Okładka

Tytułowy komiks jest w pełni autorską pracą Otisa Framptona, wydaną w 2015 roku. Zawsze fascynowała mnie twórczość, w której zarówno za scenariusz, jak i szatę graficzną, odpowiadała jedna osoba. W tym samym roku zresztą wyszedł inny autorski produkt, który podobnie do tego także ma trzy tomy. Wspomniane dzieło jest autorstwa Joe Sugga. Podobieństwa między tymi komiksami nie kończą się tylko na ilości numerów. W obu bohaterką jest kobieta, a miejscem akcji fantastyczna kraina. Jednakowoż w poniższej recenzji skupimy się jednak tylko na pierwszej części serii Otisa Framptona.

Fabuła na samym początku ukazuje nam główną bohaterkę, wyróżniającą się na tle innych uczniów w szkole. Ciekawym zabiegiem jest ukazanie tego z perspektywy śledzącej kamery i komentujących uczniów, a nie wypowiedzi protagonistki. Perspektywa wkrótce przenosi się na postać tytułowej Oddly Normal. Dziwnie Normalna, jak by wskazywało polskie tłumaczenie, jest tutaj ciekawą grą słowną, która w pewnym sensie buduje także akcję. Po lekko przedłużonym konstruowaniu mało wnoszącej ekspozycji następuje ważne wydarzenie, za sprawą którego bohaterka trafia do magicznego świata. Poruszam ten wątek, który jest generyczny w praktycznie każdym dziele fantasy, z powodu tego, że tutaj jest on później kompletnie zapomniany. Przynajmniej na łamach pierwszego tomu.

Budowa ekspozycji

To krótkie przedstawienie i zawiązanie akcji zajmuje aż jedną trzecią całości, a samo w sobie nie wnosi za dużo do historii. Po zakończeniu lektury pierwszego wolumenu miałem poczucie, że autor napisał to lekką ręką, byle tylko przenieść bohaterkę do magicznego świata swojego autorstwa. W krainie fantasy akcja skupia się głównie wokół szkoły, do której zmuszona jest chodzić protagonistka. Jest to o tyle dla mnie szokujące, że wątek ten został przedstawiony w prawdziwym świecie kompletnie po łebkach. Nie chcę zdradzać za dużo szczegółów, ale niestety cała akcja skupia się na założeniu „w prawdziwym życiu była beznadziejna szkoła, w magicznym będzie lepiej, ale jednak nie”. Jednakowoż pojawia się tutaj pewna furtka, związana z grupą miłych osób, które zachęcają do zadawania się z nimi. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jest to próba wprowadzenia motywu „odrzutek się pojawia i wreszcie znajduje przyjaciół”. Jeśli chodzi natomiast o budowę świata, nie następuje ona w warstwie scenariuszowej. Całość ta przedstawiona jest jedynie za pomocą wizualiów.

Piękny świat

Szata graficzna na łamach całego komiksu prezentuje się świetnie, jednakowoż niestety nie pozostaje bez pewnych skaz. Cała oprawa zachowana jest w jednolitym stylu. Czytelnik nie ma często występującego w komiksach poczucia różnorodności. Nie powoduje to jednak monotonności. Twórca w bardzo ciekawy sposób pokazuje różnice między światem rzeczywistym a magicznym. Na kadry dziejące się w tym pierwszym zostaje nałożony jakiś – w zależności od kontekstu – efekt z bladymi kolorami. W pewnych momentach jest to najzwyklejsza sepia, a miejscami są to zabawy z brązem oraz błękitem. W przypadku magicznej krainy czytelnik doświadczy burzy kolorów, pełnej gradientów oraz ciepłych barw. Nie jest ona jednak przedstawiana w taki sposób bez przerwy. W zależności od wydarzeń i odczuć bohaterki z nimi związanych zmieniają się barwy opisujące świat. Jedną z największych zalet komiksu jest ukazanie uniwersum. Postacie, jego krainy i składowe są najróżniejsze, a elementy tła bardzo dokładnie zarysowane i interesujące. Najprzyjemniejszym elementem całej lektury jest podziwianie tych fantastycznych magicznych kreacji.

Nie wszystko jest jednak takie piękne

Niestety są elementy, które nie wyszły tak dobrze. Pierwszy, jak mi się wydaje, dotyczy tylko wersji cyfrowej. Mianowicie chodzi o rysunki występujące na całej szerokości strony. Często pojawiają się one pojedynczo, ale także jako część panoramy. W drugim przypadku w trakcie czytania powoduje to nieraz uczucie zagubienia i brak zrozumienia kontekstu przez fakt, że nie wiemy, że to fragment, a nie całość. Ale, jak już mówiłem, jest to raczej problem występujący jedynie w wersji cyfrowej. Innym natomiast jest lekkie lenistwo autora. Niestety na wielu stronach możemy zauważyć ten sam rysunek postaci, ale zwiększony, zmniejszony lub obrócony. Nie kuło by to tak w oczy, gdyby nie fakt, że występowało na przykład w trzech znajdujących się po sobie kadrach.

Autor leniuszek

Ciężko mi jest podsumować ten komiks, jeżeli mam być szczery. Po pierwszym tomie mam wrażenie, jakbym przeczytał coś kompletnie oderwanego od całości. Rozumiem, że autor rozpisał historię na wiele tomów, ale świadome pomijanie wątków i przedstawienie krótkiej historii, która nic nie wnosi, a w zasadzie nie kończy się w ramach tomu, nie jest przyjemną dla czytelnika praktyką. Mógłbym zawyżyć ocenę z nadzieją, że dalsze tomy bardziej mnie usatysfakcjonują. Jednakowoż nie wiem, czy po tym, co przeczytałem, chcę poznać dalszy bieg historii, stąd ocena taka, a nie inna, poniżej.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Oddly Normal vol. 1
Wydawnictwo: Image Comics
Autor: Otis Frampton
Typ: komiks
Data premiery: 2015
Liczba stron: 132

Dodaj komentarz

avatar