Night's Dominion Cover

Nie znoszę historii fantasy. Jeśli jeszcze raz przeczytam książkę bądź komiks, zobaczę film czy grę, gdzie zrządzeniem bogów jakiś przypadkowy pastuch (a tak naprawdę wybraniec) otrzymuje misję ocalenia świata przed zakusami przedwiecznego zła; w tym celu zbiera grupę równych sobie wykolejeńców, a potem przez niezliczoną liczbę stron bądź godzin wędrują i przeżywają „niezwykłe” przygody, by wreszcie dobro zatryumfowało, to się chyba zrzygam. A jeśli na dodatek pojawią się smoki, to zwrócę obiad na pewno.

Nie wiem, czy istnieje w popkulturze gatunek równie spetryfikowany. Być może czytałem i widziałem zbyt mało tego typu utworów, lecz mam wrażenie, iż od lat 50. zeszłego stulecia niewiele się w światach miecza i magii zmieniło, a większość dzieł to przypisy do Tolkiena. Wydaje mi się, że opowieść fantasy może stworzyć kto popadnie, bowiem wszystkie nielogiczności świata przedstawionego oraz poczynań bohaterów daje się zamaskować wprowadzeniem magii bądź boskiej interwencji. Na mapie (mapa jest konieczna!) narysujmy zdradzieckie bagna, nieprzebytą puszczę, niebotyczne góry, dodajmy kilka person o obco brzmiących imionach bez etymologicznego sensu, dajmy im broń i huzia na wroga! Czasem zdarza się trafić na coś, co mimo wtórności oraz schematyczności jest wyśmienite – czy to dzięki mięsistym opisom, świadomej pastiszowości bądź ciętym dialogom. Komiks Night’s Dominion taki nie jest.

Night's Dominion 001

Akcja toczy się w mieście Umber (niewątpliwie orientalnym), które czasy świetności ma już dawno za sobą i znajduje się u schyłku wielkiego konania. Oligarchiczną radę miejską przeżera korupcja i partykularyzm, mieszkańcy osunęli się w otchłań beznadziei i otępienia, a o bohaterach minionych dni śpiewa się jedynie w sentymentalnych balladach. Nic dziwnego, że wegetujący, szarzy obywatele szukają ocalenia w świątyni Uhlumego, który nie obiecuje nic poza skróceniem doczesnych cierpień i rozpłynięciem się w wiecznej nieświadomości.

Główni bohaterowie są do bólu stereotypowi – to złodziejka, zabójca, czarodziej, akolita oraz bard, pakujący ich w kabałę. Każda postać skrywa jakąś „mroczną” tajemnicę, ale tak naprawdę serce ma złote, zaś niesnaski w drużynie szybko zostają rozładowane. Wszyscy są więźniami konwencji – świadczą o tym nawet ich mało wyszukane imiona. Oraz to, że spotykają się w karczmie – co miało chyba być żartem, ale mnie nie śmieszyło.

Night's Dominion 002

Czy zatem w Night’s Dominion znaleźć można jakiś oryginalny element? Owszem – jeden z herosów, zamaskowany mściciel (zarówno w kwestii charakteru, jak i powierzchowności) wywodzi się z nieco innej bajki – mianowicie komiksu superbohaterskiego. Pierwowzorem jest tutaj jeden z najsłynniejszych trykociarzy. Ten wątek osobisty to jednak za mało, by tchnąć powiew świeżości w fabułę poskładaną ze zużytych do cna klocków i łataną (na szczęście jednorazowo i właściwie celowo) deus ex machina. Towarzyszący drużynowemu questowi motyw zapomnianych bohaterów, powracających w chwili próby, by ocalić tych, którzy ich istnienie kładą między mity i bajędy, to również ograny chwyt.

Rysunki są w porządku (choć trudno rozróżnić cechy indywidualne oraz płeć bohaterów), dialogi nie rażą głupotą, postacie mają jakieś wiarygodne motywacje, ale z historii absolutnie nic nie wyniosłem – ani rozrywki, ani refleksji, ani estetycznej satysfakcji. To fantasy, jakich (zbyt) wiele. Autor próbuje nadać całości mrocznych rysów, ale czyni to głównie poprzez wykorzystanie palety piaszczystych, burych kolorów. Konflikt między dobrem a złem nie posiada żadnego ciężaru gatunkowego – właściwie było mi wszystko jedno, kto zwycięży (choć mroczna strona miała lepszy styl – jak zwykle). Przynajmniej nie pojawiły się smoki. Czuję się, jakbym zjadł wielokrotnie odgrzewanego, wysuszonego na wiór i spalonego kotleta. Nie zwróciłem, ale przyjemności nie odczuwałem.

Szczegóły:

Tytuł: Night’s Dominion Volume 1
Wydawnictwo: ONI Press
Scenariusz, rysunki, kolory: Ted Naifeh
Typ: Komiks
Gatunek: fantasy
Data premiery: 28.06.2017
Liczba stron: 169

Dodaj komentarz

avatar