Nie czytajcie tej recenzji, jeśli nie znacie już przynajmniej pierwszego tomu Noble. Kolejna odsłona uniwersum Catalyst Prime jest pełna zaskoczeń. Nie powiedziałabym, że chodzi o nagłe zwroty akcji, raczej o pokazanie czytelnikowi, jak dużo dziur musiał załatać poznając historię nowego superbohatera Davida Powella (A.K.A Noble) i jego zrozpaczonej żony, walczących ze złą Loreną Payal… I jak scenarzyści wpuścili nas w maliny.

W God Shots pokazano nam kochające się małżeństwo rozdzielone w wyniku Zdarzenia, czyli pojawienia się asteroidy grożącej zagładą naszej planecie. Ziemię udało się uratować, ale ludzkość – nie do końca. Kosmiczna skała rozpadła się na meteoryty, a te pospadały razem z czymś, co wzbudziło w różnych osobach niesamowite moce. Superb czy Incidentals opowiadają o próbach radzenia sobie z tym nagłym superbohaterstwem przy jednoczesnym zachowywaniu wolności. Jednym ze „zmienionych” jest David Powell… Ale nie, właśnie zupełnie nie tak, co jednak okazało się dopiero w Never Events.

Nie jestem pewna, czy świadczy to o mistrzostwie scenarzystów (tak nas okiwać!), czy raczej braku umiejętności… Drugi tom stawia sprawę jasno: supermoce Noble’a nie wzięły się z meteorytów. W jakiś sposób zyskał je w przestrzeni kosmicznej (chociaż to już wiedzieliśmy), na długo zanim ktokolwiek inny mógł je przypadkowo posiąść. Zwróćcie uwagę na dobór słów – z nagła nikt jeszcze nie został ulepszony, co jednak nie znaczy, że Powell jest jedyny. Nie potrzeba kosmicznych skał, kiedy ma się przedziwny artefakt stanowczo wyglądający na czyjeś szczątki… W Never Events pojawią się inni superbohaterowie lub superzłole, mający swoje organizacje i plany – dobre czy okrutne? Pytanie pozostaje otwarte.

Szlachetność i moralność głównego bohatera była czymś pewnym w pierwszym tomie, jak i nieuczciwość Payal. O ile to drugie pozostaje w mocy… Czytając Never Events zorientujecie się, że Powellowie są z Loreną bliżej niż przypuszczaliśmy, i że wcale nie jest pewne, czy żadne z nich nie chce z nią współpracować. Może nawet mają wspólną sprawę. Ta niejednoznaczność, coś w okolicach konfliktu tragicznego, jest najmocniejszym aspektem Noble. Sprawia, że postacie przestały być papierowe, a komiks prostą historią o świetnym facecie w spandeksie. Dlaczego zasadniczo dobrzy ludzie mogą pomagać właścicielce korporacji pragnącej kontrolować innych? Czy rządy twardej szarej persony faktycznie są najlepszym rozwiązaniem kryzysu? Zwłaszcza, że ten ostatni na razie się nie wydarzył…

I tu dochodzimy do sedna: meteoryty jeszcze nie spadły, deszcz supermocy co prawda wisi nad Ziemią, ale póki co do niej nie dotarł, nikt nie powinien mieć pojęcia, co właściwie niosą ze sobą resztki asteroidy. A tu Foresight już szykuje się do polowania na ulepszonych (co jest osią fabularną Superb). Krótko mówiąc, zarówno Powellowie, jak i Payal wiedzą, o co toczy się gra, skąd biorą się nowe moce, może nawet, co je powoduje. Nie mogą ich zniwelować, ale kontrolować już tak, tego wydają się być pewni.

O ile pierwszy tom Noble mnie nie zachwycił, nawet nie za bardzo zaintrygował, Never Events było wciągające i trzymało w napięciu. Są tu sceny walki, pojawiają się superosoby strzelające mocą z palców, ale istotą akcji tego komiksu jest relacja pomiędzy Loreną Payal i Astrid Powell, dwiema silnymi kobietami, dość bezwzględnymi, twardymi, połączonymi niewątpliwą (choć niełatwą) przyjaźnią. Znowu są w nim obrazki sielskiego życia rodzinnego, ale wcale nie mają tego banalnego różowego odcienia. Teraz już rozumiem, jak porządnie i intrygująco może wyglądać uniwersum Catalyst Prime.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Noble Volume 2: Never Events
Data premiery: 3 stycznia 2018
Scenariusz: Brandon Thomas
Rysunki: Roger Robinson, Will Rosado
Typ: komiks
Gatunek: komiks superbohaterski

Dodaj komentarz

avatar