Okładka

Wielkie szaleństwo związane z The Walking Dead ominęło mnie szerokim łukiem. Z komiksami zbytnio nie miałem okazji się zapoznać, a od serialu w dosyć bolesny sposób się odbiłem. Pierwsze pozytywne odczucia co do tej marki pojawiły się dopiero przy grze od nieistniejącego już studia Telltale Games. Podobnie sprawa miała się z serią Outcast Opętanie. W związku z tym i wszechobecnym wychwalaniem komiksów Roberta Kirkmana byłem potencjalnie, ale bez szaleństwa zainteresowany jego nowym dzieckiem – Oblivion Song. Po przeczytaniu już nie mogę się doczekać kolejnego tomu, a z komiksową wersją sławetnych truposzy na pewno się zapoznam.

Początek komiksu

Kiedy recenzuję komiks, szata artystyczna zwykle wygrywa lub jest na równi z fabułą. W tym jednak wypadku sprawa ma się inaczej. Fabuła wrzuca czytelnika od razu do akcji i przedstawia wydarzenia z perspektywy głównego bohatera Nathana Cole’a. W komiksie przedstawiona jest narracja, która wraz z rozwojem wydarzeń prezentuje nam kolejne elementy statusu quo świata przedstawionego. Protagonista jest jedną z ostatnich osób wierzących, że można i trzeba uratować ludzi, którzy zniknęli wskutek tajemniczych wydarzeń, mających miejsce 10 lat temu. Akcja jest prowadzona w zrównoważony sposób, sceny dialogów są spokojne i ciągną się powoli przez kilka kadrów, by następnie przejść w szybkie i dynamiczne momenty akcji. Nadaje to sinusoidalne tempo czytania, które sprawia, że ani lektura się nie nudzi, ani nie ma się poczucia pędzenia. Wszystkie postacie są wstępnie zarysowane, a wraz z postępem akcji ich charaktery są rozwijane. Dialogi zostały dobrze napisane i nie wzbudzają zażenowania. Historia przedstawiona w pierwszym tomie nie zdradza za dużo, natomiast otwiera mnóstwo wątków. Powoduje to we mnie obawy, że zapowiada się z tej serii kolejny tasiemiec. Choć tak wychwalam fabułę i to, że czyta się dobrze, to nie jest idealnie. Tyle że kwestia nieidealności sprowadza się tu do pewnej górnolotności. Może to nie jest jakieś ambitne czytadło, ale jak wspomniałem, bardzo przyjemna lektura, i tym mnie całkowicie kupiła. Dawno nie czytałem czegoś, gdzie bym tak płynął przez kadry z przyjemnością i lekkością. W związku z tym moja ocena zapewne będzie zawyżona, ale przecież też o to chodzi w popkulturze, by czerpać z niej przyjemność.

Główny bohater

W kwestii artystycznej: nie jestem fanem rysunków Lorenzo De Feliciego, aczkolwiek po przeczytaniu dołączonych komentarzy autora rozumiem ich ideę i zasadność zastosowanych zabiegów. Takie elementy jak wyraźnie wyostrzone rysy twarzy u ludzi, którzy przebywali w strefie, choć w zamyśle są ciekawe, wpływają negatywnie na odbiór dzieła, choćby przez fakt, że mimo wszystko nie odbiegają one od wizerunku normalnych osób. Chciałbym natomiast wyróżnić kolorystkę Annalisę Leoni, której praca bardzo dobrze komponuje się z kreską autora i idealnie oddaje klimat historii, ale powoduje też, że wybrzmiewa dużo bardziej. Muszę także pochwalić przedstawienie dynamiki scen akcji. Sportretowanie ruchu jest piękne, a rozciągnięcie go na kilka następujących po sobie kadrów sprawia świetne wrażenie i zwiększa tempo czytania, które później przy dialogach zwalnia. Na samym początku wspomniałem, że nie jestem fanem tej kreski, ale im dłużej z nią obcuję, tym bardziej mi się podoba.

Akcja

Nowy komiks Roberta Kirkmana nie jest może arcydziełem, ale na pewno bardzo przyjemną lekturą, którą mogę z całego serca polecić. Komiks ten ma sporo do zaoferowania i osobiście czekam z niecierpliwością na kolejny tom, by dowiedzieć się, w jakim kierunku potoczy się historia.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Oblivion Song Pieśń Otchłani Tom 1
Wydawnictwo: Non Stop Comics
Autorzy: Robert Kirkman, Lorenzo De Felici
Typ: komiks
Data premiery: 2018
Liczba stron: 144

Dodaj komentarz

avatar