Nie wiem, czy w ostatnich latach zrobiła się na naszym rynku moda na komiksy feministyczne, czy to ja po prostu na nie trafiam (wydaje mi się, że jednak ta pierwsza opcja), ale w krótkim czasie przez moje ręce przewinęło się kilka albumów mocno tkwiących w tej tematyce. Fakt, że wszystkie z nich przebiegały według jednego schematu, sprawił, że lektura Olimpii de Gouges stała się dla mnie swoistą powtórką z rozrywki. Za to powtórką jak najbardziej udaną, bo to naprawdę znakomicie wykonana, jakże obszerna opowieść, która w interesujący sposób przedstawia bohaterkę i jej świat.

Osiemnasty wiek. Marie Gouzes ma siedemnaście lat, kiedy wychodzi za mąż. W związku nie czuje się jednak dobrze, ma wrażenie, że została złożona w ofierze, a nie weszła w związek małżeński. Jako żona i matka nie znajduje spełnienia. Gdy rok później mąż odchodzi z tego świata, przed młodą kobietą otwiera się cały świat możliwości. Odcięła się od dawnego życia, porzuciła nawet własne nazwisko na rzecz Olimpii de Gouges i wkroczyła na ścieżkę libertyńskiego życia. Na swej drodze spotkała wszystkich najważniejszych ludzi epoki, przeżyła niejedno, zasłynęła jednak ze swoich poglądów o równości ludzi: krytyki niewolnictwa i nieuznawania prawa kobiet. Poglądów, które dały początek Deklaracji Praw Kobiety i Obywatelki. Zanim to jednak nastąpiło, czekało ją niezwykłe i niewolne od problemów życie…

Albumy takie jak ten trudno nazywać mianem komiksu – dla nich bowiem ukuto termin powieści graficznej i najnowsze dzieło twórców Kiki z Montparnasse’u doskonale do niego pasuje. Zobaczcie już sam opasły tom, jaki trafia w Wasze ręce tym razem. Pięćset stron, twarda oprawa, nawet ten czarny grzbiet z białym napisem wygląda mało komiksowo. W środku zresztą też czeka na Was nie tylko opowieść rysunkowa, ale też solidna dawka dodatków stricte literackich (osiemdziesiąt stron kalendarium z życia głównej bohaterki, jak i biografie kilkudziesięciu postaci historycznych istotnych dla całej opowieści).

Wróćmy jednak do samego komiksu. Duet Catel Muller i José-Louis Bocquet stworzyli kawał dobrej biografii, podanej w sposób lekki i żywy, wciągający i nieprzeładowany. Owszem, przy takiej długości zdarzają się w opowieści pewne dłużyzny (wspomniane już dodatki zresztą to rzecz stricte dla miłośników historii, choć warto je przeczytać, bo dodają całości pewnego szerszego kontekstu), na szczęście nie ma ich wiele. Olimpia de Gouges to także świetna ilustracja tamtych czasów, skupiona co prawda na problemach braku praw kobiet, ale nieograniczona jedynie do nich. Nie powinien dziwić więc fakt, że album w 2012 zdobył wyróżnienie Grand Prix littéraire de l’Héroïne Madame Figaro dla najlepszej biografii/dokumentu.

A jak rzecz prezentuje się od strony graficznej? Bardzo przyjemnie. Nie wybitnie (pod tym względem bardziej do gustu przypadł mi inny komiks z feministycznym zacięciem, Artemizja), ale bardzo dobrze. Czarno-białe ilustracje, uproszczone, z nieco cartoonowym designem postaci – i taką też prezentacją ich mimiki – ale nastrojowe i w znakomitym stylu oddające detale tła (nocne sceny z zalanym deszczem miastem przypominają mi prace Eddiego Campbella z Prosto z piekła). Poza tym dobrze pasują do samej opowieści, a i nie brak w nich uroku. Miłośnicy komiksów historycznych, biograficznych i feministycznych będą z tego albumu zadowoleni. Nawet jeśli, tak jak ja, czytali niejedno podobne dzieło i doskonale znają już ten schemat.

Dziękuję wydawnictwu Kultura Gniewu za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Olimpia de Gouges
Data premiery: maj 2019
Scenariusz: José-Louis Bocquet
Rysunki: Catel Muller
Typ: komiks
Gatunek: biografia

Dodaj komentarz

avatar