Iron Fist 4 Okładka

Ach, gdyby tylko netflixowa kaszana była wzorowana na tym komiksie. Na zwieńczający historię, czwarty tom Nieśmiertelnego Iron Fista czekałem jak na ostatni sezon jakiegoś maniakalnie binge’owanego serialu. Złośliwi scenarzyści podkręcili mi apetyt ostatnim razem, przerywając główne wątki i w zamian wpychając w pokręconą, mistyczną historię mistrzów kung-fu. Całkiem spoko wyszło – można było odetchnąć, więc tylko przez chwilę wkurzało mnie wybicie z rytmu. Nie obraziłem się, antycypowałem jeszcze bardziej i z początku nawet nie zwróciłem uwagi na zmianę nazwisk na okładce. Zmianę, która w normalnych okolicznościach mogłaby wywołać zimne poty.

Nieśmiertelny Iron Fist 4 Strona Przykładowa

Fabuła Ucieczki z ósmego miasta była mocno sygnalizowana już wcześniej. Turniej legendarnych, nieśmiertelnych broni wywlókł na światło dzienne złowrogą przepowiednię o tym tajemniczym, tytułowym miejscu. Jakby tego było mało, Danny Rand miał zaraz skończyć 33 lata, a za sprawą niesprecyzowanej niedoli dla każdego prawie Iron Fista ten konkretny tort urodzinowy okazywał się ostatnim. Wszystkie wcześniej wstrzymane wątki teraz ruszyły z kopyta. Praktycznie zaraz po zdmuchnięciu świeczek z cienia wypełzła zawzięta, humanoidalna gadzina z obsesją na punkcie wyrywania serc.

No więc Danny walczy, broni się przed złośliwym przeznaczeniem i średnio mu wychodzi. Na szczęście ma skorych do bitki przyjaciół – zarówno tych ziemskich (Luke Cage znowu błyszczy), jak i bardziej gibkich, niedawno zdobytych sprzymierzeńców z mniej amerykańskich środowisk. To właśnie z różnorodną ekipą przedstawicieli pozostałych miast wybiera się na umiarkowanie wesołą wycieczkę do miejsca, które okazuje się piekielną pułapką i więzieniem dla wszystkiego, co w świecie sztuk walki zdeformowane, niecne i kolczaste. Jak nakazuje tradycja egzotycznej fikcji kung-fu, na bohaterów czekać będą katorżnicze wyzwania, które obnażą ich słabości i dosyć nieoczywistą prawdę o mefistofelicznej krainie.

Nieśmiertelny Iron Fist 4 Strona Przykładowa

Ed Brubaker to zdolny gość, częściowo za tę serię dostał przecież nagrodę Eisnera, ale jego nazwisko zniknęło z okładki. W zastępstwie za jego świetny pisarski duet z Mattem Fractionem za pióro złapał Duane Swierczynski. Przejęcie tak chwalonej serii nie może być łatwe, a opinie na temat jakości jego roboty przy tym tytule są mieszane. Moim skromnym zdaniem nie ma lipy, nowy narybek kuma czaczę. Poprzednicy wykreowali złożony świat egzotycznego mistycyzmu, wpletli weń idealnie dopasowaną mitologię i w tej całej otoczce osadzili barwnych, interesujących bohaterów. Ich następca może nie jest aż tak kreatywny, ale z szacunkiem i zrozumieniem kontynuuje i domyka historię przesiąkniętą klimatem azjatyckich filmów o posiadaczach śmiertelnie niebezpiecznych kończyn.

Nie oznacza to, że czwarty tom Nieśmiertelnego Iron Fista jest tylko odtwórczym mordobiciem, pozbawionym jakiegokolwiek worldbuildingu. Poprzednia ekipa nie odkryła wszystkich kart, więc Swierczynski musiał zastanowić się nad ostatecznym charakterem ósmego miasta i w efekcie udało mu się dodać do lore K’un-Lun spory kawał przypalonego mięcha. Zapieczętowana kraina jest miejscem kary dla ludzi, których winy nie zawsze są takie oczywiste. Sprowadzanie na nich wieków cierpienia prowadzi do oczywistych rozterek moralnych, konfliktów i aktualizuje dzieje dzierżących żelazną pięść o nowe, średnio szlachetne wątki. Akcja toczy się szybko, jak na finał przystało, a zaskakująco pozbawione nawalanki zakończenie nie przynosi rozczarowania. Danny wraca do normalnego świata i na deser dostajemy jeszcze krótką, poruszającą historię o bardziej przyziemnych problemach, tak żeby nie zapomnieć, w jakim świecie to wszystko się dzieje.

Nieśmiertelny Iron Fist 4 Strona Przykładowa

Nad stroną wizualną minimalnie ubolewam. Szkoda, że David Aja spadł z rysowniczego rowerka akurat w momencie, w którym zacząłem doceniać subtelne niuanse jego stonowanego stylu artystycznego. Teraz główne skrzypce gra Travel Foreman, którego ołówki właściwie otwierały cały ten run. Chwaliłem jego krótki występ w jednej z moich pierwszych recenzji, ale przy dłuższym obcowaniu wychodzą pewne babole. Przede wszystkim razi częsty brak tła w kadrach, a leniwe wypełnienie przez kolorystę pustych przestrzeni komputerowymi gradientami tylko podkręca estetyczny zgrzyt. Ubolewam, bo Foreman naprawdę potrafi kleić świetne kompozycje z fruwającymi elementami budynków w roli głównej, ale zmusza się do tego tylko i wyłącznie z konieczności. Ekspresja wygrywa u niego z realizmem, co doskonale pasuje do bardziej natężonego tempa narracji. Mimika bywa przez to nazbyt karykaturalna, za to mistrzowsko prezentują się wszystkie uchwycone w ruchu sylwetki, zatrzymane w czasie ciosy i kończyny powykrzywiane przez nieludzkie wygibasy.

Różnorodność wydania, które samą jakością nie odbiega od poprzednich tomów, ponownie wzbogaca multum występów gościnnych. Główny rysownik potrafi od czasu do czasu walnąć kadr powodujący opad szczęki, ale ogólnie chwiejna jakość jego roboty momentami wręcz prosi o chwilę oddechu. Warto zwrócić uwagę na kowbojską retrospekcję ozdobioną klasycznymi ilustracjami przez zmarłego w zeszłym roku Russa Heatha – to ostatnia historia komiksowa w jego bogatym dorobku. Najlepiej wypadł o dziwo pominięty na stronie redakcyjnej Roberto De La Torre, mistrz szarpanej czerni. Praktycznie na sam koniec dorzucił kilka stron tak szczegółowych i klimatycznych, że dopiero pod ich wpływem zacząłem kwestionować całkiem porządną robotę Foremana. Trochę też skrzywiłem mordkę po zauważeniu braku dodatków w formie bonusowych okładek bądź szkiców, ale wyjątkowo uznam wspomnianą wcześniej, nadprogramową opowieść za (prawie) wystarczającą rekompensatę. Stron i tak jest więcej niż poprzednio.

Nieśmiertelny Iron Fist 4 Strona Przykładowa

Takich tytanów jak Brubaker, Fraction i Aja trudno dogonić, a tym bardziej przeskoczyć i powalić. Swierczynskiemu i Foremanowi się to nie udało, ale też chyba nie do końca próbowali. Wiernie i starannie idą za to śladami poprzedników, wprowadzając własne pomysły w celu doprowadzenia wszystkich wątków do końca. Ucieczka z ósmego miasta ciągnie nas głębiej w kuriozalny klimat orientalnej ezoteryki tylko trochę przefiltrowany przez amerykański sposób myślenia. Zadowala mordobiciem, ale nie zapomina o snuciu przemyśleń na temat potęgi i odpowiedzialności. Jakby banalnie to nie brzmiało w kontekście komiksu superbohaterskiego (pozdrawiamy, wujku Benie!), wszelka tendencyjność w Nieśmiertelnym Iron Fiście wydaje się świadomym hołdem w stronę klasycznych sag o walecznych wojownikach. Zwieńczenie tej historii to cios o mocy i gracji niemal dorównującej jej poprzednim etapom. Jak dla mnie to zupełnie wystarczające.

Serdecznie dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Nieśmiertelny Iron Fist. Ucieczka z ósmego miasta. Tom 4
Wydawnictwo: Marvel Comics / Mucha Comics
Autorzy: Duane Swierczynski, Travel Foreman i wielu innych
Tłumaczenie: Marek Starosta
Data premiery: 31.05.2019
Liczba stron: 228

Dodaj komentarz

avatar