro zostają pokonani dość łatwo.

 3

Nadmiar postaci wprowadza do całości pewien chaos, sama akcja szybko zostaje zawiązana i jeszcze szybciej zakończona. Fabułę rozwijają zeszyty Avengers i New Avengers, ale raczej niewiele to zmienia. Album czyta się szybko i sprawnie, ma kilka świetnych momentów, niemniej szybko wypada z głowy. Zostaje niedosyt, którego nie zaspokoją kolejne podobne opowieści. Bo Hickman, choć ceniony, nie radzi sobie z krojeniem naprawdę znaczących fabuł – to tylko wyrobnik potwierdzający, że zamiast wymyślić coś nowego potrafi jedynie powielać schematy, często robiąc to wbrew logice.

Najciekawiej z całości wypada wątek Thanosa i daniny, ale i on szybko blaknie. Natomiast rysunki rekompensują bardzo wiele. Wprawdzie bywają niespójne, ale w końcu za całość odpowiadają różni artyści, a zważywszy na rozbieżność stylu trzeba im oddać, że starali się zachować podobieństwo kreski.
Komu spodoba się Nieskończoność? Bardziej fanom Star Wars niż miłośnikom flagowych tytułów Marvela. Prosta powtórkowa fabuła, dużo efekciarstwa, ale mało efektywności. W skrócie: coś dla niewymagających czytelników, którzy chcą się przez chwilę rozerwać, a zaraz potem zapomnieć.

 5

Michał Lipka

Michał Lipka

Rocznik 88. Próbuje swoich sił w pisaniu, w tworzeniu komiksów także. Przede wszystkim jednak czyta - dużo, namiętnie i bez chwili wytchnienia. A potem stara się wszystko to recenzować. Prowadzi także książkowego bloga http://ksiazkarnia.blog.pl/